Armand Duplantis: Chcę dawać dobre przedstawienie

Kiedy oklaskują cię tłumy, możesz poczuć się niezwyciężony, jak superbohater – mówi „Rzeczpospolitej” rekordzista świata w skoku o tyczce Armand Duplantis.

Publikacja: 19.07.2023 03:00

Armand Duplantis

Armand Duplantis

Foto: omega/mat. pras.

Podczas zawodów sprawia pan wrażenie bardzo wyluzowanego. Czy odczuwa pan w ogóle presję?

Staram się skupiać na sobie, bo tylko to mogę kontrolować. Presja zewnętrzna się nie liczy, co nie oznacza, że podchodzę do zawodów lekko. Z drugiej strony uważam, że im jesteś lepszy, tym bardziej stajesz się wyluzowany i wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze. Przez ostatnich kilka lat dużo osiągnąłem. Nie muszę już niczego udowadniać, ale wiem, na co mnie stać i jak jestem dobry. Kiedy wychodzę na rozbieg, to zawsze z myślą, że powinienem wygrać.

Czytaj więcej

Armand Duplantis – urodzony, by latać

Można dzięki temu pozwolić sobie na odstępstwa od twardych zasad?

Na szczęście nie musimy trzymać ścisłej diety. Nasza dyscyplina jest bardzo techniczna, a z drugiej trzeba poradzić sobie z tyczką, a im ona jest twardsza, tym więcej siły trzeba. Mamy sporo wspólnego ze sprinterami. Musimy być szybcy oraz silni i kumulować energię, którą potem z siebie wyrzucimy. Dlatego nasz organizm potrzebuje wielu kalorii. To jedyna droga, żeby zachować równowagę.

Może pan być gwiazdą na miarę Usaina Bolta, który porywał widownię?

Muszę być autentyczny, naśladowanie innych nie wyjdzie mi na dobre. Bolt zrobił wiele świetnych rzeczy dla naszego sportu. Przykuwał uwagę, zapewniał dobrą zabawę, ale ja jestem inny. Zawsze, kiedy wychodzę na zawody, staram się dać dobre przedstawienie, na ile pozwalają mi zdolności i osobowość, ale nie mam wpływu, jak ludzie to odbiorą.

Pięć lat temu w Clermont-Ferrand skoczył pan 5,88 m, co przy obecnych rekordach wydaje się niezbyt imponującą wysokością, i eksplodował radością. Co teraz mogłoby pana tak ucieszyć?

Usain Bolt zrobił wiele świetnych rzeczy dla naszego sportu. Przykuwał uwagę, zapewniał dobrą zabawę, ale ja jestem inny

Armand Duplantis

Wtedy pobiłem rekord życiowy, a więc złamałem kolejną barierę, coś sobie udowodniłem. Minęło kilka lat, więc powinienem być lepszy niż wtedy. Kiedy biję jednak kolejny rekord i przesuwam go o centymetr, reakcja pozostaje taka sama. Chodzi o to, że jestem lepszy, niż byłem jeszcze przed chwilą. To wspaniałe uczucie. Dzięki temu wiesz, że idziesz w dobrym kierunku. Chciałbym kiedyś przeskoczyć 6,30 m. To mój wielki cel.

Przesuwa pan rekord świata centymetr po centymetrze. Nie kusi, żeby od razu porwać się na więcej?

Kiedy bijesz rekord, to chciałbyś zwiększyć maksymalnie swoje szanse na sukces, bo to wyjątkowa chwila. Tylko że wysokość 6,24 m nie da mi większej satysfakcji niż skok centymetr niżej. Może kiedyś nadejdzie dzień, kiedy poczuję się wspaniale, wszystko będzie się układało w piękną całość, pokonam np. 6,25 m i wtedy od razu spróbuję zaatakować wymarzone 6,30 m. Pamiętajmy jednak, że skakanie na takiej wysokości jest bardzo trudne, potrzebujesz idealnych prób. Wydaje mi się, że wiem, co powinienem zrobić, ale nigdy tego jeszcze nie dokonałem, więc mówimy jedynie o moich wyobrażeniach, kompletnie nieznanym terytorium.

Podczas treningów używa pan czasami najtwardszych tyczek, żeby przygotować się na taką okazję?

Nie, bo nie mam wtedy wystarczającej szybkości na rozbiegu. W czasie przygotowań nie potrafię powtórzyć prędkości, którą rozwijam w trakcie zawodów – do tego potrzeba adrenaliny, energii, ludzi, całej otoczki. Kibice dają energię, którą trudno wyzwolić w czasie zajęć, gdy jesteś sam, na pustej bieżni. Kiedy oklaskują cię tłumy, możesz poczuć się niezwyciężony, jak superbohater. Pojawia się uczucie, że mogę wszystko. Mając to wrażenie, rzeczywiście masz większą szansę, aby zrobić coś niezwykłego.

Czytaj więcej

Mozart tyczki znów zachwyca. Armand Duplantis pobił rekord świata

Tyczka, bieżnia, człowiek. Więcej nie potrzeba do treningu?

Trening z tyczką mam raz w tygodniu. Pozostały czas poświęcam na przygotowanie siłowe, szybkościowe, gimnastykę. Sporo czasu przeznaczam na sprinty, bo to bardzo ważne. Nie używam zbyt wiele sprzętu, bo to staroświecki sport. Zaawansowana technologia raczej się nie przydaje.

Nie monitoruje pan organizmu?

Dobrze znam swoje ciało, nieźle śpię, a to pomaga mi się właściwie zregenerować. Wiem sam, kiedy odpuścić, a kiedy się zbliżyć do granic wytrzymałości. Skaczę w zegarku Omegi, ale waży tylko 55 gramów, jest ultralekki, więc właściwie go nie czuję. Przydaje się, żeby sprawdzać czas, bo zawody trwają długo, czeka się na swoje próby, czasem coś trzeba przegryźć. Dobrze móc wszystko kontrolować.

Omega

Interesuje się pan fizyką? To mogłoby pomóc w przygotowaniach…

Mój dziadek jest fizykiem, ale on jest mądrzejszy ode mnie. Sportowiec chyba nie musi tego wiedzieć. Uważam, że wyczucie jest ważniejsze. Jestem typem człowieka, który bazuje właśnie na nim, a nie na matematycznych wyliczeniach. Warto oczywiście pamiętać, że w skoku o tyczce najważniejsza jest szybkość, i na tym się skupiam. Jeśli będę odpowiednio szybki na rozbiegu, to myślę, że utrzymam się na szczycie list światowych. Kibice, oglądając naszą dyscyplinę, także powinni na to patrzeć. Jeśli chcesz przewidzieć, kto wygra, a kto będzie ostatni, to patrz na prędkość na rozbiegu.

A skąd u pana pasja do golfa?

Zaczęło się w trakcie pandemii. Granie w golfa dawało mi poczucie wolności. W trakcie rozgrywki możesz wyczyścić umysł i koncentrować się tylko na uderzeniach. To jeden z najlepszych sportów, choć bardzo skomplikowany. Cenię go także za to, że pozwala być jednocześnie w otoczeniu przyrody i z przyjaciółmi. Gram więc, kiedy tylko się da. Latem, w trakcie sezonu – udaje się co dwa–trzy tygodnie. Zazwyczaj z tatą. Mamie się to nie podoba. Raczej zachęca mnie do odpoczynku, no i nie lubi, kiedy znikam z domu na kilka godzin.

Podczas zawodów sprawia pan wrażenie bardzo wyluzowanego. Czy odczuwa pan w ogóle presję?

Staram się skupiać na sobie, bo tylko to mogę kontrolować. Presja zewnętrzna się nie liczy, co nie oznacza, że podchodzę do zawodów lekko. Z drugiej strony uważam, że im jesteś lepszy, tym bardziej stajesz się wyluzowany i wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze. Przez ostatnich kilka lat dużo osiągnąłem. Nie muszę już niczego udowadniać, ale wiem, na co mnie stać i jak jestem dobry. Kiedy wychodzę na rozbieg, to zawsze z myślą, że powinienem wygrać.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Lekkoatletyka
Memoriał Ireny Szewińskiej. Natalia Kaczmarek i Paweł Fajdek błyszczą formą
Lekkoatletyka
Memoriał Ireny Szewińskiej. Gwiazdy wystąpią w Bydgoszczy
Lekkoatletyka
Lekkoatletyka. Najgorsze mistrzostwa Europy od 12 lat
Lekkoatletyka
Rekord Polski Natalii Kaczmarek. Nastała nowa epoka w polskiej lekkoatletyce
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Lekkoatletyka
Natalia Kaczmarek: Nogi zaczęły się kręcić
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży