Receptą na hat-tricka był tydzień lżejszych treningów?
Potrzebowałem takiego tygodnia, w którym mógłbym potrenować indywidualnie. W klubie nie ma na to szans, bo gramy co trzy dni. Cieszę się ze zwycięstwa, choć nie ma co ukrywać, że popełniliśmy kilka błędów. Być może Duńczycy prowadzili grę, ale nic z tego nie wynikało. Sami jesteśmy winni straty goli. W poprzednich eliminacjach czasami remisowaliśmy i do końca musieliśmy bić się o awans. Teraz mam nadzieję, że będziemy wygrywali te trudne mecze.
Trochę nerwów jednak się wkradło?
Bramka samobójcza może się zdarzyć każdemu, decydował przypadek. Ale przy drugim golu powinniśmy się lepiej zachować. Musimy być konsekwentni, niezależnie od tego, czy prowadzimy 2:0 czy 3:0. Gdy zaczęliśmy atakować Duńczyków, gubili się. Na Euro też bronienie wyniku nam nie wychodziło, udało się przejść Szwajcarię, ale w meczu z Portugalią już czegoś zabrakło. Musimy zawsze atakować, choć trzeba pamiętać, by robić to rozważnie. Wiemy, że jeśli zaatakujemy, rywale będą mieli problemy. Zwłaszcza tu, w Warszawie. Dobrze wyszliśmy na drugą połowę, strzeliliśmy gola, ale po chwili straciliśmy. To trochę boli. Gdyby nie ta bramka, spokojnie prowadzilibyśmy 3:0. Futbol pokazuje, że nie można być pewnym niczego. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będziemy strzelali, nic nie tracili, lepiej kontrolowali mecze.
Pojawiły się wątpliwości, czy przepisowo wykonał pan rzut karny.