Trwające 12 lat panowanie Bayernu Monachium w Niemczech dobiegło końca w niedzielne popołudnie. Z tronu zrzucił ich rywal, który nie zna słowa porażka.

Przez lata Bayer musiał znosić drwiny przeciwników, którzy śmiali się, że nigdy nie zdobędzie żadnego trofeum, przecież od 1997 roku pięciokrotnie kończył Bundesligę na drugim miejscu, przegrał także trzy finały Pucharu Niemiec i jeden Ligi Mistrzów. Ale to już przeszłość.

Jak Bayer Leverkusen został mistrzem Niemiec?

Kibice, którzy wybrali się w niedzielę na stadion, czuli, że są świadkami historycznego i przełomowego wydarzenia, o którym będą opowiadać dzieciom i wnukom.

Czytaj więcej

Sukcesy Bayer Leverkusen. Bask nauczył ich wygrywać

Bayer potrzebował zwycięstwa i choć nie wyszedł w najmocniejszym składzie, już po 25 minutach objął prowadzenie. Rzut karny na gola zamienił Victor Boniface, czyli najlepszy strzelec zespołu, który stracił kilka miesięcy przez kontuzję. Po godzinie gry na 2:0 efektownym uderzeniem zza pola karnego podwyższył Granit Xhaka, a niedługo później - również strzałem z dystansu - na 3:0 trafił Florian Wirtz, który zdążył uzyskać hat tricka, choć pojawił się na boisku po przerwie.

Odpalono race, wybuchła euforia, którą trudno było powstrzymać. Kibice po bramkach na 4:0 i 5:0 wpadli na murawę. Za pierwszym razem udało się ich wygonić z powrotem na trybuny, za drugim - gdy pozostawało kilkadziesiąt sekund do końca - sędzia już zrezygnował i nie chciał na siłę przedłużać meczu. Ruszyła fiesta, która potrwa pewnie kilka tygodni. 

Bayer Leverkusen może jeszcze wygrać Puchar Niemiec i Ligę Europy

Leverkusen się bawi, a to może być dopiero początek szaleństwa.

W czwartek piłkarze Xabiego Alonso lecą do Londynu po awans do półfinału Ligi Europy (pierwszy mecz z West Hamem wygrali u siebie 2:0), a potem - już w maju - zmierzą się w Berlinie w finale Pucharu Niemiec z drugoligowym Kaiserslautern. W jednym sezonie mogą zdobyć więcej trofeów niż w całej swojej 120-letniej historii.

- Nie możemy zapomnieć, że mamy jeszcze robotę do wykonania, ale w poniedziałek wszyscy dostaną wolne - obiecał Xabi Alonso.