Reklama

Magia zielonej marynarki

Zaczął się turniej Masters. Pole Augusta National znów rozkwitło, walczą Rory McIlroy i Tiger Woods, ale po pierwszej rundzie prowadzi Jordan Spieth
Magia zielonej marynarki

Foto: AFP

Dla wielu to najbardziej prestiżowy turniej na świecie, choć znacząco młodszy od pozostałej czwórki tworzącej Wielki Szlem. Masters rozegrano po raz pierwszy 74 lata po British Open, 39 lat po US Open i 18 po PGA Championship.

Jednak Masters to Masters – jak zawsze na pięknym, ponad 80-letnim polu Augusta National w stanie Georgia, znów wśród ostrokrzewów, rododendronów, azalii, dereni, jaśminów, magnolii, kamelii oraz starych sosen i jodeł, których uroku nie psują telewizyjne kable, reklamy, ani nawet opakowania hamburgerów, gdyż są obowiązkowo w kolorze zielonym. Gdzie nie wolno biegać, prosić o autografy, ani nawet niestosownie oceniać wygląd trawy.

Masters jest dla golfistów marzeniem o nieprzemijającej sławie, zielonej marynarce, dziesiątkach tysięcy kibiców wokół dołków, o wspaniałych strzałach, które przechodzą do legendy, w końcu o nazwisku uwiecznionym na mostku lub przy fontannie w jakimś miejscu pola – na to zasługują tylko najwięksi, jak Gene Sarazen, Ben Hogan, Byron Nelson, Jack Nicklaus czy Arnold Palmer.

Marzenia spełnia niewielu, ale mistrzowie przecież są, jeśli pokonają zagrożenia w postaci wąskich fairwayów, piaskowych bunkrów, wody i gałęzi wielkich drzew, jeśli wytrzymają presję rywali, miejsca i czasu, przejdą pomyślnie dołki 11, 12 i 13, czyli sławny Amen Corner, gdzie zdarzają się i będą zdarzać spektakularne katastrofy.

Nikt już nie musi obawiać się sławnej sosny Eisenhowera, drzewa, które już w latach 50. bardzo przeszkadzało w grze amerykańskiego prezydenta (i wielu innym) na 17. dołku. Dwight D. Eisenhower chciał nawet drzewo ściąć, ale przetrwało do XXI wieku, stało się symbolem.

Reklama
Reklama

Jednak rok temu sztorm tak poważnie uszkodził starą sosnę (miała 100-125 lat), że trzeba było ją wyciąć. Członkowie klubu uznali, że drzewo zasługuje na godne miejsce w galerii chwały, wycięli solidny krąg ze środka pnia i zabezpieczyli tak, że można go było umieścić w szklanej gablocie na pamiątkę. Z szyszek zdobyli nasiona i dwie małe sosenki Eisenhowera już jakiś czas temu puściły młode pędy – jak podrosną, zostaną posadzone na polu.

Takie historie tworzą klimat Masters, jak na amerykańskie normy turniej z bardzo długą historią. Legendarny golfista Bobby Jones oraz biznesmen Clifford Roberts kupili w Georgii teren po plantacji indygowców za 70 000 dolarów w 1931 roku. Budowę rozpoczęli rok później, pierwszy turniej odbył się w marcu 1934 roku, potem już wszystkie rozgrywano na początku kwietnia.

Nie rozegrano Masters jedynie w latach 1943-45, na polu pasło się wtedy bydło i chodziły indyki – tak golf pomagał Ameryce w czasie wojny. Zaraz po wojnie 42 niemieckich jeńców z pobliskiego obozu naprawiło to, co zniszczyły zwierzęta i turniej szybko odzyskał blask.

W tym roku Augusta National znów jest specjalnym miejscem na specjalne wydarzenia. Golfowe święto zaczęło się wedle zwyczaju, starzy mistrzowie przyjechali, odbyły się tradycyjne imprezy towarzyszące: między nimi obiad mistrzów fundowany przez ubiegłorocznego zwycięzcę Bubbę Watsona i turniej par-3, którego mistrz nigdy nie zostaje mistrzem Masters (w tym roku klątwa powinna sięgnąć Amerykanina Kevina Streelmana).

Wielcy seniorzy golfa: Jack Nicklaus, Arnold Palmer i Gary Player zostali honorowymi starterami i się zaczęło. Pierwsza runda raczej nie potwierdziła powszechnych typowań. Rory McIlroy nie zagrał rewelacyjnie, rekonwalescent Tiger Woods też nie, choć wspierały go dzieci i Lindsey Vonn.

Liderem był długo Charley Hoffman (-5), wkrótce ten wynik wyrównał Justin Rose. Do grupy prowadzących dołączył Ernie Els. Po koniec dnia lider był jednak tylko jeden – 21-letni Amerykanin Jordan Spieth, który był blisko ustanowienia rekordu otwarcia – 63 uderzenia mieli Nick Price w 1986 i Greg Norman w 1996 roku. Spieth miał rundę 64, jedyne jego potknięcie tego dnia to bogey na 15. dołku.

Reklama
Reklama

O młodym golfiście świat usłyszał dwa lata temu, gdy Jordan wygrał, jeszcze jako nastolatek, turniej PGA Tour – John Deere Classic, takiego wyczynu nie pamiętano od 82 lat. Wtedy został także debiutantem roku. Teraz jednak musi obronić się przed inną srogą tradycją Masters – lider po pierwszym dniu niemal zawsze nie zdobywa zielonej marynarki. Przez minione 30 lat udało się tylko jednemu.

> Masters 2015. Augusta National GC, Augusta, Georgia (7435 jardów, par 72)
Po pierwszej rundzie:
1. J. Spieth (USA) -8 (64)
T2. E. Els (RPA) -5 (67)
T2. J. Rose (Anglia) -5 (67)
T2. Ch. Hoffman (USA) -5 (67)
T2. J. Day (Australia) -5 (67)
T6. R. Henley (USA) -4 (68)
T6. S. Garcia (Hiszpania) -4 (68)
T8. P. Casey (Anglia) -3 (69)
T8. R. Palmer (USA) -3 (69)
T8. W. Simpson (USA) -3 (69)
T8. B. Haas (USA) -3 (69)
...
T18. B. Watson (USA) -1 (71)
T18. R. McIlroy (Irlandia Płn.) -1 (71)
T41. T. Woods (USA) +1 (73)

Sport
Andrzej Chyra dla „Rzeczpospolitej” po premierze spektaklu o Wilimowskim: Chcemy poznawać takie historie
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Sport
Powstaje film o Adamie Małyszu. Kto zagra wybitnego skoczka?
Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama