Reprezentantka Polski na igrzyskach w short tracku w sobotę najpierw na chwilę wyszła z izolacji, ale po kilku godzinach i kolejnym dodatnim wyniku testu na koronawirusa musiała do niej wrócić, przez co nie wzięła udziału w rywalizacji na dystansie 500 metrów.
W nocy z soboty na niedzielę Maliszewska zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym przyznała, że jest jej „cholernie ciężko odezwać się i cokolwiek powiedzieć”. „W nic już nie wierzę. W żadne testy. W żadne igrzyska. Jest to dla mnie jeden wielki ŻART. Mam nadzieję, że ten który tym steruje, nieźle się przy tym bawi" - napisała reprezentantka Polski.
Czytaj więcej
„Daję znać, że żyję, choć uważam, że coś we mnie wczoraj umarło” - napisała w mediach społecznośc...
W niedzielę rano polskiego czasu Maliszewska pojawiła się na pierwszym treningu po zakończeniu izolacji. Po treningu rozmawiała z wysłannikiem TVP Sport. - Nie wierzę w ogóle w to, co się jeszcze dzieje. Po prostu, tak jak napisałam, w nic nie wierzę na razie. Cieszę się, że tu jestem, wiem, że jestem na treningu, ale nie wierzę w to, że może jeszcze to się wszystko udać. W nic nie wierzę, nie wiem, czy mnie ktoś zaraz nie wróci, nie powie: „słuchaj, żartowaliśmy znowu” - powiedziała.
- Odwalili kawał dobrej roboty. Myślę, że idealnie im wyszło to, co się dzieje ze mną, to, co myślę, to, jak to wszystko wygląda - dodała Maliszewska, nie wskazując jednak sprawców zamieszania związanego z wynikami jej testów.