Szef Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN), wskazując Portugalczyka jako trenera drużyny narodowej, zaskoczył kibiców i środowisko. Może był to dowód na szczelność otoczenia Kuleszy, skoro nazwiska Santosa nie było na dziennikarskiej giełdzie, a może wskazówka, że decyzja zapadła w ostatniej chwili – bez gruntownej analizy potencjalnych zysków i strat.
Decyzję trudno było kwestionować. Czesław Michniewicz jako modelowy przedstawiciel polskiego zaścianka piłkarskiego obniżył wprawdzie oczekiwania, ale kontrakt na prowadzenie reprezentacji podpisał przecież obyty fachowiec, który wcześniej odnosił sukcesy z Portugalczykami i Grekami.