Reklama

Ta pierwsza dekada

10. PZU Półmaraton Warszawski: Było jubileuszowo, słonecznie i rekordowo. Znów najszybciej biegali goście z Afryki.

Publikacja: 30.03.2015 22:03

Zwycięzca Limo Kiprop z Kenii na mecie

Zwycięzca Limo Kiprop z Kenii na mecie

Foto: AP/Marcin Obara

W kronikach zwycięzców półmaratonu w Warszawie przybyły pod numerem 10 dwa nowe nazwiska: Limo Kiprop z Kenii i Amane Beriso z Etiopii. Przy nich czasy, które nie są lepsze od ubiegłorocznych wyników Victora Kipchirchira i Polline Wanjiku Njeru, ale tym razem rekordy trasy nie były takie ważne.

Najważniejszy był widok na starcie: 12 996 osób z imionami i numerami na piersiach czekało przy ul. Królewskiej na strzał. Nie trzeba przypominać, że tak licznego półmaratonu jeszcze w Polsce nie widziano. Gdy po trzech godzinach z okładem przyszła wiadomość, że w limicie czasu do mety na ul. Moliera dobiegło 12 958 uczestników, można było świętować: ubiegłoroczna frekwencja poprawiona o 1809 osób. Kolejny krok, może nawet skok w rozwoju masowej pasji biegania nad Wisłą.

Tego rekordu raczej się spodziewano, bo zainteresowanie biegiem rosło z roku na rok. Jubileuszowa oprawa i zachęty, które organizator Fundacja Maraton Warszawski i sponsorzy przygotowali dla biegaczy, także zrobiły swoje.

Kiedy wielotysięczny tłum zaczął rozgrzewkę na placu Teatralnym (stołeczny poranek w Niedzielę Palmową 2015 roku był raczej rześki) i dwie białe nadmuchiwane bramy wyznaczające linię startu kołysały się na wietrze, atmosfera biegowego święta była już właściwa.

Przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli

Pogoda nie zepsuła biegu. Nie wszystkim może pasowała, jedni wolą więcej ciepła, inni mniej, zawodowcy narzekali czasem na wiatr, ale skoro słońce świeciło, to dało się biec. Po tej części rywalizacji, której celem były miejsca na podium, opowieści zostaną dość krótkie: Kenijczycy przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli; biegaczka z Etiopii też była szybsza od Polek.

Reklama
Reklama

Walka jednak była, bo nawet w kenijskiej grupie są podziały – Limo Kiprop zalicza się raczej do tych, którzy wygrywają, a nie pracują na innych. Ma w półmaratonie dobry rekord życiowy, poniżej godziny (59.55), obok Kipchirchira (59.31) był kandydatem do głównej nagrody.

Kto uważnie patrzył, dostrzegł, że bieganie zespołowe kenijskiej szóstki skończyło się mniej więcej w połowie trasy. Gdy obok stacji metra Wilanowska skręcali na Puławską, było ich z przodu trzech, za kilka chwil dwóch, Kiprop i John Lotiang Kipsang.

Wisłostradą, także tunelem, biegli razem, ale Limo Kiprop uważnie słuchał odprawy technicznej i wiedział, że na 19 km jest trudny podbieg i tam uciekł koledze.

Lider pokonał 20 km dokładnie w tym samym czasie co rekordzista Kipchirchir rok temu, więc dyrektor Tronina zachęcał Kenijczyka do zwiększenia wysiłku, ale na staromiejskich ulicach o przyspieszenie niełatwo. Zabrakło 4 sekund, by zapisać nazwisko nowego rekordzisty trasy w Warszawie.

Z naszej elity półmaratończyków najlepiej wypadł ubiegłoroczny mistrz Polski Adam Nowicki, prywatnie żołnierz zawodowy z przydziałem w Szczecinie. Poprawił rekord życiowy (teraz 1:04.17), był siódmy. Arkadiusz Gardzielewski, jedyny Polak, który wygrał w Warszawie, trochę za nim, tak samo jak Szymon Kulka, młody biegacz (rocznik 1993), o którym mówią, że może za parę lat dołoży Kenijczykom.

Wśród pań wygrała Amane Beriso, która dopiero niedawno pojawiła się w biegach ulicznych w Europie, ale wejście ma mocne. Także w Warszawie zwyciężyła bez walki bark w bark na finiszu. Miała swoją męską (w większości polską) grupę wsparcia, mogła się chować w niej przed wiatrem, a gdy była blisko mety, z gracją pozbyła się większości świty.

Reklama
Reklama

Cieszy, że na podium pojawiły się dwie Polki, choć Katarzyna Kowalska jednak nie była w stanie spełnić zapowiedzi i poprawić rekordu kraju. Trochę szkoda, bo pracowała dużo, przygotowywała się w Polsce i Meksyku, przemierzyła wiele treningowych kilometrów i też zatrudniła osobistego „zająca" Marcina Zagórnego do regulowania tempa. Wpadli na metę razem, zabrakło kilkudziesięciu sekund, by cieszyć się i z miejsca, i z wyniku.

Jeśli szukać okazji do wygrywania z Afryką w biegach długich, to łatwiej jednak jest w rywalizacji kobiet. Za drugą Kowalską i trzecią Dominiką Nowakowską przybiegły Diana Lobacevske z Litwy i Switlana Stanko z Ukrainy, dopiero szósta była Kenijka Sarah Chepchirchir, dla której przed startem domyślnie szykowano największy czek.

Odkrycie i pasja

Kiedy elita zrobiła co do niej należy, warto było zostać na trasie lub pójść na metę i patrzeć na tysiące biegaczy, którzy tak naprawdę uczynili 10. PZU Półmaraton Warszawski biegiem ważnym. Warto było słuchać tych, którzy mówili, jaka to dla nich frajda, jakie odkrycie i pasja. Ilu biegnących, tyle powodów: zdrowie, wspólnota, odchudzanie, ktoś nawet mówił, że biegnie dla rozsławienia swej gminy w Lubelskiem.

Osobiste cele w takim biegu godzą się łatwo ze społecznymi. Każdy dostrzegł Spartan w złotych hełmach, ze złotymi włóczniami, którzy w zwartym szyku biegli po huśtawkę dla dzieci na wózkach inwalidzkich.

Były starty może mniej wyraziste, ale równie ważne. Ktoś biegł w Drużynie Szpiku, ktoś inny chciał pomóc dziecku choremu na białaczkę. Aktor Marcin Dorociński nie biegł po mieście, ale w namiocie na placu Teatralnym promował akcję „Podziel się kilometrem" – 10 zł od sponsora za każdy kilometr biegu na taśmie – na szczytny cel.

„Rzeczpospolita" też biegła, zgłosiła się szóstka, wystartowała piątka, wszyscy dotarli na Miodową, ich pot i ból też się liczył. Do redakcyjnego sztambucha zapiszmy miejsca i czasy: 1207. Przemysław Wojtasik 1:33.18; 2085. Piotr Gralak 1:38.22; 6540. Janusz Drzewucki 1:57.05; 12570. Tomasz Pietryga 2:34.34; 9233. Kamila Boruchalska 2:01.07. Zajęli 91. miejsce na 123 ekipy w klasyfikacji drużynowej, ale przecież wyprzedzili zespół PKP InterCity o ponad 2 godziny (opóźnienie tego pociągu już nie może ulec zmianie), a Ministerstwo Sprawiedliwości o ponad 10 minut.

Reklama
Reklama

Biegły matki i biegli ojcowie z pociechami w wózkach, biegła pani w czwartym miesiącu ciąży (– Nie szkodzi, jeśli się gwałtownie nie przyspiesza – mówiła reporterom). Biegł Wielki Ptak z Ulicy Sezamkowej, tancerka w tiulach, parę osób w perukach, ale przebierańców w Warszawie jakby z roku na rok mniej, chyba ta moda mija.

Ostatnich witały z hałasem dziewczyny z pomponami i nawet jeśli w tle widać było dyskretną karetkę pogotowia, to nastrój nie gasł. Właściwie dla tej eskorty dziewczyn i uścisku dłoni dyrektora (tak samo witał tylko najszybszych) warto było biec nawet na końcu, tak jak pan Paweł Kostecki, który dotarł do celu w czasie 3:22.15.

Jubileusz wypadł godnie, pierwsza dekada z półmaratonem w stolicy przyniosła organizatorom i uczestnikom zasłużone poczucie sukcesu, przyszłość rysuje się nie gorzej.

Dyrektor półmaratonu Marek Tronina widzi już oczami wyobraźni 18–20 tysięcy ludzi na warszawskich ulicach i pewnie wkrótce ta wizja się spełni. Przed biegającymi Polakami jeszcze sporo startów tej wiosny, ale dla wielu najważniejsze jest to, że na horyzoncie już za pół roku kolejne wielkie wyzwanie w stolicy – wrześniowy 37. PZU Maraton Warszawski.

Lekkoatletyka
Wyjątkowy mityng Orlen Cup w Łodzi już w niedzielę
Lekkoatletyka
Polska w czołówce. 16 medali mistrzostw świata w paralekkoatletyce
Patronat Rzeczpospolitej
17. edycja Biegnij Warszawo rozpoczęła cykl Running Europe Tour 2025
Lekkoatletyka
Mistrzostwa świata w paralekkoatletyce. Drugi złoty medal Faustyny Kotłowskiej
Lekkoatletyka
Mistrzostwa świata w paralekkoatletyce. Debiut marzeń, Bartosz Sienkiewicz ze złotem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama