W czwartkowe popołudnie padało i kierowcy nie kwapili się do jazdy na wąskiej nitce wyboistego asfaltu, pomiędzy stalowymi barierami. Jeździli tylko przez pierwszy kwadrans, zanim zaczęło padać, a także w ostatnich dziesięciu minutach półtoragodzinnej sesji.
Najlepszy czas, tak jak podczas porannego treningu na suchym torze, uzyskał lider punktacji Lewis Hamilton. Analiza czasów okrążeń nie ma sensu, bo podczas pierwszych jazd na ulicznym torze warunki zawsze odbiegają od tego, co czeka kierowców przez resztę weekendu.
W sobotę i niedzielę ma być sucho, więc inżynierowie nie musieli dostrajać samochodów do deszczowych warunków. Do tego w Monako zespoły wolą nie ryzykować uszkodzenia auta w zderzeniu z barierą, a śliska nawierzchnia zwiększa ryzyko niechcianej przygody, wiążącej się z koniecznością przeprowadzenia żmudnych napraw.
– To proste: sprawdzasz, ile masz zapasowych części. Zawsze jest ich za mało, więc nie ma sensu ryzykować – tłumaczy Christian Horner, szef zespołu Red Bull. W przypadku jego ekipy dochodzi jeszcze zużycie jednostek napędowych. Limit na cały sezon wynosi zaledwie cztery sztuki i kierowcy Red Bulla Daniel Ricciardo i Daniił Kwiat wyczerpali już całą pulę. Przy pierwszym użyciu każdego kolejnego egzemplarza zawodnik będzie karnie przesuwany na polach startowych.
Takich zmartwień nie ma Mercedes. Lewis Hamilton i Nico Rosberg od początku sezonu jeżdżą bez problemów z silnikami, w bolidzie mistrza świata trzeba było jedynie wymienić elektronikę.