Gianni Infantino już w połowie września zorganizował pilne spotkanie z grupą największych europejskich nadawców, aby zainteresować ich najnowszym produktem. Pośpiech był uzasadniony, bo światowa federacja wciąż nie podpisała żadnej umowy na transmisje, choć kilka miesięcy wcześniej chwaliła się zaawansowanymi rozmowami z Apple’em, który podobno chciał i był bliski podpisania kontraktu na globalne prawa do pokazywania klubowego mundialu.
Technologiczny gigant za prawo do meczów dwóch kolejnych edycji imprezy na rozwijającej sportowe portfolio platformie Apple TV+ miał – jak informował „New York Times” – zapłacić miliard dolarów, czyli jedną czwartą kwoty, na jaką początkowo liczyła FIFA, ale do porozumienia i tak nie doszło. Apple pozostaje za to m.in. właścicielem międzynarodowych praw do transmisji meczów amerykańskiej Major League Soccer, za które płaci podobno 250 mln dolarów rocznie.
Czytaj więcej
Izraelczycy zmierzą się w czwartek o 20.45 z Francuzami w Budapeszcie, bo choć nie milkną apele o...
Są stadiony, ale nie ma chętnych na klubowe mistrzostwa świata
Dziś FIFA nie szuka już globalnego partnera, tylko lokalnych nadawców i tą ścieżką próbuje zebrać środki, które będą nie tylko zyskiem federacji, ale także zostaną przeznaczone na premie dla 32 uczestników, wśród których będzie nie tylko dwanaście klubów z Europy z Realem Madryt, Manchesterem City, Paris Saint-Germain oraz Bayernem Monachium na czele, ale także Al-Nassr Cristiano Ronaldo, a może także Inter Miami Leo Messiego.
„L’Equipe” pisze, że FIFA jest w pośpiechu i pierwszą transzę płatności za prawa do transmisji premierowej edycji imprezy – przedmiotem przetargu jest także ta kolejna, zaplanowana na 2029 roku – chciałaby otrzymać już 1 grudnia, ale to myślenie życzeniowe, choć federację w rozmowach wspomaga kierowane przez Nassera Al-Khelaifiego Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA), które już w ubiegłym roku podpisało memorandum w tej sprawie.