Czy jest pani zadowolona z występu w Glasgow?
Najbardziej — z rekordu Polski (6.98), bo chciałam go pobić już podczas mistrzostw kraju, ale wtedy jeszcze się nie udało. Po biegu finałowym pomyślałam sobie: „Szkoda”, ale dziś już mogę powiedzieć, że srebro to wciąż spełnienie marzeń. To był mój cel — zdobyć jakikolwiek medal. Jego kolor więc mnie cieszy.
Czytaj więcej
Halowe mistrzostwa świata w Glasgow potwierdziły, że reprezentacja Polski wciąż ma gwiazdy, ale stan niektórych konkurencji pozostaje alarmujący.
Tamtejsza hala jest szczęśliwa, bo mowa o obiekcie, gdzie pięć lat temu została pani halową mistrzynią Europy…
Jest wyjątkowa, choć położono tam nowy tartan, więc było bardzo twardo. Trzy biegi dużo mnie kosztowały, bolały plecy. Nie tylko mnie, również chociażby Magdalenę Stefanowicz. Przy naszej sile nacisku kroku trochę dostaje się w kość. Hala ma jednak w sobie to, że czasami boli.
Co ma wspólnego Ewa Swoboda sprzed pięciu lat z tą, którą widzimy dziś?
To wciąż jestem ja — inna, ale ja. Starsza. Bardziej dojrzała. Świadoma tego, co chcę osiągnąć oraz stawiająca sport na pierwszym miejscu. Perfekcjonizm generalnie od zawsze był i jest w pewien sposób dla mnie ciężarem. Czy to porządek, czy makijaż - wszystko musi być u mnie na tip top. Jednocześnie takie podejście pcha mnie do przodu.
Wszyscy mówią, że trzeba mieć inne charaktery, aby się dogadać, ale my z trenerką dajemy sobie radę, skoro jeszcze się nie pozabijałyśmy
Stawianie sportu na pierwszym miejscu wymaga wyrzeczeń?
Tak, trzeba mu podporządkować wszystko: dietę, głowę, życie osobiste. Bardzo dbam też o zdrowie. Kiedy tylko mnie coś mocniej zaboli, to wiem, że trzeba się tym porządnie zająć.
Czy widziała pani wpis czterokrotnego mistrza świata Michaela Johnsona, który napisał, że "Ewa Swoboda to klasa sama w sobie i opanowała także mentalną grę?
Widziałam, bo ktoś mi podesłał. Cóż mogę powiedzieć? Jest mi bardzo miło i to prawda. Każdy taki start tak naprawdę dużo mnie jednak kosztuje. Pamiętam początek sezonu halowego. Przed pierwszym występem tak się stresowałam, że myślałam: „Nie pobiegnę". Teraz, w Glasgow, byłam już gotowa.
Komu dedykuje pani ten medal?
Całej rodzinie i trenerce Iwonie Krupie, chociaż ona też dostała swój. Sukces jest efektem naszej długiej, wspólnej pracy. Wszyscy mówią, że trzeba mieć inne charaktery, aby się dogadać, ale my dajemy sobie radę. Chyba dobrze do siebie pasujemy, skoro jeszcze się nie pozabijałyśmy. Cały czas robimy progres.
Czytaj więcej
Ewa Swoboda została w Glasgow halową wicemistrzynią świata w biegu na 60 metrów. To wyczyn, którego wcześniej nie dokonała żadna Polka.
Jakie ma pani najbliższe plany?
Jadę się gdzieś zaszyć i odpocząć: od wszystkiego oraz wszystkich. Generalnie kiedy chcę się zresetować, lubię czytać książki, jeździć samochodem albo grać w gry. Umiem sobie zająć głowę. Mam też w domu dużo zwierzątek, więc jest sporo do roboty.
Co panią zadowoli na igrzyskach olimpijskich w Paryżu?
Finał, choć żeby do niego awansować, trzeba będzie biegać w granicach rekordu Polski. To są moje cele. Czy wyjdą? Zobaczymy.
Udział w rozmowie brali przedstawiciele kilku redakcji.