W kronikach zwycięzców półmaratonu w Warszawie przybyły pod numerem 10 dwa nowe nazwiska: Limo Kiprop z Kenii i Amane Beriso z Etiopii. Przy nich czasy, które nie są lepsze od ubiegłorocznych wyników Victora Kipchirchira i Polline Wanjiku Njeru, ale tym razem rekordy trasy nie były takie ważne.
Najważniejszy był widok na starcie: 12 996 osób z imionami i numerami na piersiach czekało przy ul. Królewskiej na strzał. Nie trzeba przypominać, że tak licznego półmaratonu jeszcze w Polsce nie widziano. Gdy po trzech godzinach z okładem przyszła wiadomość, że w limicie czasu do mety na ul. Moliera dobiegło 12 958 uczestników, można było świętować: ubiegłoroczna frekwencja poprawiona o 1809 osób. Kolejny krok, może nawet skok w rozwoju masowej pasji biegania nad Wisłą.
Tego rekordu raczej się spodziewano, bo zainteresowanie biegiem rosło z roku na rok. Jubileuszowa oprawa i zachęty, które organizator Fundacja Maraton Warszawski i sponsorzy przygotowali dla biegaczy, także zrobiły swoje.
Kiedy wielotysięczny tłum zaczął rozgrzewkę na placu Teatralnym (stołeczny poranek w Niedzielę Palmową 2015 roku był raczej rześki) i dwie białe nadmuchiwane bramy wyznaczające linię startu kołysały się na wietrze, atmosfera biegowego święta była już właściwa.
Przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli
Pogoda nie zepsuła biegu. Nie wszystkim może pasowała, jedni wolą więcej ciepła, inni mniej, zawodowcy narzekali czasem na wiatr, ale skoro słońce świeciło, to dało się biec. Po tej części rywalizacji, której celem były miejsca na podium, opowieści zostaną dość krótkie: Kenijczycy przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli; biegaczka z Etiopii też była szybsza od Polek.