Częstochowa czeka na Ligę Mistrzów

Piłkarze Rakowa osiągnęli sukces sportowy i finansowy, a teraz przystępują do obrony tytułu i zaczynają pisać kolejny rozdział w historii klubu. We wtorek zadebiutują w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Publikacja: 08.07.2023 10:00

Piłkarze Rakowa Częstochowa cieszą się z mistrzostwa Polski po meczu ostatniej 34. kolejki piłkarski

Piłkarze Rakowa Częstochowa cieszą się z mistrzostwa Polski po meczu ostatniej 34. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin

Foto: PAP, Waldemar Deska

Klub z Częstochowy dwa lata temu obchodził setne urodziny. Wtedy nie zdołał jeszcze zdobyć mistrzostwa, sił i umiejętności starczyło na drugie miejsce oraz Puchar Polski, ale nie trzeba było czekać długo, by zdominował także rozgrywki Ekstraklasy.

Miniony sezon zakończył z 9 punktami przewagi nad Legią Warszawa i 14 nad Lechem Poznań, czyli drużynami, które rozdawały w lidze karty w poprzedniej dekadzie. Raków wiódł prym również na polu finansowym. Ekstraklasa wypłaciła mu 27,6 mln zł.

– W najbliższych latach kwota do podziału skokowo wzrośnie, bo od lipca zacznie obowiązywać nowa, rekordowa umowa z Canal+ o wartości 1,2 mld zł. Będzie ona o 30 proc. większa od dotychczasowych kontraktów z nadawcami. Należy jednak pamiętać, że na środki wypłacane klubom składają się także przychody z innych źródeł, w tym z umów sponsorskich – tłumaczy Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy SA.

Życie bez Papszuna

Raków może być dziś stawiany za wzór, ale jeszcze kilkanaście lat temu błąkał się po trzecio- i czwartoligowych boiskach. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem Michała Świerczewskiego. Nowy właściciel kibicował klubowi od dziecka i przyrzekł sobie, że kiedyś przywróci Częstochowie Ekstraklasę.

Zaczynał od małego sklepu komputerowego, a stworzył potężną sieć handlującą sprzętem elektronicznym (x-kom). Znał się na biznesie, ale wielu ludzi sukcesu sparzyło się już na piłce. Świerczewskiemu się udało, bo miał długofalową wizję.

Zatrudnił trenera Marka Papszuna, byłego nauczyciela historii i wychowania fizycznego, warszawiaka, który pracował wcześniej w Legionowie, Łomiankach i Nowym Dworze Mazowieckim, a dziś typowany jest na przyszłego selekcjonera reprezentacji. Przez siedem lat przeszli wspólnie drogę z drugiej ligi na szczyt Ekstraklasy.

Następnym krokiem ma być gra w fazie grupowej europejskich pucharów. Ale już bez Papszuna, który uznał, że nadszedł czas, by odejść. Może – jak przekonywał na początku – zechce odpocząć od futbolu i poświęcić więcej czasu rodzinie, a może poszuka nowych wyzwań. Misję puchary kontynuować będzie jego 32-letni asystent Dawid Szwarga.

Raków zaczął być rozpoznawalny w Europie po tym, jak dwukrotnie dotarł do ostatniej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Przed rokiem awans miał na wyciągnięcie ręki – przegrał po dogrywce ze Slavią Praga.

Teraz szanse na sukces rosną, bo Raków pucharową przygodę rozpoczyna w Lidze Mistrzów i w razie potknięcia spadnie do Ligi Europy lub Ligi Konferencji. Musi pokonać cztery rundy.

Pierwszy z rywali – mistrz Estonii Flora Tallin – jest w jego zasięgu. – Z pozycji fotela losowanie pierwszej rundy trzeba uznać za korzystne, mogliśmy trafić gorzej. Flora jest w trakcie sezonu, grała w fazie grupowej europejskich pucharów i ma doświadczenie, jak radzić sobie na tym poziomie, ale mamy szansę ją wyeliminować – uważa trener Szwarga.

Schody zaczną się później, bo można wpaść na Karabach Agdam, który rok temu zamknął drzwi do Champions League Lechowi.

– Rywalizowali w pucharach również z Legią i nie pozostawiali złudzeń, kto jest lepszy. Czeka nas bardzo trudny bój, ale nie poddamy się bez walki. Oczywiście jeśli do tego meczu dojdzie, bo teraz skupiamy się tylko na Florze – zaznacza Szwarga.

40 milionów od premiera

Z Florą Raków zagra jeszcze w Częstochowie, ale być może już kolejnych przeciwników będzie podejmował w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Sosnowcu. Na pewno stanie się tak, jeśli awansuje do fazy grupowej któregoś z pucharów, bo jego kameralny stadion nie spełnia wymogów europejskiej federacji (UEFA).

– Marzę, by taka infrastruktura powstała kiedyś w Częstochowie. Robimy wszystko w tym kierunku. Na razie jesteśmy na etapie projektowania, tworzenia konsensusów finansowych – przyznał prezes Rakowa Piotr Obidziński po podpisaniu trzyletniej umowy na wynajem otwartego w tym roku obiektu ArcelorMittal Park. Ze stadionu w Sosnowcu, który może pomieścić ponad 11 tys. widzów, będzie też korzystać w razie konieczności w Ekstraklasie i Pucharze Polski.

Brak odpowiedniej infrastruktury to nadal wizerunkowy problem Rakowa, który nie może porozumieć się z miastem. Po zdobyciu mistrzostwa premier Mateusz Morawiecki obiecał wsparcie rozbudowy stadionu.

Rząd ma na to przeznaczyć co najmniej 40 mln zł, czyli mniej więcej tyle, ile zarobił Lech, awansując do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Nie są to pieniądze tak duże jak w Lidze Mistrzów (w 2016 roku Legia tylko za występy w fazie grupowej otrzymała ponad 116 mln), ale też działają na wyobraźnię.

Pech Lopeza

Raków zimą nie stracił żadnego z liderów, ale jeszcze przed końcem sezonu stało się jasne, że mistrzowskiego składu utrzymać się nie uda.

Do Legii odszedł pomocnik Patryk Kun, do Korei poleciał obrońca Tomas Petrasek, a poważnej kontuzji doznał Ivi Lopez. Były król strzelców Ekstraklasy podczas sparingu z Puszczą Niepołomice zerwał więzadła w kolanie i szybko nie wróci. Może stracić nawet cały sezon.

To wszystko sprawiło, że Raków musiał być aktywny na rynku transferowym i uzupełnić kadrę. Nie rzucił się jednak w wir zakupów, szukał okazji i wybierał mądrze.

Wśród kandydatów do zastąpienia Lopeza wymieniano m.in. Jesusa Imaza z Jagiellonii Białystok, ale z medialnych przecieków wynika, że do Częstochowy trafi John Yeboah, który pomógł utrzymać się w Ekstraklasie Śląskowi Wrocław. Atutem 23-letniego Niemca o ekwadorsko-ghańskich korzeniach jest to, że może występować na różnych pozycjach – zarówno na skrzydłach, jak i w środku ataku.

Ofensywę Rakowa wzmocnił też już Łukasz Zwoliński, który opuścił spadkowicza Lechię Gdańsk. Nie trzeba było za niego płacić, bo skończyła mu się umowa. Za darmo przyszli także obrońcy Cracovii i Ferencvarosu Kamil Pestka i Adnan Kovacević.

Bośniak ma duże doświadczenie w europejskich pucharach, grał w Lidze Mistrzów. Zna też Ekstraklasę, bo przez trzy lata był zawodnikiem Korony Kielce.

Ostatni raz polska drużyna przekroczyła bramy piłkarskiego raju w 2016 roku. Była nią Legia. Później już żaden z mistrzów Polski nie zbliżył się do fazy grupowej Champions League, nie doszedł nawet do ostatniej, czwartej rundy eliminacji. Zespołowi z Częstochowy należy życzyć, by postarał się przełamać tę niemoc.

Raków Częstochowa świętuje mistrzostwo. Miniony sezon zakończył z 9 punktami przewagi nad Legią Wars

Raków Częstochowa świętuje mistrzostwo. Miniony sezon zakończył z 9 punktami przewagi nad Legią Warszawa i 14 nad Lechem Poznań, czyli drużynami, które rozdawały w lidze karty w poprzedniej dekadzie. Fot. Waldemar Deska/pap

Waldemar Deska

Klub z Częstochowy dwa lata temu obchodził setne urodziny. Wtedy nie zdołał jeszcze zdobyć mistrzostwa, sił i umiejętności starczyło na drugie miejsce oraz Puchar Polski, ale nie trzeba było czekać długo, by zdominował także rozgrywki Ekstraklasy.

Miniony sezon zakończył z 9 punktami przewagi nad Legią Warszawa i 14 nad Lechem Poznań, czyli drużynami, które rozdawały w lidze karty w poprzedniej dekadzie. Raków wiódł prym również na polu finansowym. Ekstraklasa wypłaciła mu 27,6 mln zł.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Wraca Ekstraklasa. Czy i dlaczego warto się tym ekscytować?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Piłka nożna
Bayern Monachium: nowy trener, stare cele. Odzyskać panowanie w Niemczech
Piłka nożna
Król wylądował w Madrycie. Kylian Mbappe już w koszulce Realu
Piłka nożna
Gareth Southgate podjął decyzję. Koniec pewnej epoki w reprezentacji Anglii
Piłka nożna
Zmierzch bogów. Dziś w futbolu karty rozdaje nowe pokolenie