Świętowanie miało być już w piątek, ale skazywani na porażkę w tej rywalizacji gracze z Florydy zagrali świetne spotkanie i zwyciężyli wtedy 111:108. Wściekły LeBron James uciekł wtedy szybko do szatni. Być może obawiał się, że to początek większych kłopotów i zapowiedź finałowej klęski, która na zawsze przypięłaby mu łatkę gwiazdy, która przegrywa w decydujących momentach?
W niedzielę nic z tych obaw nie zostało. Lakers postawili na twardą obronę i już przed przerwą wypracowali 28 punktów przewagi (decydująca okazała się druga kwarta). W tym momencie sprawa zwycięstwa była praktycznie rozstrzygnięta.