Szwedzi sobie gratulują, że zdążyli na czas zwolnić Jona Dahla Tomassona i zatrudnić Grahama Pottera?
Bardzo się z tego cieszą. Jeden z najbardziej znanych szwedzkich dziennikarzy napisał: „nie do wiary, co wyprawialiśmy w ostatnim roku i że mogło to tak słabo wyglądać. Zapomnieliśmy, jak to jest wygrywać mecze”. Samo zatrudnienie Tomassona wyglądało dziwnie, bo po odejściu Janne Anderssona, który miał wielkie sukcesy i doprowadził Szwecję w 2018 r. do ćwierćfinału mundialu, związek chciał przeprowadzić radykalną zmianę w kadrze. Andersson był pragmatyczny i zwracał uwagę na defensywę, a przedstawiciele federacji chcieli, żeby reprezentacja grała bardziej atrakcyjnie i żeby pojawiało się w niej więcej młodych piłkarzy. To była według mnie naiwna strategia, bo kadra nie jest od tego, by kształtować młodych zawodników, ma przede wszystkim wygrywać, tego chcą kibice. To kluby mają szkolić i wychowywać. Okazało się, że pod wodzą Pottera z Ukrainą nie zagraliśmy atrakcyjnie, ale za to skutecznie. Czyli jesteśmy w miejscu, w którym byliśmy, kiedy odchodził Andersson. Tak czasami bywa.
Czytaj więcej
W czwartek strzelił trzy gole Ukrainie, we wtorek szczególną opieką będą musieli objąć go obrońcy Jana Urbana. Viktor Gyokeres to najgroźniejsza br...
Pod wodzą Tomassona zaczęło się obiecująco, piłkarze byli nastawieni optymistycznie.
Czasami tak jest, że trenerzy mówią to, co zawodnicy chcą słyszeć. Na początku zapowiadają, że będziemy grać fajną piłkę, a każdy na boisku może być kreatywny. To jest manipulacja. Wszyscy wiemy, że w budowaniu drużyny chodzi o odpowiednią strukturę, kolektyw, nie indywidualne popisy. Na początku dość dobrze to wyglądało, ale pamiętajmy, że graliśmy w grupie C Ligi Narodów, przeciw słabym rywalom. Kiedy zaczęły się eliminacje mundialu i trzeba się było mierzyć z lepszymi, to wszystko się rozpadło.
W październikowym meczu ze Szwajcarią Aleksander Isak i Viktor Gyokeres nie oddali celnego strzału.
Byłem na tym meczu i naprawdę wszyscy byliśmy zszokowani tym, jakie dziury mieliśmy w obronie. Nie dziwię się, że reprezentacja pod wodzą Tomassona się dosłownie rozpadła.
Wiele mówiło się o systemie 4-4-2, w którym Szwedzi grali od lat, a który Tomasson porzucił.
Potter rzeczywiście w pierwszym meczu wrócił do takiej taktyki, chyba wychodząc z założenia, że to jest szwedzka tradycja. Potem miał więcej czasu na analizę, jakich zawodników ma do dyspozycji i z Ukrainą zagrał systemem 3-4-3, w obronie przechodzącym na 5-2-3, czyli zupełnie tak, jak reprezentacja Polski. Uważam, że Potter dobrze robi, starając się bronić trochę bliżej własnego pola karnego. Dzięki temu piłkarze są bliżej siebie. Przez dwa lata pracowałem z kadrą do lat 21 i wiem, że na wyćwiczenie wysokiego pressingu, skomplikowanych schematów, trzeba mieć więcej czasu. Potter podszedł do zadania rozsądnie, bo łatwiej bronić się niżej.
W meczu z Ukrainą odblokował się Gyokeres. Czego wcześniej brakowało?
Trochę szczęścia, ale też lepszej gry piłkarzy wokół niego. Drużyna była wcześniej ułożona tak, żeby eksponować indywidualne atuty, było mniej zespołowości. Przy pierwszym golu z Ukrainą trzech czy czterech zawodników przeprowadziło akcję, a Gyokeres był tam, gdzie powinien. U Tomassona często był daleko od bramki, bo każdy robił, co chciał, i Gyokeres starał się pomagać kolegom.
Trochę to przypomina grę Roberta Lewandowskiego w trudnych momentach, który też schodzi do linii środkowej.
To rzeczywiście są bardzo podobne sytuacje. Spytałem Sebastiana Larssona, który teraz jest w sztabie kadry, a wcześniej był moim zawodnikiem w AIK, jak się gra przeciw Lewandowskiemu. Odpowiedział wprost: wszyscy się bardzo cieszyliśmy, kiedy zbiegał do boku, znikał z pola karnego, żeby pomagać w rozegraniu. To jest objaw ambicji Roberta i Viktora, którzy myślą, że muszą pomóc drużynie.
Siła ataku Szwecji jest ogromna. Nie każdy trener posadziłby na ławce skrzydłowego Barcelony.
Potter nie chciał wybrać 11 najlepszych piłkarzy, ale tych, którzy najlepiej zagrają razem. Roony Bardghji jest na poziomie Anthony’ego Elangi, ale piłkarz Newcastle jest niesamowicie szybki i dzięki temu otwiera wolne strefy dla Gyokeresa. Potter wybiera tych, którzy są potrzebni drużynie. Benjamin Nygren z Celticu jest bardzo pracowity, dużo biega i naciska rywali, a Gyokeres dzięki temu nie musi tak dużo pracować w obronie. Jestem zachwycony tym, jak ta drużyna zaczęła funkcjonować.
Czasami jeżdżę na treningi syna w Sztokholmie i widzę, jak wielu jest tutaj dobrych trenerów
Widać, że w Szwecji dobrze się szkoli piłkarzy.
Po odejściu z kadry Anderssona zaczęła się wielka panika, wszyscy pytali: co robimy w młodzieżowych drużynach, czy mamy dobrych trenerów. Nie rozumiałem tego strachu. Efekty szkolenia widać dopiero po trzech, czterech latach, a już pod koniec pracy Anderssona w Szwecji dobrze się działo i teraz pokazują się choćby Yasin Ayari i Lucas Bergvall.
Skąd się to bierze?
Rozmawiam z kolegami z Polski i widzę, że w Szwecji łatwiej jest zdobywać wiedzę trenerską. Klub płaci za wszystkie kursy, a w Polsce to trener wykłada pieniądze z własnej kieszeni. Dzięki temu teraz mamy więcej szkoleniowców z licencjami, którzy mają dostęp do najlepszej wiedzy. Czasami jeżdżę na treningi syna w Sztokholmie i widzę, jak wielu jest tutaj dobrych trenerów. Jeśli chcemy rozwijać młodych piłkarzy, to musimy mieć kompetentnych szkoleniowców, którzy wiedzą, jak pracować z 11, 12-latkami. Pod tym względem szwedzki związek wykonał świetną robotę. Druga sprawa to dostęp do boisk. Pracowałem przez kilka lat na Węgrzech. W Sztokholmie jest pełno boisk, na których można pograć z kolegami, a na Węgrzech tego brakuje. W odległości 500 metrów od domu mam trzy pełnowymiarowe boiska, a niewiele dalej jest pełnowymiarowa hala, otwarta od 8 rano do 23 wieczorem. Mój syn po szkole odrabia lekcje i biegnie do tej hali, żeby grać z kolegami. Dostęp do boisk jest niesamowicie ważny. Nie wszystko da się wypracować na zorganizowanym treningu. Potrzebny jest też street football, to tam rodzą się artyści, uwalnia się fantazja.
Czytaj więcej
Akcja i gol Oskara Pietuszewskiego w meczu z Benfiką Lizbona wzbudziły podziw w Europie. 17-letni skrzydłowy chyba wreszcie zadebiutuje w pierwszej...
W reprezentacji Polski tak gra Oskar Pietuszewski. Szwedzi o nim mówią?
Najwięcej mówi się o Lewandowskim i Piotrze Zielińskim, a Pietuszewski jest jeszcze anonimowy, choć nie powinien być. Byłem na meczu w Jönköping, gdzie Polska wygrała 6:0 i Pietuszewski zagrał świetnie. Myślę, że więcej się będzie o nim mówiło po wtorkowym meczu. Oglądałem go w spotkaniu z Albanią i byłem pod wrażeniem. Myślałem, że te zachwyty to był taki trochę internetowy hype, przesada, ale wszedł na boisko, grał odważnie i pomógł drużynie zbliżyć się do bramki rywala. Trener Jan Urban wie, jak ustawić zespół, ale dla mnie jest oczywiste, że jeśli nie wystawi Pietuszewskiego w podstawowym składzie, to powinien go szybko wpuścić na boisko.
Myślałem, że zachwyty nad Pietuszewskim to był taki trochę internetowy hype, przesada, ale wszedł na boisko, grał odważnie i pomógł drużynie zbliżyć się do bramki rywala
Kogo Szwedzi uważają za faworyta wtorkowego meczu?
Kibice są w euforii i powiedzą, że reprezentacja Szwecji jest faworytem, ale ludzie zawodowo zajmujący się piłką dają Polsce 60 proc. szans. Może nie wszyscy są znani, ale spójrzmy na Sebastiana Szymańskiego czy Jakuba Kamińskiego, który świetnie gra w Bundeslidze. Słabszą stroną Polaków jest obrona, która gubiła się w starciu z Albanią.
Kontuzja Isaka wywołała panikę w Szwecji?
Trochę się wszyscy uspokoili po golach Gyokeresa, ale pamiętajmy, że brakuje też kapitana Dejana Kulusevskiego. Teraz mniej się mówi o Isaku, ale jeśli mecz będzie bardzo zacięty, to każdy by chciał mieć go w składzie. Jeśli Szwecja pojedzie na mundial i Kulusevski z Isakiem wrócą do składu, to będzie to naprawdę mocna drużyna.
Czytaj więcej
Graham Potter ekspresowo naprawił reprezentację Szwecji, którą rozregulował Jon Dahl Tomasson. Wygrana 3:1 z Ukrainą zapowiada, że w finale baraży...
W Ekstraklasie gra ostatnio wielu Szwedów, którzy błyszczą w Polsce, ale powołań do kadry raczej nie dostają.
Dopiero niedawno zaczęło się więcej mówić o polskiej lidze, nie tylko ze względu na grających w Polsce Szwedów, ale też po dobrych występach klubów w Europie. Szwedzi uważają, że poziom Ekstraklasy jest podobny do rodzimej Allsvenskan i stawiają obie ligi na równi. Widzę rozwój Ekstraklasy i podejrzewam, że za dwa, trzy lata znajdzie się na poziomie ligi duńskiej, która ma tak mocne kluby jak FC Kopenhaga czy Midtjylland. Dla Szwedów właśnie ta liga jest punktem odniesienia. Finansowo polskie rozgrywki są silniejsze niż szwedzkie, a w futbolu popularne jest powiedzenie „money talks”, bo to pieniądze dają możliwości. Wracając do powołań z Ekstraklasy: po kontuzji Isaka pojawiały się głosy, że warto powołać Mikaela Ishaka z Lecha Poznań. Pamiętajmy jednak, że najlepsi szwedzcy piłkarze trafiają do Holandii, Anglii lub do Włoch.
Dla mnie Ekstraklasa jest bardzo ciekawa, powiedziałbym nawet, że pod względem liczby kibiców i intensywności niektórych meczów to jest taka mini-Bundesliga
A pana na ławce trenerskiej zobaczymy? Ostatnio podpisał pan kontrakt z polską agencją menedżerską BMG.
Szansa na to oczywiście jest. Zawsze mówiłem, że kiedyś chciałbym pomieszkać i popracować w Polsce, skąd przecież pochodzę. Miesiąc temu byłem w Polsce, oglądałem mecze. Teraz mam polską telewizję w domu i na bieżąco mogę wszystko śledzić. Dla mnie Ekstraklasa jest bardzo ciekawa, powiedziałbym nawet, że pod względem liczby kibiców i intensywności niektórych meczów to jest taka mini-Bundesliga. Praca w Polsce byłaby dla mnie bardzo interesującym doświadczeniem, ale w futbolu niczego nie można przewidzieć. Tego samego muszą chcieć obie strony i musi przyjść odpowiedni moment.