Do światowej czołówki skoku wzwyż weszła dość niespodziewanie i późno, ale za to z przytupem. Pierwsze znaczące zawody międzynarodowe wygrała, gdy miała już 27 lat. W 2013 roku wywalczyła złoty medal uniwersjady w Kazaniu, uzyskując 1,96 m. Na mistrzostwach świata w Moskwie, rozgrywanych w tym samym roku, już tak dobrze nie było. Siódme miejsce, 1,93 m i 10 cm straty do triumfatorki Swietłany Szkoliny z Rosji.
Ale rok temu zawodniczka z Białegostoku sprawiła ogromną niespodziankę. W Sopocie została halową mistrzynią świata (2 m).
Od tego momentu kariera Kamili Lićwinko przyspieszyła. Bez większych kłopotów miała przywieźć medal z ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Zurychu, ale na przeszkodzie stanęła kontuzja stawu skokowego.
Teraz ze zdrowiem też nie jest idealnie, noga nadal boli, ale dla zawodniczki nie stanowi to problemu. 22 lutego w czasie halowych mistrzostw Polski w Toruniu Lićwinko ustanowiła rekord Polski – 2,02 m. To także najlepszy w tym roku wynik na świecie.
– Czasem do mnie nie dociera, że jestem najlepszą polską zawodniczką w historii. Mogę jechać na zawody i rywalizować z najlepszymi jak równy z równym. Nie spodziewałam się, że mogę tyle skoczyć – mówiła liderka światowych tabel.