To jest jedyna dobra wiadomość. Mecz stanowił dobrą okazję dla zawodników, żeby pokazać co potrafią. Maltańczycy byli słabsi pod każdym względem. Technicznym, szybkościowym, nawet fizycznym, bo po wielu starciach z naszymi zawodnikami potrzebowali pomocy medycznej.

Jeśli wymieniali między sobą podania, to tylko w środku boiska, gdzie nikt im nie przeszkadzał. Pod naszą bramką już nie, bo nikt ich tam nie dopuszczał. Udało im się więc oddać z daleka dwa i pół strzału z daleka i nawet zdobyli rzuty rożne. To było wszystko.

Czytaj więcej

Polska - Malta 2:0. Punkty są, zachwytu brak

Okazji do pokazania umiejętności było więc sporo, ale Polacy z nich nie korzystali. Nawet na tle przeciwnika, grającego na poziomie polskiej drugiej ligi nasi nie wykorzystali dużej przewagi. Owszem, często strzelali, ale niecelnie. Nie zdołali przeprowadzić wielu akcji, godnych zapamiętania i kończących się bramką.

Padły dwie, będące efektem przewagi i niezbyt wyrafinowanych zagrań. Obydwie zdobył Karol Świderski, który wyraźnie dobrze czuł się na boisku. Grający obok niego w ataku Krzysztof Piątek - wprost przeciwnie. A kiedy na ostatnie pół godziny wszedł Robert Lewandowski, poza strzałem z wolnego nie miał ani jednej sytuacji bramkowej. Sam nie wypracował, koledzy nie pomogli.

Najlepsze wrażenie robił na lewym skrzydle Jakub Kamiński. W klubie prawie nie gra, w dwumeczu kadry był bodaj najlepszy. Znów poniżej oczekiwań zagrał zwykle mocny Przemysław Frankowski. Jeśli nie poprawi się obrońca Kamil Piątkowski, to z silniejszym przeciwnikiem może być niedobrze.

Mecz był nudny, bo, w przeciwieństwie do poprzedniego - z Litwą, nie trzeba było drżeć o wynik

Całkowicie zawiódł ofensywny Mateusz Bogusz, ale to nie powód aby prowadząc 1:0 zastępować go defensywnym Bartoszem Sliszem. Jakub Moder i Sebastian Szymański tym razem momenty dobre przeplatali z kiepskimi. A cała linia pomocy miała sporo pola do popisu, bo Maltańczycy nie stanowili w środku boiska zagrożenia. Mimo to z tej strefy boiska rozpoczynało się zbyt mało akcji.

Mecz był nudny, bo, w przeciwieństwie do poprzedniego - z Litwą, nie trzeba było drżeć o wynik. Wiadomo było, że wygramy, liczono, że strzelimy więcej goli i jedyne co mogło jako tako podniecać to to - w jaki sposób. Nasi piłkarze nie robili jednak kibicom większych nadziei.

Czytaj więcej

Polska - Litwa 1:0. Drużyna, która nie daje radości

I może to nie przypadek, że tym razem na stadion przyszło nieco ponad 45 tysięcy widzów. O kilka tysięcy mniej niż ostatnio.