Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego konflikt między Polskim Związkiem Narciarskim a PKOl przyciągnął uwagę ministra sportu?
- Jakie były kryteria nominacji sportowców na zimowe igrzyska olimpijskie?
- Co wywołało kontrowersje wokół powołań w narciarstwie alpejskim?
W ubiegłym tygodniu, podczas spotkania z dziennikarzami w Ministerstwie Sportu i Turystyki, przedstawiciele związków prezentowali stan przygotowań do igrzysk. Podawali nazwiska sportowców, których chcą wysłać do Mediolanu i Cortiny d'Ampezzo, ewentualnie zaznaczali, że jest jeszcze szansa na dodatkowe miejsce, jeśli ze swojej kwoty zrezygnuje inny kraj. Kiedy przyszła kolej na Polski Związek Narciarski, sekretarz generalny zapowiedział, że niektóre nazwiska mogą zaskoczyć.
Wszyscy spodziewali się, że najwięcej emocji wzbudzą powołania dla skoczków (w igrzyskach wystartują: Kamil Stoch, Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek), ale okazało się, że zamieszanie dotyczy narciarstwa alpejskiego, czyli dyscypliny, w której realne szanse na medal ma tylko Maryna Gąsienica-Daniel.
PZN i PKOl na wojnie. O co ta awantura?
Obok niej PZN wybrał do składu Nikolę Komorowską i Piotra Habdasa, ale zanosi się na to, że żadne z nich w igrzyskach nie wystąpi. Zamiast nich PKOl wysyła do Włoch Anielę Sawicką i Michała Jasiczka (startował już w Soczi, Pjongczangu i cztery lata temu w Pekinie). W przypadku nominacji dla Komorowskiej PZN, po tym jak w mediach zrobiło się olbrzymie zamieszanie, sam chciał się wycofać z pierwotnej decyzji.
Czytaj więcej
Simon Ammann nie wyrówna rekordu wszech czasów. Szwajcarski skoczek nie dostał olimpijskiej nomin...