Powiedział pan kiedyś, że bieg na 200 metrów to pańska żona, a na 100 metrów – dziewczyna. Teraz bierze pan ślub. Gdzie jest więc miejsce dla Junelle?
Na tylnym siedzeniu. Junelle sama przyznaje, że jestem mężem dla trojga.
Co jest trudniejsze: trening czy planowanie ślubu?
Skala jest podobna. Właściwie podoba mi się planowanie, muszę wręcz Junelle do niego popychać. Są rzeczy, na których jej zależy, ale większością zajmuję się sam.
Czytaj więcej
Polska zajmuje bardzo ważne miejsce w moim sercu. Przeżyłem tu najpiękniejsze chwile – mówi „Rzeczpospolitej” rekordzista świata w skoku o tyczce A...
Sezon zaczął pan bardzo późno. Jak ważnych jest tych kilka biegów przed mistrzostwami świata?
To najważniejsze biegi roku. Mowa o największych mityngach, rywalizacji na najwyższym poziomie. Przygotowuję się w ten sposób do tego, co wydarzy się podczas mistrzostw świata w Tokio (13-21 września – przyp. red.). Muszę stawiać się w takich sytuacjach. Najbliższe biegi nadadzą odpowiednie ramy mojemu umysłowi.
Treningi pokazują, że jestem dziś w tym samym miejscu co przed rokiem. Gdybyście chcieli dziś usłyszeć ode mnie jakieś szalone liczby, to ich nie dostaniecie. Musicie poczekać na Tokio
Dwa lata temu deklarował pan, że przebiegnie 100 metrów w 9.65 i 200 metrów – w 19.10. Jak dużo brakuje do tych wyników?
Treningi pokazują, że jestem dziś w tym samym miejscu co przed rokiem. Gdybyście chcieli dziś usłyszeć ode mnie jakieś szalone liczby, to ich nie dostaniecie. Musicie poczekać na Tokio.
Pana konkurencją był przez lata bieg na 200 metrów, ale teraz chwali się pan, że jest „najszybszym człowiekiem na świecie”. Co będzie ważniejsze?
Bieg na 200 metrów traktuję dość osobiście i choroba przed występem na tym dystansie podczas igrzysk złamała mi serce (Lyles zdobył w Paryżu brązowy medal – przyp. red.). Treningi wskazywały, że mogę tam poprawić rekord życiowy. 100 metrów to chwała oraz rywalizacja, która przyciąga największą uwagę. Gdybym rok temu w Paryżu wygrał bieg na 200 metrów, a brąz zdobył na 100 metrów, to nie miałoby takiego oddźwięku w Stanach Zjednoczonych. A pewnie i na całym świecie.
Czy pofarbowane na złoto włosy mają szczególne znaczenie?
Minęło trochę czasu od momentu, gdy je farbowałem. Zawsze to lubiłem. Poza tym jestem fanem anime – wiecie, Goku i te sprawy (postać z kreskówki „Dragon Ball” – przyp. red.). Ponadto Junelle powiedziała, że zakochała się w krótkowłosym Noahu. Chcę pokazać się jej z najlepszej strony, gdy będzie szła do ołtarza. Skoro więc i tak je zetnę, to dlaczego nie pofarbować ich teraz?
Czytaj więcej
Nie boję się skrajnego zmęczenia. Umiem doprowadzić swój organizm do granicy. Nie wszyscy to potrafią – mówi „Rzeczpospolitej” wicemistrzyni świata...
Jak wspomina pan złoty medal z mistrzostw świata juniorów w Bydgoszczy dziewięć lat temu?
Pamiętam to dokładnie, zwłaszcza że po tamtym zwycięstwie podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt z Adidasem. Mój brat miał też urodziny. To był wielki dzień, dużo się wtedy wydarzyło. Okazuje się, że jestem jedynym, który zdobył złoto na 100 metrów zarówno jako junior, jak i senior. Długo nie miałem o tym pojęcia, fajnie odkryć taką statystykę. Bydgoszcz to był początek mojej podróży, gdzie po raz pierwszy udowodniłem, że mogę zwyciężać także na tym najkrótszym sprinterskim dystansie, oraz zwiastun tego, co może się wydarzyć w przyszłości.
Słyszymy, że jest pan w wielu rzeczach dobry. A w czym jest pan naprawdę słaby?
W czytaniu. Dysleksja nie pomaga. Zaczęliśmy z Junelle studiować Biblię i czytamy na głosy. Są noce, gdy idzie mi naprawdę dobrze, ale również takie, kiedy dostaję po tyłku. Zdarzają się takie imiona, że czytam i… „Nie”. Idzie to mniej więcej tak: „I wtedy Bóg powiedział… Nie”. Po czym idziemy dalej.
Kishane Thompson dostał karę, bo krzyknął, wychodząc na bieżnię. Chcieli zrobić ze mną to samo. A przecież właśnie takie rzeczy ekscytują kibiców!
Jak dużo pamięta pan z tamtego wieczoru w Paryżu, gdy został mistrzem olimpijskim na 100 metrów?
Mam w głowie mnóstwo opowieści dotyczących tamtego dnia, bo to jest trochę historia o tym, że nie zawsze wszystko układa się tak, jak sobie zaplanowałeś. A po mistrzostwach świata wszyscy przecież na mnie patrzyli! Zamówiłem sobie nawet specjalne rzeczy z Yu-Gi-Oh, żeby je założyć na igrzyska, bo wiedziałem, że to zostanie zauważone. Aż przyszedł półfinał, który przegrałem. Byłem sfrustrowany. Wyrzuciłem to wszystko i poszedłem do psychologa, żeby pomógł mi to ułożyć sobie w głowie. Cały czas powtarzałem: „Muszę, muszę, muszę”, aż w końcu zrozumiałem, że muszę jedynie być sobą. A w czym jestem najlepszy? Właśnie w byciu sobą. I wszystko nagle zaczęło działać. Wyszedłem na stadion, usłyszałem nazwisko… Swoją drogą to szalone, jak działają igrzyska. Chcą cię ukarać za bycie showmanem. Kishane Thompson dostał karę, bo krzyknął, wychodząc na bieżnię. Chcieli zrobić ze mną to samo. A przecież właśnie takie rzeczy ekscytują kibiców!
Ostatecznie pana ukarali?
Nie, bo przecież nie ukarzą gościa, który im przynosi pieniądze.
Czytaj więcej
Sebastian Chmara został wybrany prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Zastąpi na tym stanowisku Henryka Olszewskiego.
Czuje się pan twarzą lekkiej atletyki?
Ujmę to tak: są wyścigi, które mają Noaha Lylesa oraz takie, gdzie go nie ma. I widzę, jaką oglądalność mają te drugie. Nie radzą sobie najlepiej. Nie mówię, że jestem twarzą sportu, ale na pewno biegi, w których występuję, wzbudzają znacznie większe zainteresowanie.
Szef World Athletics Sebastian Coe nazywa pana lekkoatletyczną gwiazdą rocka…
To dobre określenie. Tak właśnie chcę się widzieć, gdy wychodzę na bieżnię i wchodzę w interakcje z tłumem – jako showman, gwiazda rocka.
Jak scharakteryzowałby pan siebie, używając postaci anime?
Goku jest zbyt prostą postacią, jestem znacznie bardziej złożony. Wybrałbym Leloucha z „Code Geass”. Ma zdolność wpływania na innych tak, aby raz w życiu zrobili pewną rzecz, ale nie dlatego go lubię. Jest szalenie inteligentny, mądry, potężny. Wszystko precyzyjnie planuje. A to, co ja robię, nie jest przebłyskiem, lecz zbiorem momentów. Każde działanie z czegoś wynika. Naprawdę rzadko moje akcje są przypadkowe. Niemal zawsze mam jakiś powód.
Udział w rozmowie wzięli przedstawiciele kilku redakcji