W ostatnich sezonach drużynie Lotosu dwukrotnie zdarzało się przegrywać w finale, mimo że po czterech spotkaniach prowadziła 3-1. Teraz też do dziesiątego w historii klubu tytułu brakuje gdyniankom tylko jednej wygranej, ale nie będzie łatwo, nawet we własnej nowej hali. W zespole Lotosu już do końca sezonu nie zagra przecież najlepsza zawodniczka, gwiazda rozgrywek amerykańskiej WNBA Tamika Catchings, która w trzecim meczu w Gorzowie doznała kontuzji oka.
– Po raz pierwszy w finałach przechyliliśmy szalę zwycięstwa na naszą korzyść, co nie udawało się także w wyrównanych poprzednich spotkaniach. Mam nadzieję, że to będzie przełomowy moment w rywalizacji. Jedziemy do Gdyni, by dalej walczyć – zapowiada trener AZS Dariusz Maciejewski.
– Gorzów to waleczny zespół, który gra twardo do końca. Od samego początku podchodziliśmy do rywali z szacunkiem. Walczyliśmy o zwycięstwo i będziemy walczyć dalej, by zdobyć złoty medal – komentuje trener Lotosu Jacek Winnicki.
W półfinale mistrzostw Polski mężczyzn Asseco Prokom Sopot prowadzi z Anwilem Włocławek 2-0, a PGE Turów Zgorzelec z Energą Czarnymi Słupsk 2-1. Kolejne mecze odbywają się w sobotę i niedzielę we Włocławku i Słupsku.
Każdemu zależy na jak najszybszym awansie, bo to daje ewentualnie dodatkowe dni odpoczynku przed rywalizacją o złote medale.
Gra się do czterech zwycięstw i w tej sytuacji bliżej do finału mają obrońcy tytułu z Sopotu. Asseco Prokom wygrał u siebie dwukrotnie. Anwil mocno się stawiał, w końcówkach obydwu spotkań wyniki nie były rozstrzygnięte, ale drużynie z Włocławka brakowało sił.
Wobec kontuzji Stipe Modricia i Milosa Paravinji trener Igor Griszczuk wpisuje do meczowego protokołu tylko dziesięciu zawodników, a na boisko wpuszcza ośmiu. Wąskim składem trudno utrzymać intensywność gry, nawet najlepiej pomyślanej, przeciwko rywalowi, który korzysta z 11 pełnowartościowych zawodników. Dłuższa ławka zawodników była kluczem do sukcesu Prokomu w dwóch pierwszych meczach.
Trener Tomas Pacesas ma ten komfort, że każdy z jego zawodników jest w stanie odegrać rolę lidera i pomóc zespołowi wyjść z tarapatów. To tylko kwestia odpowiedniego zestawienia składu.
Teraz jednak rywalizacji przeniosła się do Włocławka, gdzie zespół z Sopotu zawsze miał problemy z wygrywaniem. Jeśli uda mu się wygrać w sobotę lub w poniedziałek, będzie już jedną nogą w finale. A może załatwi sprawę bez konieczności powrotu do Sopotu?
W przypadku drugiej pary półfinałowej pewne jest, że zespoły wrócą do Zgorzelca, gdzie na środę zaplanowano piąty mecz. Broniący wicemistrzowskiego tytułu PGE Turów na początek rywalizacji przegrał praktycznie wygrany mecz, w drugim srogo się zrewanżował, a w trzecim już w Słupsku w przekonywujący sposób odebrał rywalom straconą na kilka dni przewagę własnego parkietu.
Turów chwilami pokazuje w tej rywalizacji znakomitą koszykówkę, z szybkimi kontratakami, finezyjnymi podaniami Tyusa Edneya, rzutami z dystansu Damira Miljkovicia (w piątkowym meczu 6/9 za trzy punkty) czy Roberta Witki. Czarni są zespołem walecznym, ale nie zawsze skoncentrowanym na taktycznych pomysłach trenera Gaspera Okorna. Jeśli w dodatku grającym nazbyt indywidualnie Amerykanom zabraknie skuteczności, trudno wygrywać mecze nawet w twierdzy Słupsk. W piątkowym spotkaniu (80:65 dla Turowa) goście mieli aż 21 asyst, Czarni tylko 8. To o czymś świadczy.
[ramka][b]Sobota[/b]
Anwil Włocławek – Asseco Prokom Sopot (godz. 18.15, TVP Sport)
[b]Niedziela[/b]
Lotos PKO BP Gdynia – AZS PWSZ Gorzów Wlkp. (godz. 13.15, TVP Sport)
Energa Czarni Słupsk – PGE Turów Zgorzelec (godz. 16.00) [/ramka]