Korespondencja z Paryża
Kiedy zobaczysz i posłuchasz tych opalonych, uśmiechniętych mężczyzn, wiesz, że to ludzie, którzy się lubią. Przyjaźń nie jest niezbędnym elementem sportowego mistrzostwa, bo niemało – nawet w polskim sporcie – przykładów drużyn, sztafet czy osad, którzy harmonijnie funkcjonują jedynie w szatni i na arenie, a po zawodach rozchodzą się w swoje strony, ale to jest zupełnie inna historia.
Dominik Czaja, Mateusz Biskup, Mirosław Ziętarski oraz Fabian Barański ruszyli w rejs z różnych stron, ale od dwóch lat płyną już w jednym kierunku. Połączył ich trener Wojciechowski oraz fakt, że wszyscy chcieli spełnić w Paryżu marzenia, które odpłynęły im podczas poprzednich igrzysk.
Czytaj więcej
- Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim i to zmieniło diametralnie przebieg meczu - mówi trener Język.
Barański i Czaja byli w osadzie, która zakończyła na czwartym miejscu regaty w Tokio (2021), a Ziętarski oraz Biskup – w Rio de Janeiro (2016). Teraz z tych ludzi, jednocześnie doświadczonych i głodnych, trener Aleksander Wojciechowski, który w 2008 roku doprowadził już inną polską czwórkę podwójną do olimpijskiego złota, znów skompletował skład na miarę podium.
Paryż 2024. Jak Aleksander Wojciechowski wykuwa medale dla polskich wioseł
– Aby zrobić taką osadę, potrzeba przynajmniej trzech lat. Trzeba wycisnąć z nich wszystko, co najlepsze. Ci chłopcy są trochę inni (od tych z 2008 roku –przyp. red.), dynamiczniejsi, a do tematu podchodzą weselej. Tamci po prostu mocno pracowali. I też skutecznie – mówi trener.
– Trzeba niemało szczęścia, aby zebrać podobną grupę. Zdarzają się oczywiście u nas jakieś małe sprzeczki małżeńskie, ale trwają może pół godziny, bo się lubimy – zapewnia Biskup. – Takie sukcesy, gdy dogadujemy się także poza łódką, smakują jeszcze lepiej – przyznaje z kolei Barański i podsumowuje: –Zazębiły się chyba po prostu cztery tryby ludzi nadających na tych samych falach.
Czytaj więcej
Angelika Szymańska zalała się łzami, bo jako wicemistrzyni świata zakończyła turniej olimpijski na drugiej walce. Igrzyska są raz na cztery lata i...
To 25-latek, więc w osadzie jest najmłodszy, ale pełni jednocześnie rolę najbardziej odpowiedzialną, bo szlakowego, który – w dużym skrócie – kieruje łódką oraz nadaje jej tempo. I właśnie jego najmocniej po starcie wyściskał mistrz olimpijski z Pekinu, także szlakowy, a dziś prezes Adam Korol.
Barański oraz Ziętarski byli kiedyś mistrzami Europy w dwójce (2019). Wywodzący się z poprzedniej czwórki, która otarła się o medal w Rio de Janeiro, Biskup to podobno w grupie ostoja spokoju oraz złota rączka. Czaję można zaś nazwać rzecznikiem prasowym, bo najlepiej wypada przed kamerą. Taką grupę do medalu wyszykował Wojciechowski, czyli ojciec sukcesu polskich wioseł.
Paryż 2024. Polscy wioślarze z brązowym medalem igrzysk olimpijskich
Polacy przylecieli na olimpijskie regaty jako mistrzowie świata sprzed dwóch lat. Wiedzieliśmy jednak, że nie są faworytami. Kandydatów do złota upatrywano raczej w Holendrach, a Polacy mieli stoczyć walkę z Włochami oraz Brytyjczykami o dwa pozostałe miejsca na podium. I tak właśnie było.
Holendrzy od początku wiosłowali na czele, a ich śladem podążyli Włosi. Polacy szli raczej dziób w dziób z Brytyjczykami, ale im bliżej było mety, tym bardziej ci drudzy tracili dystans. Nasi wioślarze zbliżyli się nawet do Włochów i był moment, gdy mieli szansę na srebro. Metę ostatecznie minęli trzeci. Sukces okupili tytanicznym wysiłkiem, co było widać, kiedy wytoczyli się z łódki na brzeg.
Trzeba się trochę podleczyć, pomieszkać w domu. Czas pomyśleć o innym życiu, choć ze sportem pewnie nie skończę
Powietrze nad akwenem było gęste. Człowiek najpierw je przeżuwał, a później oddychał. Tym trudniej się dziwić, że jeden z nich już na lądzie się zachwiał, drugi zwymiotował. Kiedy weszli na podium, wszystkim leciały po policzkach łzy, choć to chłopy na schwał. Innych do wioślarstwa nie biorą.
Przerwali serię czwartych miejsc, jakie czwórka podwójna zajmowała w Rio de Janeiro (2016) oraz Tokio (2021). – Przełamałem klątwę – mówi Wojciechowski. On, podobnie jak 16 lat wcześniej w Pekinie, kiedy po złoto płynęli trzykrotni mistrzowie świata okrzyknięci zgodnie „Dominatorami”, większość wyścigu spędził odwrócony do toru plecami.
Czytaj więcej
Iga Świątek podczas igrzysk mieszka poza wioską i pilnuje swoich rutyn nawet w zakresie przedmeczowej muzyki, ale ta zwyczajność dnia nie zabiera j...
Nerwów ma chyba już dość, skoro medal nazywa zwieńczeniem przygody, która zajmuje go od 30 lat. – Trzeba się trochę podleczyć, pomieszkać w domu. Pomyśleć o innym życiu, choć ze sportem pewnie nie skończę – mówi, ale jego zawodnicy się z tym nie zgadzają.
Paryż 2024. Czwórka podwójna uratowała honor polskich wioseł
Czwórka podwójna uratowała w Paryżu honor polskich wioseł. Jeszcze w październiku nasza reprezentacja miała tylko jedną kwalifikację olimpijską, później do czwórki podwójnej dołączyła jeszcze kobieca dwójka wagi lekkiej –popłynie w finale B – a więc reprezentantki konkurencji, która za chwilę znika z igrzysk na rzecz wioślarstwa morskiego. Wszyscy inni przepadli.
Brąz czwórki podwójnej był dla naszego wioślarstwa już 20. medalem olimpijskim. Ostatni raz bez podium kończyliśmy igrzyska w 1996 roku. Nad dyscypliną zebrały się czarne chmury, które rozwiewa osada Wojciechowskiego. Ma przed sobą przyszłość, więc może na dłużej niż tylko na chwilę.