Kevin De Bruyne. Gwiazda z sąsiedztwa

Jeśli Manchester City ma wreszcie wygrać Ligę Mistrzów, to właśnie dzięki niemu. Kevin De Bruyne – as w talii Pepa Guardioli – jest piłkarzem kompletnym.

Publikacja: 12.04.2022 19:41

Kevin De Bruyne. Gwiazda z sąsiedztwa

Foto: AFP

– Ma wszystko, by zostać najlepszym piłkarzem w historii klubu – przekonuje Jamie Carragher.

Były reprezentant Anglii, a obecnie futbolowy ekspert nie mógł się nachwalić Belga po pierwszym meczu z Atletico, w którym De Bruyne strzelił zwycięskiego gola, przybliżającego drużynę do półfinału Champions League. Ważnych bramek w ostatnim czasie Belg zdobył jednak dużo więcej. W wygranym 1:0 meczu z Chelsea, w zakończonych zwycięstwem 4:1 derbach Manchesteru (dwa trafienia i asysta), wreszcie w niedzielę, gdy City po świetnym spotkaniu zremisowali 2:2 z Liverpoolem i utrzymali pozycję lidera Premier League.

Od dawna mówi się o nim, że jest graczem kompletnym, i nie są to pochwały na wyrost. Wachlarz jego atutów jest bardzo szeroki. Potrafi strzelić z bliska i z dystansu, ruszyć do przodu i wypracować sobie akcję, jak i odnaleźć się w polu karnym niczym rasowy snajper, zaskoczyć przeciwnika z rzutu wolnego i podać do kolegów tak, że pozostanie im tylko przystawić nogę.

Pep dał mu radę

Dla takich piłkarzy jak on przychodzi się na stadion. Na boisku widzi więcej niż inni. Formalnie jest rozgrywającym, ale Guardiola nieraz wystawiał go na środku ataku jako fałszywego napastnika. W tym sezonie zdobył już 14 bramek (11 w Premier League), jest na dobrej drodze, by pobić swój życiowy rekord (16). Zostało mu siedem meczów w lidze i kilka w pucharach.

Wiosna należy do niego, ale 2021 rok żegnał z ogromną ulgą. Wprawdzie awansował z Manchesterem do finału Ligi Mistrzów, ale w najważniejszym meczu sezonu, po zderzeniu z obrońcą Chelsea Antonio Ruedigerem, doznał wstrząśnienia mózgu, złamania kości twarzy i po godzinie musiał zejść z boiska.

Tak rozpoczęło się pasmo nieszczęść. Kilka tygodni później na mistrzostwach Europy uszkodził kostkę, a w listopadzie zachorował na covid. – Robię dwa–trzy sprinty i odczuwam zmęczenie – przyznawał po powrocie. Patrząc, jak gra w ostatnich tygodniach, wydaje się, że problemy ma już za sobą.

– Potrzebował czasu, ale teraz jest znów silny. Niesamowity jak w sezonie, w którym zdobyliśmy w lidze 100 punktów – cieszy się Guardiola.

Trener Manchesteru City powiedział mu kiedyś, że może być w piątce najlepszych zawodników na świecie. A potem dał mu dobrą radę: – Żeby wejść na wyższy poziom i zostać bardziej doceniony przez kibiców i ekspertów, nie możesz ograniczać się do asyst. W czasach, gdy to bramki i rekordy wyznaczają twoją wartość, musisz pomyśleć o sobie i strzelać więcej goli. Inaczej ciężko ci będzie zdobyć Złotą Piłkę.

De Bruyne wziął sobie te słowa do serca. – Mówił to z taką wiarą, że chciałem mu udowodnić, że ma rację – wspomina. Dziś obok Karima Benzemy, Roberta Lewandowskiego, Kyliana Mbappe i Mohameda Salaha wyróżnia się najbardziej. W sześciu ostatnich meczach zdobył sześć bramek, ale zdaje sobie sprawę, że bez sukcesu w Europie wygranie plebiscytu „France Football” będzie niemożliwe. Zwłaszcza w tym roku, gdy mundial zostanie rozegrany późną jesienią, a najbardziej prestiżowa nagroda ma być przyznana wcześniej.

Zresztą dla De Bruyne to może nawet lepiej. Belgia dochowała się grupy znakomitych piłkarzy, od prawie dekady wymieniana jest w gronie faworytów każdego dużego turnieju, ale złote pokolenie ani razu nie awansowało do finału, a jego największym osiągnięciem pozostaje brązowy medal mundialu w Rosji. Ostatnie Euro Belgowie zakończyli na ćwierćfinale pokonani przez późniejszych mistrzów Włochów.

De Bruyne nie ma nic z gwiazdy. To chłopak z sąsiedztwa. Nie szpanuje sportowymi autami, nie zmienia partnerek. Na Instagramie wstawia zdjęcia i filmy z rodziną. Od pięciu lat związany jest z Michele Lacroix, mają trójkę dzieci. Pisze, że to jego największe wsparcie.

Chłopak, który nie płacze

Nie lubi być w centrum uwagi, mówić o sobie, woli rozmawiać o futbolu. – Kiedy gram, wszystkie problemy znikają. W życiu jestem jak skała. Nie płaczę na ślubach, pogrzebach, narodzinach dzieci. Ale gdy jestem kontuzjowany i nie mogę wyjść na boisko, nie potrafię sobie z tym poradzić – opowiadał swoją historię w „The Players’ Tribune”.

Od dziecka był cichy i skromny, więc decyzja o wyjeździe z Gandawy na drugi koniec Belgii – do piłkarskiej akademii Genk – była poważnym wyzwaniem. Przez swój dialekt i wrodzoną nieśmiałość często nie był rozumiany. Uważano go za dziwaka i samotnika.

Mówi, że trzy momenty zmieniły jego życie. Pierwszy, gdy rodzina zastępcza, u której mieszkał podczas pobytu w Genk, stwierdziła, że jest trudny, i nie chciała go dłużej gościć, a kiedy trafił do pierwszego zespołu, starała się go nakłonić, by wrócił. Poczuł się wtedy odrzucony i skrzywdzony, ale dziś twierdzi, że to doświadczenie było paliwem dla jego kariery.

Zobaczył, że na drodze mogą pojawić się ludzie, którzy będą próbowali go wykorzystać. Może dlatego zorientował się w porę, że oszukuje go agent (trafił za kratki za fałszowanie dokumentów i pranie brudnych pieniędzy), i dziś sam negocjuje swoje umowy.

Drugi przełom nastąpił w styczniu 2014 roku, gdy odszedł z Chelsea. Widział, że nie ma szans na grę, więc poprosił Jose Mourinho o transfer. Zadowoleni byli wszyscy. Londyński klub, bo dostał za niego dwa razy więcej (22 mln euro), niż zapłacił, on sam – bo w końcu zaczął grać, i to tak dobrze, że już półtora roku później Manchester City nie wahał się wydać na niego 76 mln euro.

Powrót do Anglii poprzedził trzeci ważny moment. To był stresujący czas, jego partnerka była w ciąży, pewnego dnia została zabrana do szpitala, Kevin bał się, że stracą dziecko.

Ekstremalna pozytywność

Podobnie jak Guardiola ma obsesję na punkcie piłki. Pewnie dlatego tak dobrze się rozumieją. Obydwu interesuje nie tylko zwycięstwo, ale przede wszystkim dążenie do perfekcji.

– Przez większość czasu futbol polega na negatywności i strachu. Ale w przypadku Pepa chodzi o ekstremalną pozytywność. Wyznacza cele tak wysokie, że prawie niemożliwe do osiągnięcia. Jest mistrzem taktyki. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale to, czego ludzie nie widzą na zewnątrz, to presja, jaką wywiera na siebie, by spróbować osiągnąć doskonałość – tłumaczy De Bruyne. I dodaje, że projekt City to coś więcej niż trofea i medale. To filozofia, która każe budzić się każdego ranka z myślą, by przekraczać kolejne granice. W środę zawodnicy Guardioli wstaną z myślą, że po raz drugi trzeba pokonać Atletico i przypieczętować awans.

– Nie przyjechaliśmy do Madrytu się bronić. Postaramy się jeszcze raz wygrać – zapowiada Guardiola. I liczy na kolejny błysk belgijskiego trzydziestolatka.

LIGA MISTRZÓW

REWANŻE 1/4 FINAŁU

Atletico – Manchester City

(21.00, TVP 1, Polsat Sport Premium 1). Pierwszy mecz 0:1

Liverpool – Benfica

(21.00, Polsat Sport Premium 2). Pierwszy mecz 3:1 

– Ma wszystko, by zostać najlepszym piłkarzem w historii klubu – przekonuje Jamie Carragher.

Były reprezentant Anglii, a obecnie futbolowy ekspert nie mógł się nachwalić Belga po pierwszym meczu z Atletico, w którym De Bruyne strzelił zwycięskiego gola, przybliżającego drużynę do półfinału Champions League. Ważnych bramek w ostatnim czasie Belg zdobył jednak dużo więcej. W wygranym 1:0 meczu z Chelsea, w zakończonych zwycięstwem 4:1 derbach Manchesteru (dwa trafienia i asysta), wreszcie w niedzielę, gdy City po świetnym spotkaniu zremisowali 2:2 z Liverpoolem i utrzymali pozycję lidera Premier League.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Kim jest Leny Yoro - nastolatek, za którego Manchester United zapłacił fortunę?
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Piłka nożna
Wraca Ekstraklasa. Czy i dlaczego warto się tym ekscytować?
Piłka nożna
Bayern Monachium: nowy trener, stare cele. Odzyskać panowanie w Niemczech
Piłka nożna
Król wylądował w Madrycie. Kylian Mbappe już w koszulce Realu
Piłka nożna
Gareth Southgate podjął decyzję. Koniec pewnej epoki w reprezentacji Anglii