Ten weekend miał być wzruszającym i podniosłym pożegnaniem najlepszego polskiego skoczka z kibicami i Wielką Krokwią, gdzie się wychował.
Emocji było sporo, ale niekoniecznie takich, jak by sobie wszyscy życzyli. Stoch już po tym, jak skoczył 119,5 m i wiedział, że nie zdobędzie punktów w Zakopanem, opowiadał dziennikarzom, że to pożegnanie zostanie z nim do końca życia, niezależnie od tego, jak ono przebiegło.
Kamil Stoch podczas zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem
Jak Zakopane pożegnało Kamila Stocha?
W sobotę Stoch nie mógł skakać, bo trener Maciej Maciusiak w konkursie duetów postawił na Kacpra Tomasiaka i Dawida Kubackiego. W niedzielę miały być piękne i długie skoki, zwycięstwo, Mazurek Dąbrowskiego i łzy. Sportowo nic z tego, co sobie Stoch zaplanował, się nie wydarzyło, ale kibice i tak żegnali swojego idola brawami za te wszystkie lata, kiedy dostarczał im emocji. Kiedy jechał na górę wyciągiem, machali mu i go pozdrawiali. On też im się kłaniał i dziękował.
Wszyscy liczyli na to, że zaraz po sukcesach Adama Małysza przyjdzie kolejny mistrz i dostali go szybciej, niż myśleli. Teraz będzie trzeba czekać i liczyć na to, że objawi się jeszcze ktoś, oprócz Kacpra Tomasiaka. Zanosi się na to, że w polskich skokach może być posucha.