Janusz Pinderaz Sapporo
Zwycięskiego meczu z Serbią trener Marco Bonitta już w niedzielę nie oglądał, bo z powodów rodzinnych wrócił do Włoch. Zastąpił go asystent Mauro Masacci.
Bonitta wiedział o chorobie żony od kilku dni, ale nie mówił o tym zawodniczkom. Miał nadzieję, że jej stan ulegnie poprawie i nie będzie zmuszony wracać do domu.
O tym, że konieczna jest poważna operacja, dowiedział się przed sobotnim meczem z Japonią i dopiero wtedy podjął decyzję o opuszczeniu drużyny. Jego żona Francesca jest w ciąży, kilkumiesięczny płód był zagrożony, więc kiedy poinformował organizatorów (takie są procedury), nikt nie czynił przeszkód, by w niedzielę rano wsiadł w samolot odlatujący do Europy.
Wcześniej był jednak dramatyczny, pięciosetowy mecz z Japonkami, przy pełnej widowni. Dla Polek było to kolejne spotkanie o wszystko. Pierwszy, koncertowy set w ich wykonaniu dawał nadzieję, że zła passa wreszcie się skończy. Drugi jednak przywołał dobrze znane koszmary, a koniec znów był smutny. – Nieważne jak gramy, dobrze czy źle. I tak przegrywamy – mówiła zrezygnowana Eleonora Dziękiewicz.