Można było czuć niedosyt, oglądając Bayern męczący się w sobotni wieczór z Herthą, ale przecież Pep Guardiola ostrzegał, że jego zawodnicy nie będą zawsze wygrywać w takim stylu jak z Porto. Cierpienia wynagrodziła akcja, po której padł jedyny w tym meczu gol zdobyty przez Bastiana Schweinsteigera. Zanim 21-letni Mitchell Weiser wystawił piłkę starszemu koledze, mijał rywali jak slalomowe tyczki.
Dzień później Wofsburg nie pokonał Borussii Moenchengladbach i trzeci z rzędu tytuł dla Bawarczyków stał się faktem. Kalendarz na świętowanie jednak nie pozwala. Jutro do Monachium na półfinał Pucharu Niemiec przyjeżdża Borussia Dortmund, którą po zwycięstwie nad Eintrachtem (2:0) od miejsca gwarantującego występy w europejskich pucharach dzielą już tylko trzy punkty.
Chelsea mistrzem Anglii może zostać najwcześniej w sobotę. Koronację odłożył w czasie remis w derbach Londynu na Emirates. Jose Mourinho specjalnie to nie zmartwiło, bo znów nie przegrał prestiżowego pojedynku z Arsene'em Wengerem. Bilans wynosi obecnie sześć remisów i siedem zwycięstw Chelsea.
W środę zespół Mourinho jedzie na zaległy mecz do Leicester, który odniósł cztery zwycięstwa z rzędu (w sobotę w Burnley 1:0), po prawie pół roku wydostał się ze strefy spadkowej i ma duże szanse na utrzymanie, gdyż zamykające tabelę Queens Park Rangers i Burnley tracą do drużyny Marcina Wasilewskiego odpowiednio cztery i pięć punktów, a rozegrały jedno spotkanie więcej. Do Premiership po ośmiu latach wraca Watford, blisko awansu jest również Bournemouth Artura Boruca (dziś zmierzy się z Boltonem).
Na czwarte z rzędu mistrzostwo Włoch czeka wciąż Juventus, bo zamiast powiększać przewagę nad Lazio (1:1 z Chievo), ją trwoni. W niedzielę pierwszy raz od 20 lat przegrał derby z Torino (1:2). Juventus pogrążył jego były napastnik – Fabio Quagliarella. Kamil Glik i jego koledzy opuszczali boisko bez koszulek i spodenek, każdy kibic chciał mieć jakąś pamiątkę tej wiktorii. Zwycięstwo nad dominującym w Serie A Juventusem to powód do dumy, ale do wykonania zadania, czyli awansu do europejskich pucharów, jeszcze długa droga.
Derby Barcelony to był popis tria MNS. Neymar i Leo Messi strzelili Espanyolowi (2:0) po bramce, w obu akcjach udział brał Luis Suarez. W końcówce na boisku pojawił się Xavi, obchodzący w sobotę jubileusz – 500. ligowe spotkanie w barwach Barcelony.
Swoje święto miał tego samego dnia inny przedstawiciel wymierającego gatunku wśród piłkarzy Steven Gerrard (500. mecz w Premiership), ale zepsuł je fakt, że Liverpool tylko zremisował z West Bromwich (0:0) i oddala się od Ligi Mistrzów. Sytuacji nie poprawia nawet wysoka porażka Manchesteru United z Evertonem (0:3), bo strata Liverpoolu do rywali wynosi siedem punktów.
Gerrard i Xavi, symbole wierności jednemu klubowi, latem sprawdzą, jak wygląda życie poza Anfield i Camp Nou. Pierwszy w USA, drugi w Katarze.
Przemysław Tytoń poznał, co znaczy złość Atletico. Drużyna Diego Simeone trzy dni po odpadnięciu z Ligi Mistrzów rozbiła Elche 3:0.