Złoto mistrzostw Polski zdobył pan szósty raz z rzędu, z 7-metrową przewagą nad rywalami. Brak konkurencji rozpręża?
Rzeczywiście, podczas mniejszych mityngów startujemy w węższym gronie i bywają problemy z motywacją. Przy okazji takich zawodów, jak mistrzostwa Polski, nie na pewno mi jej jednak nie brakuje. Każdego roku podchodzę do nich z myślą o śrubowaniu rekordu kolejnych zwycięstw.
Jak podszedł pan treningowo do sezonu, w którym odwołano wszystkie wielkie imprezy?
Wiedzieliśmy, że czekają nas jakieś starty, więc szykowaliśmy się normalnie. Nasze przygotowania nie były zaburzone, tylko inne. Wyciągnęliśmy wnioski z tej lekcji i wiemy, że do występów można się przygotować w różny sposób. Jeżeli człowiek uczciwie trenował przez ostatnich piętnaście lat, to kilka miesięcy pracy w innej formie nie sprawi, że zapomni, jak daleko rzucić.
Zapowiadał pan, że szczyt formy ma nadejść w sezonie olimpijskim…
Nie wycofuję się z tych słów, jestem pewny swoich możliwości. Pandemia koronawirusa oczywiście w pewien sposób pokrzyżowała mi plany. Nie ma co ukrywać: chciałem wreszcie rozwiązać worek z medalami poza krajem. Teraz muszę czekać, ale umówmy się - igrzyska wciąż są pod znakiem zapytania. Mamy nadzieję, że chociaż mistrzostwa świata lub Europy dojdą do skutku.
Ewentualny start w Tokio byłby pańskim drugim na igrzyskach. Będzie ich więcej?
W planach mam udział w igrzyskach w Paryżu w 2024 roku, a jeżeli zdrowie pozwoli, to i w 2028 roku w Los Angeles. O formę raczej jestem spokojny. Wiek jest tylko liczbą, wszystko zależy od prowadzenia się zawodnika i tego, jak był eksploatowany.
Ostatnio do poprawienia rekordu Polski (88.09 m) zabrakło panu metra. Uda się jeszcze w tym sezonie?
Motorycznie i technicznie jestem przygotowany, żeby poprawić rekord. Duże mityngi, na które człowiek się szykuje, zazwyczaj są jednak rozgrywane na dużych obiektach, gdzie warunki nie zawsze sprzyjają dalekim próbom. Wiatr pomaga, a na zamkniętym stadionie nie można na niego liczyć.
Gdzie jeszcze w tym sezonie pan wystartuje?
Czekają mnie zagraniczne zawody w Ostrawie i Berlinie, ale najważniejszy w końcówce sezonu będzie Memoriał Kamili Skolimowskiej. Na Stadionie Śląskim, na swojej ziemi, chcę się pokazać z jak najlepszej strony. Znów będę walczył z Niemcem Johannesem Vetterem, czyli brązowym medalistą mistrzostw świata, który jest w fenomenalnej formie. Chcę mu rzucić rękawicę i wyjść z tej rywalizacji zwycięsko.