Reklama

Haki z szatni

Piłkarze jednego z najstarszych polskich klubów z bardzo dużego miasta wrócili po zimowych podróżach na swój stadion i zobaczyli w szatni, że wiszący tam zegar się spóźnia.

Młody napastnik wszedł na krzesło, chcąc znaleźć przyczynę, ale znalazł coś innego. Z zegara wystawał mały mikrofon. Zaalarmowani koledzy przerwali sznurowanie butów, zaczęli się rozglądać po szatni i po paru minutach dokonali kolejnych odkryć. Z zakamarków wyrwali jeszcze kilka innych mikrofonów i małe kamery.

Nie udało im się ustalić, kto i w jakim celu zamontował te urządzenia. Szefowie klubu się wyparli, chociaż piłkarze nie dawali im wiary, bo montaż tego rodzaju aparatury wymagał czasu i nie mógł się odbyć po cichu.

Teoretycznie potrzebę prawdziwej wiedzy o tym, co mówią piłkarze (zamiast peanów trenera drugiej klasy Jarząbka Wacława), mógł mieć prezes-właściciel.

Może sieć kamer i mikrofonów potrzebna była stacji telewizyjnej w celu rejestracji prawdziwego życia szatni? Może z inicjatywą wyszła ABW do spółki z prokuraturą, mając nadzieję na odkrycie nowej afery korupcyjnej, skoro stara jest coraz mniej medialna. A jeśli tak, to czy "wielki brat" patrzył tylko na piłkarzy jednego klubu, czy może uruchomił maszynerię także w innych?

Ta historia znakomicie ilustruje polskie obyczaje futbolowe na początku XXI wieku. Ich cechą charakterystyczną jest powszechny brak zaufania. Piłkarze nie wierzą swoim pracodawcom, a ci oskarżają zawodników o pazerność, zapominając, że sami podpisują z nimi kontrakty niewspółmiernie wysokie w stosunku do umiejętności futbolistów.

Reklama
Reklama

[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2010/02/28/haki-z-szatni/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Trenerzy posądzani są o konszachty z menedżerami, a kibice wciąż nie mają pewności, czy piłkarz nie wykorzystuje stuprocentowej sytuacji dlatego, że nie potrafi, czy może dlatego, że postawił u bukmachera na zwycięstwo swojego przeciwnika.

Sezon rozpoczął się typowo, czyli nielogicznie. Legia przez 88 minut sprawiała wrażenie drużyny bez pomysłu, wystarczyło jednak wejście rezerwowego Sebastiana Szałachowskiego i jego dwie akcje w ciągu dwóch minut, żeby warszawianie zdobyli trzy punkty. To jest cała Legia. Wisła zwykle robi lepsze wrażenie od legionistów, lecz kiedy Bełchatów wbił jej gola już w drugiej minucie, i ona straciła rezon.

Ale ktokolwiek by wygrywał, i tak przy Justynie Kowalczyk cała nasza ekstraklasa to amatorszczyzna.

Sport
Andrzej Chyra dla „Rzeczpospolitej” po premierze spektaklu o Wilimowskim: Chcemy poznawać takie historie
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Sport
Powstaje film o Adamie Małyszu. Kto zagra wybitnego skoczka?
Sport
Ostatni rozdział mistrzyni olimpijskiej. Aleksandra Mirosław ogłosiła to w dniu urodzin
Sport
Prezydent na ślubowaniu olimpijczyków: Nikt by nie uwierzył
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama