Te zawody miały nietypową formę, inną od tej, do której kibice są przyzwyczajeni. Do zdobycia medalu trzeba było oddać cztery skoki, podzielone na dwa dni. Pierwsze sito było już w piątek, bo do sobotniej rywalizacji nie zakwalifikowało się dziesięciu najsłabszych skoczków. Niestety, w tym gronie było aż trzech z czterech reprezentantów Polski.
Aleksander Zniszczoł, Kamil Stoch i Dawid Kubacki skoczyli solidarnie w okolicach 190 metrów i zajęli miejsca obok siebie: 33., 34. i 35. Poziom nie był kosmiczny: Gregor Deschwanden zakwalifikował się z wynikiem 194 metrów, a Danielowi Tschofenigowi wystarczyło nawet 188 m w słabych warunkach. Wyniki Polaków świadczą o tym, że nasi skoczkowie są po prostu w słabej formie, skoro zdecydowanie dalej od nich szybowali przeciętni zawodnicy tacy jak Alex Insam i Jewhen Marusiak.
Czytaj więcej
Rozgrywany w śnieżycy konkurs indywidualny Pucharu Świata w Zakopanem obfitował w niespodzianki....
Honoru Polaków bronił najstarszy, 39-letni Żyła, który do trzeciej serii zakwalifikował się na 16. miejscu. Jego pierwszy sobotni skok był przeciętny (188,5 m), ale pozwolił mu utrzymać pozycję. W drugim Żyła zdecydowanie się poprawił, poleciał na odległość 212 metrów i wreszcie mógł się ucieszyć.
O medale walczyli inni, a bezkonkurencyjny był Domen Prevc. Przed skokiem Słoweńca w trzeciej serii sędziowie skrócili rozbieg aż o cztery bramki, a on i tak uzyskał 232 metry przy wietrze w plecy, a lądowanie wykończył telemarkiem. W czwartej serii błysnął Norweg Marius Lindvik, który uzyskał aż 231,5 metra, ale szans na złoto i tak nie miał. Prevc wcześniej wywalczył sobie olbrzymi zapas punktowy.