Mistrzostwa w Courchevel/Meribel niemal zakończone, przyniosły kilka sensacji, ale też potwierdzenie formy tych, którzy prowadzą w klasyfikacjach Pucharu Świata. Największa gwiazda – Mikaela Shiffrin wyjedzie jednak z Francji z uczuciami mieszanymi – z jednej strony ma trzy medale (dwa srebrne i złoty), podtrzymała serię zdobywania tytułów przynajmniej w jednej konkurencji od 2013 roku, z drugiej była bardzo bliska złota jeszcze w kombinacji (wypadła z trasy slalomowej tuż przed metą) oraz supergigancie i slalomie.
W wyścigu slalomistek prowadziła po pierwszym przejeździe, miała niewielką (0,19 s) przewagę nad Szwajcarką Wendy Holdener i już bardziej wyraźną (0,61) nad Laurence St-Germain, kanadyjską niespodzianką. Czwarta Lena Duerr traciła do Amerykanki 0,92 s, a najbardziej znana slalomowa rywalka Mikaeli – Słowaczka Petra Vlhova już prawie sekundę (0,99).
Czytaj więcej
Amerykańska mistrzyni nart czekała na złoty medal do przedostatniej konkurencji kobiecej mistrzos...
Vlhova próbowała zaatakować, ale z próby wiele nie wyszło. Duerr dała radę, choć straciła niemal całą przewagę w dolnej części trasy. Laurence St-Germain takiej słabości nie pokazała, wyprzedziła efektownie Niemkę. Zostały dwie gwiazdy. Holdener pojechała ogromnie agresywnie, zyskiwała nad poprzedniczkami na każdej części stoku lecz przyszedł pech, złapana czubem narty tyczka oznaczała nagłe, przedwczesne zakończenie przejazdu.
Shiffrin miała więc pewien komfort decydującego startu, lecz ciśnienie nie zmalało, kilka błędów w skrętach oznaczało straty tak duże, że złota śnieżynka FIS w slalomie (byłaby piątą w kronikach startów Mikaeli w MŚ) uciekła. Zostało drugie miejsce, za kanadyjską dziewczyną, która nieźle jeździ slalomy, lecz w solidnej karierze trwającej od zimy 2017/2018 nigdy wcześniej nie zdobyła miejsca na podium Pucharu Świata.