W 2021 roku, też w sierpniu, świat zobaczył jej twarz i usłyszał głos z posterunku policji na tokijskim lotnisku Narita. Znalazła się tam, chociaż nie chciała zostać wykluczona z igrzysk i wracać pod przymusem do Mińska. Tak zażądali białoruscy trenerzy i działacze olimpijscy, którym nadepnęła na odcisk.
Sprawę zaczęła dyskwalifikacja trzech białoruskich sprinterek zgłoszonych do startu w sztafecie 4x400 m. Organy antydopingowe podały, że wielokrotnie nie dostały informacji o ich pobycie podczas przygotowań i nie mogły przeprowadzić testów, a to oznacza odsunięcie od startów i polemizować z tą decyzją nie można. Działacze lekkoatletycznej ekipy Białorusi uznali, że jest wyjście – wziąć inne sprinterki do sztafety i jakoś załatać dziurę.