Wszystkie trzy zagrożone spadkiem zespoły w ostatniej – piątkowej – kolejce rywalizować będą z zespołami, które już o nic nie grają. Nie dojdzie więc do żadnej bitwy na śmierć i życie, a walko o pozostanie w lidze rozstrzygnie się korespondencyjnie.
W tej chwili w strefie spadkowej jest wciąż jeszcze Zawisza (24 punkty), który w piątek wybiera się do Chorzowa na spotkanie z Ruchem. Gdyby jednak zespół Mariusza Rumaka wykorzystał dziś atut własnego boiska i pokonał Piasta, a nie tylko bezbramkowo zremisował, miałby w piątek łatwiejsze zadanie. Zespół Rumaka od początku rundy wiosennej heroicznie walczy o utrzymanie się w lidze. Bydgoszczanie zaliczyli kapitalny początek roku, kiedy to byli niepokonani przez osiem kolejnych spotkań, z których aż sześć wygrali. To jednak kompromitująca jesień, gdy Zawisza zdobył zaledwie 9 punktów, powoduje, że utrzymanie wciąż nie jest pewne.
Przewagę własnego boiska będzie miała Korona Kielce, który u siebie podejmie w piątek Podbeskidzie. Mało brakowało, a zawodnicy Ryszarda Tarasiewicza przystępowali do tego piątkowego spotkania z pozycji spadkowej. Jednakże Olivier Kapo strzelił w Bełchatowie bramkę w doliczonym już czasie gry i zapewnił Koronie punkt. Stało się to dosłownie sekundy po tym, jak gola dla gospodarzy zdobył Paweł Baranowski. Gdyby takim wynikiem (2:1 dla GKS) skończył się mecz, Bełchatów wciąż miałby szansę się jeszcze utrzymać. To chyba ta euforia związana z osiągnięciem celu w ostatnich sekundach spotkania zdekoncentrowała zawodników Kamila Kieresia. Gol Kapo odesłał ich na przyszły sezon do I ligi.
To właśnie GKS podejmować będzie w piątek trzeci z potencjalnych spadkowiczów – Górnik Łęczna. I to właśnie zawodnicy Jurija Szatałowa mają chyba najłatwiejsze zadanie do wykonania. Pokonać u siebie rozbitą psychicznie, niewalczącą już o nic i pogodzoną z losem drużynę Bełchatowa.
Cracovia – Ruch 1:0 (Polczak 20)