Piątkowy mecz z Serbią był ważny, zwycięstwo dawało Polkom pierwsze miejsce bez względu na wynik spotkania Rosji z Holandią i gwarantowało, że w półfinale nie trzeba będzie grać z Turcją – gospodarzem turnieju.
Porażka oznaczałaby konieczność nerwowego czekania na to, co zdarzy się w ostatnim meczu grupy 2. Na szczęście Polki wygrały, choć trzymały kibiców w niepewności do samego końca. Pierwsze dwa sety wygrały, bo były silne słabością rywalek. Serbki, trochę już zrezygnowane odpadnięciem z walki o igrzyska, popełniały błąd za błędem, a zawodniczki Alojzego Świderka potrafiły z tego korzystać. Dobrze serwowały, a potem ustawiały szczelny blok, w który rywalki uderzały bezradnie niemal w każdej akcji.
Przy takiej grze nie przeszkadzała nawet słabsza forma rozgrywającej Katarzyny Skorupy i atakującej Katarzyny Skowrońskiej.
Niestety, w trzecim secie role się odwróciły. Polkom zaczęły trząść się ręce, a zmiany przeprowadzane przez trenera zamiast pomóc, wprowadzały jeszcze więcej chaosu. Z presją zupełnie nie radziła sobie rezerwowa rozgrywająca Joanna Wołosz, która kilka razy wystawiała piłkę za plecy koleżankom.
Piąty set to najpierw trzęsienie ziemi, a potem mozolne wychodzenie z kłopotów. Na szczęście w porę funkcjonować zaczął blok – najgroźniejsza broń Polek. Szkoda tylko, że w meczu, który można było wygrać lekko, łatwo i przyjemnie, straciły tak dużo sił.
Teraz Polki zmierzą się z Niemkami, które bez problemu pokonały 3:0 Bułgarię i zajęły drugie miejsce w swojej grupie. Trzeba zwyciężyć w sobotę i czekać na to, co wydarzy się w drugim półfinale (Turcja – Rosja).
Skoro w trudnej grupie udało się zająć pierwsze miejsce, to i półfinał z Niemkami nie jest straszny. W ostatnich latach polskie siatkarki często z tą drużyną wygrywały, i to zarówno, gdy zespół prowadził Marco Bonitta, jak i Jerzy Matlak. Przed wylotem do Ankary Polska zagrała z Niemkami dwa sparingi: raz wygrała i raz przegrała w pięciu setach.
Najważniejsze, że na razie udało się uniknąć Turczynek. Być może i tak trzeba się będzie z nimi zmierzyć, ale lepiej w finale niż w półfinale.
Hala na meczach Turczynek jest wypełniona do ostatniego miejsca, bo w Turcji siatkówka kobieca jest bardzo popularna (inaczej niż męska), a najlepsza zawodniczka Neslihan Demir to w kraju wielka gwiazda.
Polki mają już jednak doświadczenie w zwyciężaniu z Turczynkami w ich ojczyźnie. W 2003 roku wygrały w finale mistrzostw Europy i od tego czasu liczy się złota era polskiej kobiecej siatkówki (z tamtej drużyny dziś w Turcji jest tylko Katarzyna Skowrońska). Wtedy finał też odbywał się w Ankarze.
Przed turniejem w Turcji mało kto spodziewał się tak dobrej gry reprezentacji Polski. Trudno było oczekiwać, że drużyna wyjdzie z grupy, w której spotkała się z mistrzyniami świata Rosjankami i mistrzyniami Europy Serbkami. Na dokładkę były jeszcze groźne Holenderki – mistrzynie Europy z 2007 roku.
Teraz te przeszkody już są pokonane i do Londynu zostały tylko dwa kroki: półfinał i finał, bo na igrzyska pojedzie jedynie zwycięzca turnieju. Zadanie jest trudne, ale nareszcie zaczyna wyglądać na wykonalne.
Półfinał w sobotę, a finał w niedzielę. Oba mecze o 16.30. Transmisje w Polsacie Sport
Półfinały Polska – Niemcy i Turcja – Rosja
GRUPA 1
• Chorwacja – Niemcy 0:3 • Turcja
– Bułgaria 3:0. • Turcja – Chorwacja 3:0
• Bułgaria – Chorwacja 3:0 • Niemcy
– Turcja 1:3 • Niemcy – Bułgaria 3:0
1. Turcja 3 9 9:18
2. Niemcy 3 6 7:3
3. Bułgaria 3 3 3:6
4. Chorwacja 3 0 0:9
GRUPA 2
• Polska – Holandia 3:1 • Holandia
– Serbia 3:2 • Rosja – Polska 2:3 • Serbia – Rosja 1:3 • Serbia – Polska 2:3 (27:29, 21:25, 25:21, 25:19, 13:15), Rosja - Holandia 3:1
1. Polska 3 7 9:5
2. Rosja 3 7 8:5
3. Holandia 3 2 5:8
4. Serbia 3 0 5:9