Od śmieciarza do selekcjonera

W niedzielę piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej zagrają w finale Pucharu Narodów Afryki. Wielka w tym zasługa ich trenera Hervé Renarda.

Aktualizacja: 06.02.2015 18:22 Publikacja: 06.02.2015 18:00

Od śmieciarza do selekcjonera

Foto: AFP

Nazywają go, jak zwykle w przypadku europejskich szkoleniowców, którzy osiągają w Afryce sukces „białym czarownikiem". On sam odpowiada na to „jestem trenerem". Może za skromnie? Drużyna WKS, choć ma w kadrze najlepszego defensywnego pomocnika Premier League Yaya Touré z Manchesteru City, jego nowego (właśnie przeszedł ze Swansea) kolegę z drużyny Wilfrieda Bony, Kolo Touré z Liverpoolu, Gervinho z Romy nie była uważana za faworyta turnieju. Przytłoczona marnym występem na mundialu w Brazylii, pozbawiona Didiera Drogby, który zrezygnował z występów w kadrze, z nowym trenerem zespół „Elephants" (Słoni) przyjechał do Gwinei Równikowej odbyć turniej, a nie go zdobyć. Przeciętna postawa w fazie grupowej, remisy z Gwineą i Mali tylko tę opinię potwierdzała.

Renard zasłużył jednak na opinię cudotwórcy. Trzy lata temu z Zambią, zupełnym outsiderem, sięgnął po tytuł najlepszej drużyny Afryki. Finał był dramatyczny, zakończył się serią rzutów karnych i zwycięstwem drużyny prowadzonej przez Renarda 8:7. Pokonanymi byli iworyjczycy z generacją piłkarzy znajdujących się szczytu europejskich karier piłkarzy: Drogby, Emmanuela Eboue, Salomona Kalou, Yayi i Kolo Touré i innych.

Niespodziewany triumf pozwolił francuskiemu trenerowi wyrobić nazwisko. Przedtem, nawet w ojczyźnie był kompletnie nieznanym szkoleniowcem, tym bardziej piłkarzem. Sportowo dorastał jednak w otoczeniu późniejszych sław. Ze względu na siłę i szybki rozwój fizyczny (zawdzięczał ją treningowi zapaśniczemu jako dziecko) był powoływany do reprezentacji młodzieżowych Francji. Grał w nich u boku przyszłych mistrzów świata Marcela Desailly'ego i Didiera Deschampsa. W Cannes, kiedyś jednym z najlepszych klubów wypuszczających w świat młodych zawodników, spotykał na treningach Zinedine Zidane. Miał też szczęście do trenerów, mógł się od kogo uczyć. Szefem szkółki piłkarskiej był wówczas w Cannes obecny menedżer Arsenalu Londyn Arsene Wenger, a dyrektorem Jean-Marc Guillou, który później stworzył w Abijdanie centrum treningowe, skąd wywodzą się m.in. bracia Toure, Gervinho, Bakari Kone. We francuskiej lidze Renard zagrał tylko raz. Mimo że dostał wówczas najwyższą notę w „L'Equipe", szybko okazało się, że do profesjonalnego futbolu się nie nadaje. – Byłem średniakiem, słabym technicznie piłkarzem – przyznał.

Długo ważyło się to, czy zostanie trenerem. Po zakończeniu kariery zawodniczej przez dziewięć lat prowadził firmę zajmującą się wywożeniem śmieci. – Codziennie pięć dni w tygodniu wstawałem o trzeciej rano, żeby opróżniać kontenery pełne śmierdzących odpadków. Jeżeli więc pytacie mnie, czy finał Pucharów Narodów Afryki i nerwówka w karnych była dla mnie ciężka odpowiadam, że nie, bo wiem przez co przeszedłem. Futbol daje mi radość – wspominał zawodową przeszłość w 2012 roku. Z pracy w zakładzie oczyszczania miasta wyrwał go jego guru Claude Le Roy'a. Późniejszy trener Kamerunu szukał asystenta pomagającego mu przy prowadzeniu zespołu w Szanghaju. – To była dla mnie wielka szansa, wyjechałem. Długo tam nie zagrzałem miejsca, potem przeprowadziłem się później do Wietnamu, ale tam korupcja była nie do opisania, musiałem więc zrezygnować. Nie miałem zupełnie wpływu na to, co się dzieje na boisku – opowiadał.

Bezrobotny w świecie piłki, zatrudnił się w hotelu na Lazurowym Wybrzeżu. Ponownie wyciągnął do niego rękę Le Roy. Najpierw wybrał go na asystenta w czwartoligowym Cambridge (odkrył tam John'y Ruddy'ego ocierającego się kadrę Anglii), a potem w reprezentacji Ghany. Jego mentor polecił go również prezydentowi federacji Zambii Kalushy Bwalyi. W ten sposób rozpoczął samodzielną pracę, zakończoną triumfem w 2012 roku.

We Francji jako trener pracował dwukrotnie, w trzecioligowym Cherbourgu i w poprzednim sezonie w Sochaux. Nie uratował najstarszego z francuskich pierwszoligowców przed spadkiem. mówił o dziwnych układach panujących w Ligue 1, jego przeciwnicy, że „poza piękną gadką" za wiele nie potrafi. Z kadrą Wybrzeża Kości Słoniowej udowadnia, że jednak potrafi.

Nazywają go, jak zwykle w przypadku europejskich szkoleniowców, którzy osiągają w Afryce sukces „białym czarownikiem". On sam odpowiada na to „jestem trenerem". Może za skromnie? Drużyna WKS, choć ma w kadrze najlepszego defensywnego pomocnika Premier League Yaya Touré z Manchesteru City, jego nowego (właśnie przeszedł ze Swansea) kolegę z drużyny Wilfrieda Bony, Kolo Touré z Liverpoolu, Gervinho z Romy nie była uważana za faworyta turnieju. Przytłoczona marnym występem na mundialu w Brazylii, pozbawiona Didiera Drogby, który zrezygnował z występów w kadrze, z nowym trenerem zespół „Elephants" (Słoni) przyjechał do Gwinei Równikowej odbyć turniej, a nie go zdobyć. Przeciętna postawa w fazie grupowej, remisy z Gwineą i Mali tylko tę opinię potwierdzała.

Pozostało 81% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Piłka nożna
Polska-Francja: Polska żegna się z Euro 2024. Mecz o honor
Piłka nożna
Euro 2024: Klasyfikacja strzelców
EURO 2024
Dwóch Polaków kończy z kadrą. Jaka reprezentacja zagra z Francuzami?
EURO 2024
Szczepłek: Dlaczego mam słabość do Kamila Grosickiego
Piłka nożna
Luka Modrić najstarszym strzelcem gola w historii Euro. Kogo wyprzedził?
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży