Bardzo mnie to podniosło na duchu. Tym bardziej, że w ślad za tą informacją przekazali mi następną. Otóż zdaniem wielu japońskich dziennikarzy sportowych Polska to jedyny kraj, który na mundialu Japonia może pokonać. Przypominam, że nasza rozmowa przypadła na okres, w którym po zwolnieniu trenera wiara Japończyków w swoją reprezentację osiągnęła poziom Rowu Mariańskiego. Bardzo się obruszyłem słysząc taką ocenę, więc oni (a było ich dwoje - dziennikarz i tłumaczka) zaczęli mnie przepraszać, składając ręce i kłaniając się, jakbym był częścią świątyni Asakusa.
Czytaj więcej:
Tylko u nas: #zapytajSzczepłka o mundial i reprezentację
Spytałem więc: a na jakiej podstawie uważacie, że Japonia jest lepsza od Polski w piłkę nożną? Oni nie znali odpowiedzi, wyraźnie byli przygotowani na zadawanie zapisanych w notesie pytań, a nie udzielanie odpowiedzi. Ale przyznali, że w polskiej drużynie nikogo poza Lewandowskim nie znają.
Po czym przeszli do ataku, pytaniem: a kogo ja znam w Japonii? Wziąłem głęboki oddech, żeby poczuli powagę sytuacji i moją merytoryczną wyższość, po czym zacząłem wymieniać: Tsubasa, Kazuyoshi Miura, Kunishige Kamamoto, Homare Sawa, Toshiro Mifune, Yasunari Kawabata, Isoroku Yamamoto i jeszcze Mitsuko Uchida.
Zapadła cisza. Odniosłem wrażenie, że ci młodzi Japończycy kończyli szkoły po jakiejś swojej reformie, bo nie zorientowali się, że sobie żarty robię, nie zareagowali na żadne nazwisko, z wyjątkiem jednego.
Mitsuko Uchida! Grała lepiej niż Garrick Ohlsson! - ożywiła się przemiła tłumaczka. W roku 1970 Ohlsson wygrał Konkurs Chopinowski, a Uchida zajęła drugie miejsce. - Ja jestem pianistką, przyjechałam do Polski, żeby uczyć się grać Chopina, a muszę rozmawiać o piłce nożnej. Kocham Polskę! - wyznała tłumaczka, która natychmiast stała się moją nową koleżanką i od tej pory rozmowa toczyła się nam jak walc wielominutowy.
Wynikało z niej, że Japończycy chcieli się czegoś dowiedzieć o latach siedemdziesiątych i trzeciej drużynie świata Kazimierza Górskiego. Słyszeli, że utrzymywało ją państwo, co im się w głowach nie mieściło. No więc tłumaczyłem im, że mieliśmy rozwinięty przemysł górniczy, hutniczy, samochodowy, stoczniowy, a każdy z nich miał ambicje posiadania swojego klubu i płacił na nie naszymi pieniędzmi. Nie wspomniałem, że w pewnym okresie chcieliśmy być drugą Japonią.
- U nas tego nie było - powiedzieli ze smutkiem. Liga japońska powstała dopiero w roku 1993, ale też od razu zainwestowały w nią wielkie koncerny. Kluby zaangażowały najlepszych piłkarzy: Zico, Gary’ego Linekera, Dungę, Christo Stoiczkowa, Pierre’a Littbarskiego i trenerów: Arsene Wengera, Luisa Felipe Scolariego, Carlesa Rexacha, a w roli doradców zatrudnili Franza Beckenbauera i Bobby’ego Charltona.
- A my mamy Ekstraklasę S.A. - odparłem mniej pewny siebie, wiedząc, że nie mogę się podeprzeć żadnym znanym nazwiskiem.
- I kiedy już nauczyliśmy się grać, Hidetoshi Nakata został pierwszym Japończykiem, który wystąpił w klubie Serie A - Perugii. W jego ślady poszło wielu innych. Dziś Shinji Kagawa gra w Borussii, Keisuke Honda w Meksyku, Shinji Okazaki w Leicester.
- Wielkie mi co. A Zibi Boniek zdobył z Juventusem Puchar Mistrzów. W roku 1981 młodzieżowa reprezentacja Polski wyjechała do Japonii na cztery mecze z pierwszą reprezentacją tego kraju i odniosła cztery zwycięstwa. O czym my mówimy - stawałem się niegrzeczny.
- My o czymś tak odległym nie pamiętamy. Chopina kochamy, a Lewandowskiego szanujemy. Ale wy, Polacy, wszyscy jesteście romantyczni jak Chopin i macie tylko jednego Lewandowskiego. Na tym budujemy nasz optymizm. Bardzo panu dziękujemy za rozmowę - powiedzieli, ponownie kłaniając się i składając ręce.
- Moja przyjemność - odpowiedziałem nieszczerze, bo mnie wnerwili tylko tym spokojem i pewnością siebie.
Już dziś w samo południe rusza Q & A ze Stefanem Szczepłkiem. Pytania można zadawać już teraz, wystarczy użyć #ZapytajSzczepłka na Twitterze. Sesja pytań i odpowiedzi na naszym profilu, czyli @rzeczpospolita zakończy się o 13.00.