Reklama

Moda na brzydkich

Wayne Rooney ma dać zwycięstwo mistrzom Anglii
Finał Manchester – Bayern z roku 1999. Teddy Sheringham strzelił wówczas gola w końcówce

Finał Manchester – Bayern z roku 1999. Teddy Sheringham strzelił wówczas gola w końcówce

Foto: AFP

To, że do ćwierćfinałów po raz pierwszy od 11 lat dotarły kluby z sześciu krajów, nie świadczy o tym, że Liga Mistrzów jest mniej hermetyczna. Najwięcej szans na awans do finału daje się Barcelonie i Manchesterowi United, czyli drużynom, które grały o Puchar w ubiegłym roku.

Manchester zaczyna swój maraton prawdy. Dzisiaj zagra z Bayernem, w sobotę z Chelsea w Premiership, za tydzień rewanż w Lidze Mistrzów. Alex Ferguson próbuje dokonać niemożliwego – żadna drużyna nie była w finale trzy razy z rzędu, a Manchester jednocześnie walczy przecież o czwarte kolejne mistrzostwo Anglii.

W sobotnim zwycięskim meczu z Boltonem (4:0) nie grało dwóch piłkarzy, od których w Manchesterze dużo zależy. Rio Ferdinand ma problem z pachwiną, a Wayne Rooney ze stopą – obaj jednak polecieli do Monachium i powinni być na boisku od pierwszej minuty.

Rooney każdym golem przybliża się do granicy oddzielającej świetnego piłkarza od geniusza nagradzanego zwykle Złotą Piłką. Anglik w tym sezonie strzelił już 33 gole i najbardziej skorzystał na odejściu Cristiana Ronalda. Skończyła się moda na żel, zaczęła na brzydkich chłopców z sąsiedztwa.

W Monachium jest natomiast moda na Holendrów. Z powagą równą wcześniejszym kpinom podchodzi się do trenera Louisa van Gaala, a największą gwiazdą drużyny nie jest już Franck Ribery, ale Arjen Robben. Bayern w sobotę przegrał jednak ze Stuttgartem 1:2, stracił pozycję lidera, a Robbena tak rozbolała łydka, że przeciwko Manchesterowi zapewne nie zagra. – Wystawienie Arjena może się okazać za dużym ryzykiem – mówi Van Gaal.

Reklama
Reklama

11 lat temu obie drużyny spotkały się w finale Ligi Mistrzów w Barcelonie. Bayern prowadził do 90. minuty 1:0, ale przegrał 1:2. To wtedy Alex Ferguson stwierdził, że na tym polega „futbol, bloody hell”, który to cytat trafił później na koszulki. Taki jest też tytuł biografii trenera Manchesteru.

Później Bayern na każde spotkanie z Manchesterem mobilizował się podwójnie – z ostatnich siedmiu spotkań Anglicy wygrali tylko wtedy w Barcelonie. W 2001 roku, kiedy klub z Monachium szedł po triumf w Lidze Mistrzów, pokonał drużynę Fergusona dwa razy po 1:0. Z finału sprzed 11 lat został nie tylko Ferguson – ciągle miejsce w składzie jego drużyny mają Gary Neville i Ryan Giggs.

Drugi dzisiejszy ćwierćfinał jest francuski: Lyon zagra z Bordeaux, czyli drużyna, która zdobywała siedem tytułów mistrzowskich z rzędu, z tą, która pozbawiła ją ósmego. W tym sezonie na szczycie Ligue 1 jest tłoczno jak w tramwaju – prowadzi Bordeaux, Lyon jest piąty, ale ma tylko 2 punkty straty. Drużyna Laurenta Blanca w 28 meczach strzeliła jedynie 23 gole. Gra nudno, ale w Lidze Mistrzów straciła dotychczas najmniej bramek.

W Lyon nie wierzył już nikt, do czasu, gdy dwa tygodnie temu Francuzi pokazali Realowi Madryt, że nie wystarczy wydać ćwierć miliarda euro na nowych zawodników, ale trzeba to zrobić z pomysłem.

[ramka][b]ćwierćfinały[/b]

DZIŚ GRAJĄ:

Reklama
Reklama

>Bayern Monachium – Manchester United (transmisja nSport).

>Olympique Lyon – Bordeaux

(transmisja nSport).

JUTRO GRAJĄ:

>Arsenal – Barcelona (nSport i Polsat).

>Inter Mediolan – CSKA Moskwa (transmisja n59).[/ramka]

Piłka nożna
Bodo/Glimt rewelacją Ligi MIstrzów. Kopciuszek nie chce opuszczać balu
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Piłka nożna
Liga Konferencji. Lech dostał srogą lekcję od Brazylijczyków z Szachtara
Piłka nożna
Europa zachwycona nastolatkiem z Polski. Czy Oskar Pietuszewski zagra w barażach o mundial?
Piłka nożna
Real Madryt–Manchester City. Królewscy nie zostawili złudzeń, hattrick Federico Valverde
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama