Jeśli po wysokim zwycięstwie nad Czarnogórą ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, czy drużyna Bogdana Wenty poradzi sobie również z Rumunią, mógł je porzucić już po kilku minutach sobotniego meczu.

Polakom wystarczał remis, ale podobnie jak w środę nie zamierzali dostarczać kibicom emocji w końcówce. Przystąpili do spotkania skoncentrowani, pamiętając, jak kosztowna byłaby porażka.

Znów szybko wyszli na prowadzenie. Blokowali strzały rywali, przechwytywali piłkę i skutecznie kontratakowali. Rumuni – wręcz przeciwnie. Grali agresywnie, ale bez pomysłu. Popełniali błędy, nie radzili sobie z polską obroną, a gdy już udało im się znaleźć jakąś lukę, nie potrafili pokonać Sławomira Szmala, jednego z bohaterów zespołu Wenty.

Tomasz Tłuczyński pewnie wykonywał rzuty karne, za każdym razem w inny sposób, nie dając szans zdezorientowanym bramkarzom przeciwników. Karol Bielecki zdobył sześć bramek, najwięcej dla naszej reprezentacji, a bracia Jureccy popisywali się imponującymi akcjami. Michał został wybrany na najlepszego polskiego piłkarza meczu.

Wenta bił brawo, ale czasem musiał też przypominać, że to nie Mecz Gwiazd, lecz pojedynek o punkty, którego stawką jest wyjazd na mistrzostwa Europy. Tak jak wtedy, gdy Damian Wleklak, zamiast rzucać, efektownie podał w ostatniej chwili do Mateusza Jachlewskiego, a ten trafił w bramkarza.

– Jestem dumny z tych chłopaków. Walczyli o awans, ale mieli także do wyrównania rachunki z poprzednich spotkań z Rumunami. Widać to było po determinacji, z jaką grali w pierwszej połowie, zastanawiałem się, czy nie trzeba ich powstrzymać, by starczyło sił do końca. Mecz był twardy, rywale bardzo utrudniali nam realizację planów, choć przewaga doświadczenia i umiejętności była po naszej stronie – ocenił Wenta.

Droga do Austrii okazała się dłuższa i bardziej kręta, niż wskazywało na to losowanie. Polacy, choć trafili do teoretycznie słabszej grupy, o awans musieli się bić do samego końca, bo źle wystartowali. Dwie wyjazdowe porażki na początku eliminacji, z Rumunią i Szwecją, sprawiły, że każde kolejne spotkanie było tym najważniejszym. Na metę dotarli na drugim miejscu, za Szwecją. Kielce znów okazały się szczęśliwe, reprezentacja nie zwykła tu przegrywać.

Trener Rumunii Aihan Omer nie ukrywał, że jego zespół przyjechał po naukę. – Naszym młodym zawodnikom daleko do utytułowanych Polaków. Chcieliśmy sprawić niespodziankę, ale zdecydowana postawa przeciwników od pierwszych minut nam na to nie pozwoliła. Czeka nas jeszcze wiele pracy, by osiągać sukcesy międzynarodowe – przyznał.

Rumuni to czterokrotni mistrzowie świata, ale tytuły zdobywali w latach 60. i 70. Na Euro byli dwa razy, ostatnio w 1996 roku.

W turnieju finałowym (19 – 31 stycznia) oprócz Polaków, gospodarzy Austriaków i obrońców tytułu Duńczyków zagrają: Szwecja, Rosja, Serbia, Islandia, Norwegia, Chorwacja, Węgry, Niemcy, Słowenia, Francja, Czechy, Hiszpania i Ukraina.

Losowanie grup w środę w Wiedniu.

[ramka]GRUPA 1.

Polska – Rumunia 34:22 (17:8)

Polska: Szmal, Malcher – K. Lijewski 1, Kuchczyński 4, Jachlewski 2, Bielecki 6, Siódmiak, Wleklak 1, M. Jurecki 5, B. Jurecki 5, Tłuczyński 5, Jurkiewicz, M. Lijewski 2, Kubisztal 3.

Rumunia: Stanescu, Szabo – Ciubotariu 1, Savenco, Mihalcea 1, Asoltanei 4, Sania 2, Ghionea 5, Giotoiu, Rohozneanu, Irimescu 2, Fenici 1, Csepreghi 4, Muresan 2.

Widzów 3,5 tys.

Turcja – Szwecja 18:26 (8:10)

[b]Tabela końcowa [/b]

1. Szwecja 8 14 251-200

2. Polska 8 11 242-198

3. Czarnogóra 8 8 229-240

4. Rumunia 8 7 242-247

5. Turcja 8 0 193-272

[/ramka]

Strona Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej www.eurohandball.com