Trenerzy – wybierając wyjściowe jedenastki – potraktowali finał dość poważnie, ale z trybun PGE Narodowego wiało chłodem. Największy polski stadion wypełnił się zaledwie w jednej piątej (10 935 osób), a większość miejsc zajęli krakowiacy. Białostoczan zabrakło, bo przedstawiciele tamtejszego klubu kibica już kilkanaście dni wcześniej zapowiedzieli bojkot meczu.
Poróżnił ich podobno pakt, w którym ultrasi zobowiązują się do rezygnacji z niebezpiecznego sprzętu podczas wzajemnych porachunków. Kibice Białej Gwiazdy jako jedyni mieli go zignorować, więc od miesięcy rywale Wisły odmawiają im – pod różnymi pretekstami – wstępu na sektor gości. Teraz fani pierwszoligowca mogli wreszcie wejść na stadion poza Krakowem (prezes Jarosław Królewski groził bojkotem meczu w przypadku zakazu), więc ci wspierający Jagiellonię zostali w domu.
Superpuchar Polski. Przyjechali tylko kibice z Krakowa
Wiślacy wypełnili swoje sektory, a po drugiej stronie stadionu było pusto. Kibiców bezstronnych przyszło niewielu, bo nie zachęcał termin (środa, 21.00) oraz ceny biletów (o 80 zł). Piłkarze z Krakowa mogli się więc poczuć jak przy Reymonta. Fani Białej Gwiazdy pokazali zarówno wytrwałość, dopingując przez cały mecz, jak i kompleksy, trwoniąc energię również na obelgi pod adresem Legii.
Nieswojo można było się poczuć zarówno na trybunach PGE Narodowego, jak i pod stadionem. Biało-czerwone barwy, które dominowały tydzień temu przy okazji meczów reprezentacji, tym razem zastąpiła biel kasków oraz niebieski błysk policyjnych kogutów. Kibice z Krakowa przyjechali na teren dla siebie wrogi, co zaowocowało mobilizacją sił porządkowych, ale pod obiektem panował spokój. Mecz nie wzbudził zainteresowanie „legijnej" części Warszawy.