Siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek Legia Warszawa zajmuje piąte miejsce w tabeli, więc w klubie uznano, że jedyną szansą na poprawienie pozycji będzie zwolnienie Kosty Runjaicia.
Każdy szkoleniowiec miewa okresy słabości. Drużyna gra słabiej i dobry trener z kryzysu wychodzi, pod warunkiem że ma takich zawodników, jakich chce, a władze klubu go wspierają. Przy Łazienkowskiej tymczasem jedynym planem B w takich sytuacjach jest zastąpienie jednego szkoleniowca innym.
W XXI wieku z pierwszą drużyną Legii pracowało już 20 trenerów, a zmian było więcej, bo niektórzy przecież wracali. Oczywiście warszawiacy zdobywali w tym czasie tytuł i puchar, ale bez stabilizacji i ciągłości trudno budować drużynę mającą ambicje większe niż tylko pierwszeństwo na swoim podwórku.
Legia ma ambicje większe niż tylko pierwszeństwo na swoim podwórku
A takie ambicje Legia ma i – biorąc pod uwagę jej rozmaite przewagi wynikające z największego budżetu, marki, adresu, historii i rozpoznawalności – są uzasadnione. Coś jednak nie funkcjonuje tak, jak powinno w potężnym klubie. Jedni znają się tam na biznesie, inni zaś (ci są w mniejszości) na piłce.
Coś jednak nie funkcjonuje tak, jak powinno w potężnym klubie. Jedni znają się tam na biznesie, inni zaś (ci są w mniejszości) na piłce
Te dwa światy nie mogą się porozumieć. Zakładam, że dyrektor Jacek Zieliński chciałby mieć jak najlepszych piłkarzy i przedstawia ich listę, ale prezes, czyli biznes, mówi: „Nie, za drogo”. Nie da się tymczasem stworzyć eleganckiego salonu, kupując do niego wyposażenie na wyprzedaży z nadzieją, że jak się marny mebel wypucuje, to kiedyś uda się go sprzedać drożej. Biznes tworzy futbol, ale go także zabija tam, gdzie właściciele mają w oczach zera zamiast goli.
Runjaić nie był złym trenerem, ale nie był też wybitnym. Od pewnego czasu nie wiedział, co zrobić, żeby Legia grała lepiej, a transfery w obydwie strony, na które nie zawsze miał wpływ, nie pomagały. Doszedł do ściany, której już nie przebije.
Pojęcia „wstyd” w futbolu praktycznie nie ma
Jego następca, czyli Portugalczyk Goncalo Feio, pracował kiedyś w akademii Legii, był też w Wiśle, Rakowie i Motorze, ale tylko w tym ostatnim dał się poznać jako trener. Dlaczego więc go zwolniono? Bo nie dało się z nim wytrzymać. Przekraczał bariery etyczne, obrażał ludzi i trzeba się było za niego wstydzić. Tyle, że pojęcia „wstyd” w futbolu praktycznie nie ma. Piłkarze go jednak lubili, bo widocznie pod względem charakteru był do nich podobny.
Czytaj więcej
Goncalo Feio podpisał z klubem kontrakt do końca sezonu 2024/25. To wybór uzasadniony, choć ryzykowny
Legia to nie Motor, a Warszawa to nie Lublin. W stolicy obowiązują inne standardy. Trudno zrozumieć, dlaczego tak kulturalne osoby, jak prezes Mioduski, i tak spokojne, jak dyrektor Zieliński, zatrudniły trenera nie tylko nieobliczalnego, ale też bez większych dokonań. To się raczej nie uda.