Reklama

Formuła 1: Ring wolny, ostatnie starcie w Abu Zabi

Przed wyścigiem kończącym walkę o mistrzostwo świata Lewis Hamilton i Max Verstappen mają tyle samo punktów.

Publikacja: 09.12.2021 19:11

Lewis Hamilton (z lewej) i Max Verstappen: w Abu Zabi zwycięzca weźmie wszystko.

Lewis Hamilton (z lewej) i Max Verstappen: w Abu Zabi zwycięzca weźmie wszystko.

Foto: AFP, CARL DE SOUZA

W niedzielę w Abu Zabi zwycięzca weźmie wszystko, jak przystało na walkę, w której niemal wszystkie chwyty są dozwolone.

Hegemonia Mercedesa trwała siedem lat i w tym czasie lider ekipy Lewis Hamilton bił kolejne rekordy. Jako pierwszy zawodnik przekroczył pułap 100 wygranych Grand Prix i 100 pole position, wyrównał także należący do Michaela Schumachera rekord siedmiu mistrzowskich tytułów. Jego pełną sukcesów passę przerwał tylko zespołowy partner Nico Rosberg, który po wygraniu sezonu 2016 wycofał się z F1, mając dość presji i poświęceń, których wymagało pokonanie Hamiltona.

Rywale z innych zespołów nie mieli szans w starciu z samochodami Mercedesa. Kierowcy Red Bulla czy Ferrari wygrywali pojedyncze wyścigi, ale nikt nie był w stanie obalić hegemona.

Czytaj więcej

GP Arabii Saudyjskiej: Lewis Hamilton wygrał trzeci wyścig z rzędu i dogonił Verstappena

W tym roku mistrzowie świata dostali jednak zadyszki. Miał to być sezon przejściowy w oczekiwaniu na wielką rewolucję techniczną – przełożoną z powodu pandemii na 2022 rok. F1 liczy na wyrównanie rywalizacji poprzez ograniczenie budżetów najbogatszym zespołom, konieczność zaprojektowania samochodów praktycznie od nowa (zmieniają się opony i aerodynamika) czy bardziej sprawiedliwy system podziału pieniędzy.

Reklama
Reklama

Przed sezonem 2021 wprowadzono jedynie kosmetyczne zmiany techniczne, nieznacznie ograniczając docisk poprzez modyfikację tylnej części podłogi. Jednak w sporcie, w którym walka toczy się o ułamki sekund, takie detale mogą mieć decydujące znaczenie.

Mercedes już zimą wiedział, że osiągi jego bolidu spadną w porównaniu z zeszłorocznym, i pozostawało tylko pytanie, jak to będzie wyglądało na tle rywali. Szybko okazało się, że konstrukcja Red Bulla lepiej zareagowała na regulaminowe zmiany, a partner silnikowy tej firmy – Honda (wycofuje się z Formuły 1 po tym sezonie), przygotował także lepszą jednostkę napędową, a właśnie hybrydowy silnik był od 2014 roku jednym z fundamentów dominacji Mercedesa.

W tym roku nadrabianie niedociągnięć poprzez agresywny rozwój, czyli kolejny atut Mercedesa w poprzednich latach, nie było możliwe. Zespoły muszą już stosować się do ograniczeń finansowych – nie wolno wydać więcej niż 145 milionów dolarów rocznie, a dotychczas budżety Mercedesa i Red Bulla były co najmniej dwukrotnie wyższe. Ponadto trzeba było zająć się projektowaniem nowych samochodów na przyszły sezon, zarzucając prace nad aktualnymi konstrukcjami.

Korzyści z porażki

Technika swoją drogą, ale walka o mistrzostwo świata w sezonie 2021 jest także pojedynkiem dwóch doskonałych kierowców. O sile Lewisa Hamiltona nie trzeba nikogo przekonywać. Kiedyś błyszczał głównie talentem i szybkością, ale brakowało mu opanowania. Kompletnym kierowcą stał się po sezonie 2016 i przegranej z Rosbergiem.

Porażka pokazała mu, że wrodzone umiejętności trzeba poprzeć mozolną pracą. Koledzy z zespołu Valtteri Bottas i młody George Russell ze zdumieniem zauważali, jak wiele wysiłku Hamilton wkłada w to, żeby każdego dnia stawać się coraz lepszym kierowcą i motywować przy tym do pracy cały zespół.

W tegorocznej walce ogromną rolę odgrywa doświadczenie: Hamilton i Mercedes razem odnosili spektakularne sukcesy, niezbyt dobrze znają gorzki smak porażki i z pewnością nie chcą się z nim zapoznawać.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Red Bull ma skrzydła

Red Bull dominował w poprzedniej erze, zdobywając cztery mistrzowskie dublety w latach 2010–2013, z Sebastianem Vettelem w kokpicie. Verstappen przed sezonem 2021 mógł się pochwalić dziesięcioma wygranymi Grand Prix i najwyżej trzecimi lokatami w mistrzostwach, ale zdążył zasłynąć nieustępliwą jazdą na cienkiej granicy faulu. Od debiutu w wieku 17 lat mozolnie pracował na reputację kierowcy, który albo wygra pojedynek z rywalem, albo skończy razem z nim na poboczu. Dzięki wsparciu Red Bulla miał margines bezpieczeństwa, by szlifować swój agresywny styl jazdy.

Popełniał błędy i irytował bardziej doświadczonych rywali, ale od samego początku jasno dawał do zrozumienia, że nie idzie na kompromisy i nie uznaje żadnych autorytetów. Twardą ręką wychowywał go ojciec – Jos Verstappen sam był kierowcą Formuły 1 i po trudnym debiucie u boku Michaela Schumachera w sezonie 1994 resztę trwającej do 2003 roku kariery spędził w ogonie stawki. Od podszewki poznał drapieżny wyścigowy świat i wiedział, jak przygotować syna do walki o najwyższe cele.

Z ojca na syna

Verstappen junior wyścigi ma zresztą w genach, bo jego matka Sophie Kumpen odnosiła sukcesy w kartingu, ścigając się m.in. z Christianem Hornerem, który teraz jest szefem jej syna w zespole Red Bull. W 1991 roku zajęła dziewiąte miejsce w mistrzostwach świata, w 1995 roku wygrała prestiżowe zawody Margutti Trophy, a dwa lata później na świat przyszedł Max.

Jeszcze zanim nauczył się chodzić, ojciec sadzał go w kokpitach swoich wyścigówek. Kariera w kartingu potoczyła się błyskawicznie, Max nie tracił też zbyt wiele czasu w seriach juniorskich. Już w 2014 roku po raz pierwszy poprowadził samochód Formuły 1 podczas weekendu Grand Prix – biorąc udział w piątkowym treningu na japońskiej Suzuce trzy dni po swoich siedemnastych urodzinach. Pięć miesięcy później stał już na polach startowych w Australii, reprezentując barwy Toro Rosso, czyli juniorskiego zespołu Red Bulla.

Jego postępy w drodze do Formuły 1 imponowały tak bardzo, że chciał go zatrudnić także Mercedes. Będący wtedy u progu dominacji zespół nie mógł jednak od razu zaoferować Verstappenowi startów w wyścigach, a ojciec Jos nie chciał zwlekać. Red Bull, mając swój zespół dla młodzieży (obecnie pod szyldem AlphaTauri), od razu zaproponował wyścigowy fotel. W ten sposób Max już zawsze będzie rekordzistą, jeśli chodzi o wiek podczas debiutu – od tamtej pory wprowadzono przepis, w myśl którego uprawniającą do startów w Formule 1 Superlicencję może otrzymać tylko pełnoletni kierowca.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Red Bull lata nad Mercedesem

Pierwsze punkty Verstappen zdobył już w drugim starcie, za siódmą lokatę na malezyjskim torze Sepang. W debiutanckim sezonie dwukrotnie otarł się o podium, zajmując czwarte lokaty na Węgrzech i w USA. Stało się jasne, że długo miejsca nie zagrzeje w mniejszej ekipie. Zaledwie po czterech rundach sezonu 2016 Red Bull wykorzystał okazję w postaci dwóch słabszych występów jeżdżącego w „dorosłym" zespole Daniiła Kwiata i zamienił kierowców miejscami.

Verstappen błyskawicznie udowodnił, że pozornie pochopna decyzja była strzałem w dziesiątkę. Już w pierwszym starcie za kierownicą Red Bulla wykorzystał kolizję dwóch kierowców Mercedesa i wygrał wyścig, pokonując duet Ferrari oraz zespołowego kolegę Daniela Ricciardo. W wieku 18 lat i 7 miesięcy został najmłodszym triumfatorem Grand Prix – drugi na tej liście Vettel, poprzednie cudowne dziecko Red Bulla, był starszy o dwa i pół roku, kiedy wygrywał w sezonie 2008.

Oczekiwanie na konkurencyjny samochód było jednak długie. Po drodze Verstappen podpadł wielu doświadczonym kolegom swoim agresywnym stylem jazdy. Czasami puszczały mu nerwy, gdy dziennikarze pytali go o kolejne brutalne manewry albo błędy, kończące się rozbiciem samochodu. Generalnie starał się jednak zachowywać powściągliwie, udzielając konkretnych i zwięzłych odpowiedzi.

Ale aż do początku tego roku karierze Verstappena towarzyszył być może najważniejszy znak zapytania: jak będzie sobie radził, gdy stawką nie będzie pojedyncze zwycięstwo, lecz mistrzowski tytuł?

Reklama
Reklama

Sędziowie ostrzegają

Verstappen wygrał w tym roku dziewięć wyścigów, tyle samo razy ruszał z pole position i 17 razy stał na podium – wyrównując rekord wszech czasów. Punkty tracił pechowo: rozerwana opona w Azerbejdżanie, kolizja z winy Hamiltona na Silverstone, karambol spowodowany przez Bottasa na Węgrzech.

Pomijając drobniejsze starcia, w których na ogół to Hamilton ustępował, pretendent i obrońca tytułu zderzyli się w tym sezonie już trzykrotnie. Dwa razy – na Monzy i w Arabii Saudyjskiej – sędziowie orzekli o winie Verstappena, raz ukarali Hamiltona (na Silverstone) – ale bilans punktowy tych starć był zdecydowanie bardziej korzystny dla kierowcy Mercedesa. Odniósł dwa zwycięstwa i raz nie ukończył wyścigu, podczas gdy rywal dwa razy nie dojechał do mety i raz był drugi.

Atmosfera przed ostateczną rozgrywką jest zatem bardzo gęsta. W nieco lepszej sytuacji jest Verstappen, bo jeśli ani on, ani Hamilton nie dojedzie do mety, to dzięki większej liczbie zwycięstw Holender zostanie mistrzem.

W bogatej przeszłości Formuły 1 w decydujących pojedynkach o tytuł niejednokrotnie dochodziło do kolizji – jak Ayrtona Senny z Alainem Prostem czy Michaela Schumachera z Damonem Hillem albo Jakiem Villeneuve'em – ale tym razem sędziowie już przed weekendem w Abu Zabi przypomnieli wszystkim zawodnikom, że niesportowe zachowanie może być ukarane odjęciem punktów.

Autor jest komentatorem Eleven Sports. Początek transmisji 14.00.

Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Sport
Ślizgawki, komersy i klubowe wigilie, czyli Boże Narodzenia polskich sportowców
Sport
Wyróżnienie dla naszego kolegi. Janusz Pindera najlepszym dziennikarzem sportowym
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Sport
Klaudia Zwolińska przerzuca tony na siłowni. Jak do sezonu przygotowuje się wicemistrzyni olimpijska
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama