Gianmarco Tamberi: Czuję dobre wibracje

W Budapeszcie chcę zostać mistrzem świata – mówi „Rzeczpospolitej” Gianmarco Tamberi, złoty medalista olimpijski z Tokio w skoku wzwyż.

Publikacja: 14.08.2023 03:00

Gianmarco Tamberi: Czuję dobre wibracje

Foto: Andrzej Iwańczuk/REPORTER

Skąd się biorą ostatnie sukcesy włoskich lekkoatletów?

Chyba nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Nawet my sami nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu w Tokio. Pięć złotych medali, podczas gdy w Rio de Janeiro nie mieliśmy żadnego, wymyka się logice. Wiem, jak wiele pracy włożyłem w to, by wygrać na igrzyskach, ile musiałem temu poświęcić. W ostatnich sześciu czy siedmiu latach startowałem w Diamentowej Lidze sam. Teraz dołączyli inni Włosi. Nasz wysoki poziom było widać choćby podczas Igrzysk Europejskich w Krakowie, gdy wygraliśmy po raz pierwszy Puchar Europy. Jako kapitan drużyny jestem z tego bardzo dumny.

Czytaj więcej

Diamentowa Liga w Chorzowie. Polskie gwiazdy kontra świat

Przetarł pan szlak?

Kiedy ktoś wygrywa, to ludzie zaczynają wierzyć, że można dokonać rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe. Dążenie do wielkiego celu popycha cię do przekraczania swoich granic.

Przyczyną nie jest zmiana systemu szkolenia lub większe pieniądze?

Raczej nie. Federacja przeszła gruntowną zmianę w 2021 roku, więc nie można przypisać jej zasług, bo to wymaga długiej pracy. Kluczowa była wiara w siebie. Jeszcze kilka lat temu włoscy lekkoatleci czuli się gorsi od Polaków, Niemców czy Brytyjczyków. Przyjeżdżali na zawody i bali się rywali. Teraz wchodzą na stadion z podniesioną głową, bo są częścią włoskiej reprezentacji, która w Tokio wywalczyła pięć złotych medali. Zawsze mieliśmy zdolnych juniorów i zawodników do lat 23, ale kiedy przychodziło do rywalizacji w grupie seniorów, brakowało medali na dużych imprezach.

Pan przed medalem w Tokio w siebie wierzył?

Kiedy obudziłem się w dniu konkursu olimpijskiego, byłem przekonany w 100 proc., że będzie świetnie. Pomyślałem: dziś jest mój dzień. Poświęciłem pięć lat życia, by znaleźć się w tym miejscu, i nie mogło mi się nie udać. Przez ten czas było wiele trudnych momentów, ale jeśli robisz wszystko, co możesz, to w chwili próby czujesz się pewny siebie. Jeśli coś ominiesz w przygotowaniach, tydzień przed zawodami dasz się wyciągnąć kolegom ze szkoły na miasto, to w dniu zawodów będziesz o tym pamiętać i zostanie z tobą przekonanie, że coś zaniedbałeś. Patrzysz na rywala i wiesz, że on jest na 100 proc. przygotowany, czuje się pewny siebie i to on jest faworytem. Przez pięć lat od igrzysk w Rio nie straciłem z oczu celu, jakim było zdobycie złota.

Kontuzja odniesiona przed Rio aż tak bardzo pana dotknęła?

Kocham występować w Polsce. Zdarzyło mi się nawet być tutaj na wakacjach

Gianmarco Tamberi

Ustawiła moje życie na kolejne pięć lat. Nie chodziło tylko o powrót, ale odzyskanie medalu, który los zabrał mi w Rio. Kontuzja przydarzyła się w trakcie ostatnich zawodów przed igrzyskami, gdzie byłbym największym faworytem. Przez miesiąc płakałem, a potem powiedziałem sobie, że wystarczy już łez. Pięć lat pracowałem ciężko na coś, co mogło się okazać niedoścignionym marzeniem, może nawet za dużym jak na powrót po takiej kontuzji. Nikt we mnie nie wierzył. Nawet moja mama chciała, żebym dał sobie spokój, bo uważała, że mi się nie uda. A ja chciałem wszystkim pokazać, że dam radę. I w dniu konkursu czułem, że to jest ten moment.

Sam przeciwko całemu światu…

Dokonałem czegoś, w co nie wierzyło 99,9 proc. ludzi, choć pewnie pięć lat wcześniej stawialiby pieniądze, że zdobędę złoto. Nic tak nie pcha do przodu jak chęć zaimponowania ludziom, na których ci zależy.

Czytaj więcej

Igrzyska Europejskie. Powtórki z Tokio nie będzie

To pomaga wytrwać w reżimie treningowym, ale czasami pewnie chciałoby się wyjść z ludźmi, odprężyć się?

Równowaga między pracą a życiem jest ważna, ale w tamtych latach wszystko podporządkowałem temu, żeby skakać wyżej. Robiłem przerwy tylko wtedy, gdy czułem, że potrzebuję tego, by skakać wyżej, a nie po to, żeby się zabawić z przyjaciółmi. Pewnie przez te pięć lat byłem blisko depresji. Mój umysł był nastawiony na złoto, nic innego.

To ryzykowne podejście…

Budziłem się rano i myślałem, żeby skakać choćby o milimetr wyżej. Frustrujące było to, że w ciągu tych pięciu lat wynikami nawet nie zbliżyłem się do poziomu mistrza olimpijskiego. W dniu, w którym odniosłem kontuzję, skoczyłem 2,39 m, a próbowałem 2,41 m. Rok po kontuzji skakałem 2,29 m albo maksymalnie 2,31 m. W ostatnich zawodach przed Tokio byłem na końcu stawki, z wynikiem 2,20 m. Płakałem jak dziecko całą noc z rodzicami i żoną. Starali się być blisko mnie, ale nie wiedzieli, jak mi pomóc. Jak pocieszyć kogoś, kto marzy, ale nie jest w stanie zbliżyć się do tego marzenia? Tę historię można opowiadać każdemu i jestem dumny z tego, że tak się to potoczyło.

Przez te pięć lat cel stał się obsesją. I w końcu pan wygrał. Jak potem znaleźć motywację?

Mówiłem sobie, że po Tokio już nie będę skakał, bo nic tak mnie nie zmobilizuje. Wcześniej nie miałem życia, tylko cel, a po zdobyciu medalu znów się uśmiechałem. Teraz chcę się cieszyć lekkoatletyką tam, gdzie wcześniej była tylko frustracja. Wychodzę na stadion i cieszę się tym, co robię. Moje cele? Drugi złoty medal olimpijski w skoku wzwyż, czego nikt nie osiągnął, albo mistrzostwo świata, czego jeszcze nie mam w swoim dorobku. Napędza mnie coś pozytywnego.

Zmienił pan nawet trenera…

Do tej pory trenował mnie ojciec. W tym roku zdecydowałem się na rozpoczęcie startów później, bo z nowym trenerem chcieliśmy się lepiej poznać. Poza tym trzeba było wyleczyć pewne kontuzje, bo przed Tokio dałem sobie porządnie w kość. Teraz jestem gotowy na nowe wielkie wyzwania. Mam energię, której nie czułem po kontuzji.

Skacze pan z zegarkiem na ręce. Nie waży za dużo?

Jest superlekki. Śmieję się, że został zaprojektowany dla skoczków wzwyż. Startuję z nim od dwóch, trzech lat. Pomaga mi kontrolować czas podczas zawodów. Nie rozumiesz tego, kiedy jesteś młody, ale to naprawdę pomaga, kiedy wiesz, jak długo leżałeś, ile czasu się ruszałeś.

Czytaj więcej

Katar chce igrzysk olimpijskich za każdą cenę

Czas na zawodach trzeba planować?

Nasze konkursy trwają długo – 1,5–2 godz. W tym czasie masz sześć do ośmiu prób, które trwają po 30 sekund. Musisz być gotowy dokładnie w tej sekundzie, w której to konieczne. Jeśli nie wiesz, jak podzielić sobie ten czas, możesz wpaść w kłopoty.

Podobno lubi pan zawody uliczne?

Miło jest skakać na stadionie, kiedy dopinguje cię 40 tys. ludzi, ale w takich ulicznych zawodach ludzie są w zasięgu wzroku, widzisz ich, a oni mogą zobaczyć z bliska, co robisz, jak się ruszasz, nawet twoją mimikę. Czują napięcie. Widzą, że skok na 2,35 m albo 2,40 m to naprawdę wysoko. Na stadionie trochę tej magii tracisz.

Mierzy pan w tytuł w Budapeszcie, ale Mutaz Barshim, z którym wspólnie zdobyliście olimpijskie złoto w Tokio, też na pewno tego chce…

Jest dwóch–czterech skoczków, którzy celują w mistrzostwo świata. Cieszę się, że mogę rywalizować z tak wspaniałym zawodnikiem i człowiekiem jak Mutaz. To przywilej. Nie było w historii lepszego skoczka wzwyż niż on, choć nie pobił rekordu świata. Mityng Diamentowej Ligi w Chorzowie był dla nas wyznacznikiem, w jakim miejscu jesteśmy na miesiąc przed startem w Budapeszcie. Kocham występować w Polsce – publiczność zna się na lekkiej atletyce, wie, jak dopingować sportowców. Zdarzyło mi się nawet być tutaj na wakacjach. Przed mistrzostwami świata czuję pozytywne wibracje.

Skąd się biorą ostatnie sukcesy włoskich lekkoatletów?

Chyba nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Nawet my sami nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu w Tokio. Pięć złotych medali, podczas gdy w Rio de Janeiro nie mieliśmy żadnego, wymyka się logice. Wiem, jak wiele pracy włożyłem w to, by wygrać na igrzyskach, ile musiałem temu poświęcić. W ostatnich sześciu czy siedmiu latach startowałem w Diamentowej Lidze sam. Teraz dołączyli inni Włosi. Nasz wysoki poziom było widać choćby podczas Igrzysk Europejskich w Krakowie, gdy wygraliśmy po raz pierwszy Puchar Europy. Jako kapitan drużyny jestem z tego bardzo dumny.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Lekkoatletyka
Memoriał Ireny Szewińskiej. Natalia Kaczmarek i Paweł Fajdek błyszczą formą
Lekkoatletyka
Memoriał Ireny Szewińskiej. Gwiazdy wystąpią w Bydgoszczy
Lekkoatletyka
Lekkoatletyka. Najgorsze mistrzostwa Europy od 12 lat
Lekkoatletyka
Rekord Polski Natalii Kaczmarek. Nastała nowa epoka w polskiej lekkoatletyce
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Lekkoatletyka
Natalia Kaczmarek: Nogi zaczęły się kręcić
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży