Polska lekkoatletyka ma kilka gwiazd i one mogą walczyć o miejsce na podium, ma też znacznie większą grupę zawodników, dla których sam wyjazd do Berlina będzie sukcesem.
Z gwiazdami jest różnie. Mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski nie schodził z podium kolejnych mityngów. Wicemistrz w rzucie dyskiem Piotr Małachowski zaczął sezon od kolejnego rekordu Polski, ale po kontuzji palca mówi o wycofaniu się z imprezy. Anna Jesień, brązowa medalistka poprzednich mistrzostw w Osace, zwyciężyła w Złotej Lidze mistrzynię olimpijską z Pekinu na 400 m ppł. Marek Plawgo, który też był na podium w Japonii, nie jest w stanie zdobyć minimum na Berlin.
Trudno nie liczyć na Majewskiego, skoro wygrywał wczesnym latem mityng za mityngiem, a najlepszy wynik (21,26) budzi szacunek rywali. Po obozie w Spale mistrz z Pekinu ruszy na tournée: pojedzie do Berlina przez Londyn, Barcelonę i Sztokholm.
Będą tam najlepsi Amerykanie, zatem porównanie sił jest nieuniknione, ale wiara w siebie mistrza olimpijskiego nie ginie. – Jestem mocny psychicznie, potrafię walczyć z każdym, rzucam regularnie ponad 21 m, lubię berliński stadion i tłumy na trybunach – mówił Majewski, przezornie dodając, że widzi sześciu kandydatów do trzech miejsc na podium.
Drugim murowanym kandydatem do medalu miał być Małachowski – w maju poprawił rekord Polski (68,75), wygrywał, ale im bliżej startu w Berlinie, tym trudniej mu mówić o ewentualnym sukcesie. Problem to środkowy palec prawej ręki, tej, którą wyrzuca dysk. Palec jest ważny, bo pomaga w nadaniu rotacji, a bez niej dysk nie leci daleko. Lekarze dostrzegli zwapnienie i naciągnięcie więzadła, ale na razie zalecają tylko środki przeciwbólowe. Wicemistrz olimpijski uznał, że jeśli będzie w lipcu rzucał poniżej 65 m, to do Berlina nie pojedzie.