Rz: Dobrze pani spała przed meczem z Serbkami? W sobotę dużo się przecież zwaliło na wasze głowy. Kolejna porażka, mimo dobrej gry, decyzja trenera Bonitty o wyjeździe z Japonii...
Anna Podolec: Śpię dobrze, bo jestem śpiochem. Tyle że tu musimy wcześnie wstawać, a kładziemy się do łóżka bardzo późno, bo problemy wynikające z różnicy czasu nas nie omijają. Przegrana z Japonią nikogo nie nastroiła dobrze, tak samo jak informacja, że trener musi natychmiast wracać do Włoch. Ale nikt nie miał do niego o to pretensji. Dziwiłyśmy się nawet, że nie wyjechał wcześniej.
Czy mówił przed wyjazdem?
Powiedział: Zróbcie niespodziankę, pokażcie, że potraficie wygrywać. I pokazałyśmy, zwycięstwo nad Serbią to nasz prezent dla niego.
Pani zdobyła w meczu z Serbią najwięcej punktów – 28. Stąd nagroda dla najlepszej zawodniczki tego spotkania. To pani rekord?