Howard Webb gwizdał kilka razy, ale piłkarze Arsenalu nic nie słyszeli. Była 92. minuta, przegrywali z Manchesterem United 1:2 i gdyby mecz zakończył się takim rezultatem, drużyna z Londynu przerwałaby swoją passę 24 spotkań bez porażki. Na Emirates Stadium była nieprawdopodobna wrzawa i chociaż arbiter uznał gola już po strzale Williama Gallasa, zawodnicy Arsenalu strzelali jeszcze trzy razy, ale nieskutecznie.
Uratowany w ostatniej chwili remis ucieszył Arsene’a Wengera tak bardzo, że po meczu zapomniał nawet, że jeśli chce odebrać Manchesterowi mistrzostwo Anglii, to powinien wygrać. – Dwa razy podnieśliśmy się z kolan. To ważniejsze niż trzy punkty – przekonywał. Bohaterem meczu był Gallas. Drugą połowę zakończył on golem dla swojej drużyny, ale w ostatniej minucie pierwszej skierował piłkę ręką do własnej bramki po strzale Wayne’a Rooneya. – Próbowaliśmy grać z Manchesterem, ale się nie dało. Z takim rywalem trzeba tylko walczyć. W przerwie doszliśmy do wniosku, że nawet jeśli mamy umrzeć z wycieńczenia, zrobimy to razem, jak prawdziwa drużyna – mówił Gallas po meczu.
Arsenal pozostał liderem Premiership i ma jeszcze jeden zaległy mecz do rozegrania. Jednak ostatnie dwa remisy – z Liverpoolem i Manchesterem – pokazały, że być może jest to jeszcze za młoda drużyna, by zakończyć rozgrywki na pierwszym miejscu. Przedszkolaki Wengera, tak samo jak uwierzyły we własną siłę po 12 zwycięstwach z rzędu, tak teraz mogą zwątpić, jeśli przestanie im się układać. Lepszy rywal niż Slavia Praga w Lidze Mistrzów do poprawienia morale nie mógł im się jednak trafić. U Williama Hilla można obstawiać, ilu zawodników poniżej 20. roku życia strzeli w środę gola Czechom.
– Jesteśmy jak Roger Federer, bawimy się z rywalem, a potem włączamy piąty bieg i wygrywamy – mówił o swoim Realu Madryt trener Bernd Schuster. W sobotę Federer przegrał z Davidem Nalbandianem po raz drugi w ciągu kilkunastu dni, a Real w dwie minuty stracił dwa gole w Sewilli i punkty.To sensacja, bo Sevilla jest cieniem drużyny z poprzednich sezonów. Real pod wodzą Schustera, uskrzydlony łatwym zwycięstwem 5:1 w Valencii, przyjechał do Sewilli po trzy punkty jak po swoje, a przegrał zasłużenie. – To nie była nasza porażka, to było złodziejstwo. Sędzia Alvarez Izquierdo zwyczajnie nas obrabował – mówił po meczu Guti. Izquierdo faktycznie nie miał najlepszego dnia, ale wyniku nie wypaczył.
We Włoszech „wielkie derby Italii“ po raz pierwszy odbyły się jako małe, bo po ubiegłorocznej degradacji za korupcję Juventus nie jest już klubem, który od zawsze gra w Serie A. Jedyną taką drużyną pozostaje teraz Inter, który zresztą otrzymał tytuł mistrzowski za sezon, w którym Juventusowi udowodniono kupowanie meczów.