Liga NBA to bezwzględny biznes, w którym przetrwają tylko najlepsi i najsilniejsi. Na miejsce każdego zawodnika czeka tysiąc chętnych, a liczba zdolnych zawodników, w których władze klubów mogą przebierać, jest praktycznie nieograniczona. Nawet jeśli kilka lat temu byłeś uważany za wielki talent i postawił na ciebie sam legendarny trener San Antonio Spurs Gregg Popovich, wybierając w drafcie z numerem dziewiątym, to teraz może to już nic nie znaczyć. Na każdym treningu trzeba potwierdzać swoją wartość i nieustannie iść do przodu.

Boleśnie przekonał się o tym Jeremy Sochan, który tuż przed startem sezonu stracił miejsce w składzie Portland Trail Blazers. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Reprezentant Polski grał w czterech meczach przedsezonowych, a w kilku momentach pokazał się tam z całkiem niezłej strony – przede wszystkim trafiał rzuty z dystansu (cztery trójki w pięciu próbach), co jeszcze niedawno było jego dużym problemem.

Jeremy Sochan zwolniony. Czy zagra jeszcze w NBA?

– Wypadł w tych meczach całkiem przyzwoicie. Poprawił technikę rzutu, co się rzuca w oczy. Wcześniej jego rzut miał trzy fazy, podczas gdy powinna być jedna. Teraz ruch jest płynny. Przeciwko Golden State Warriors trafił tzw. akcję catch and shoot (złap i rzucaj). W sumie w tamtym spotkaniu wykonał dwa celne rzuty z dystansu. O jego pracy letniej było cicho, ale musiał się mocno starać, bo nie tak łatwo się pozbywa złych nawyków – ocenia dla „Rz” trener Mirosław Noculak.

Sochan był aktywny także w innych elementach, z których był znany w NBA: walczył o zbiórki, podawał, miał nawet przechwyt. W jednym z meczów grał nawet jako rozgrywający, czyli tak, jak nie raz ustawiał go w San Antonio Popovich. Pod wodzą Mitcha Johnsona Sochan stracił miejsce w składzie. W ostatnim sezonie Polak grał coraz mniej, a to był ostatni rok jego gwarantowanego kontraktu. Z Teksasu Sochan trafił do New York Knicks (choć podobno miał propozycje z wielu innych klubów), z którymi został mistrzem NBA, ale odgrywał tam minimalną rolę, chociaż pojawił się na parkiecie nawet w wielkim finale przeciwko Spurs.

Latem musiał poszukać nowego pracodawcy. I znów na horyzoncie pojawiały się inne ekipy, m.in. Minnesota Timberwolves, gdzie gwiazdą jest Anthony Edwards. Sochan postawił jednak na zespół ze stanu Oregon. Drużyna ze środka stawki, z ambicjami na grę w fazie play-off, wydawała się dobrym wyborem, tym bardziej że na pozycji skrzydłowych nie miała wielu gwiazd. Można tam było odbudować karierę i znów wyrobić sobie solidną pozycję w NBA, bo przecież Polak ma dopiero 23 lata i już bardzo duże doświadczenie.

Czytaj więcej

Od skarpetek do pierścienia. Polska doczekała się mistrza NBA, Jeremy Sochan świętuje

Trener Micah Nori zdecydował jednak inaczej – i to w ostatniej chwili. Nie wiadomo, jak teraz potoczy się kariera Sochana, czy zostanie w USA, grając np. w lidze G-League w jednym z zespołów filialnych i czekając na szansę podpisania krótkiego kontraktu. Zawsze może być też komuś potrzebny, kiedy sezon się rozkręci i zdarzą się kontuzje. Szanse na powrót do NBA ciągle są.

Jeśli Sochan zdecyduje się na grę w G-League, to może spotkać się na parkiecie z Igorem Miliciciem juniorem, który ciągle marzy o występach na parkietach NBA. W zeszłym roku, mimo kontuzji kolana, podpisał umowę z Philadelphia 76ers, ale grał tylko w drużynie filialnej. Teraz sięgnęli po niego Knicks, ale od razu wysłali do zespołu Westchester.

Czytaj więcej

Architekt, rzeźnik i empatyk. Sukces to zasługa nie tylko koszykarzy, ale i trenerów

– Grając w Westchester Knicks musi liczyć na kontuzje innych graczy. Dobrze, że tam jest, że jest uparty, że chce się dostać do NBA. Latem w meczach reprezentacji Polski było widać, że się poprawił. Na angaż w NBA ciągle nie jest za późno. Jeden z debiutantów Yaxel skończył niedawno 24 lata. Był przez sześć lat w szkołach wyższych i całkiem dobrze wygląda, wychodził w pierwszej piątce Golden State Warriors w meczach przedsezonowych, więc to jest nadzieja dla Igora. Szkoda, że nadal tak mało naszych graczy jest w kręgu zainteresowań klubów NBA. Trzeba coś zmienić w naszym szkoleniu i popularności koszykówki. Niemcy pokazali, że można to zrobić i teraz mają sporą grupę swoich zawodników za oceanem – mówi Noculak.

Wraca NBA. Od 2018 r. nikomu nie udało się obronić tytułu

O kontrakt tego lata walczył nawet 30-letni Jon Elmore i podpisał umowę z San Antonio Spurs. Jeśli Milicić dostałby szansę debiutu w drużynie mistrzów NBA, to byłoby coś wyjątkowego. To ciągle zespół, który stawiany jest w gronie faworytów do tytułu, chociaż od 2018 r. nikomu nie udało się obronić mistrzostwa.

Oczy kibiców będą zwrócone na Philadelphia 76ers, gdzie przeniósł się LeBron James, a dołączył do niego także Jaylen Brown. Ich skład wygląda naprawdę potężnie, ale to nie gwarantuje sukcesu.

– W sparingach Philadelphia wyglądała, jakby była zardzewiała. Kontuzja Ariela Hukportiego spowodowała problem na pozycjach podkoszowych, bo Joel Embiid bez jednego, a nawet dwóch solidnych zmienników nie da rady rozegrać na wysokim poziomie całego sezonu, a LeBron ma ponad 40 lat i też tylko raz wystąpił we wszystkich 82 meczach. Amerykańscy analitycy nie wymieniają Philadelphii jako faworyta do tytułu. Połączenie tylu gwiazd jest szalonym wyzwaniem dla trenera – wskazuje trener Noculak.

Czytaj więcej

Poker, mafia i gwiazdy NBA. Skandal, który może zatrząść imperium

Najwięcej osób stawia na to, że mistrzami zostaną San Antonio Spurs. Przede wszystkim mają Victora Wembanyamę, ale też innych świetnych zawodników, jak Dylan Harper czy Stephon Castle.

– Mówi się, że do walki włączą się Oklahoma City Thunder. Nowy Jork też jest wymieniany w gronie faworytów, ale może stać się ofiarą polityki właściciela. James Dolan nie chce wejść w drugi próg podatkowy i ważni gracze – Karl-Anthony Towns, Josh Hart, Tyler Kolek, Miles McBride – ciągle nie mają podpisanych kontraktów – zauważa Noculak.

Nie ma jednego faworyta i dlatego sezon zapowiada się pasjonująco. Polscy kibice powinni najmocniej ściskać kciuki za to, żeby Sochanowi i Miliciciowi nie zabrakło determinacji w pogoni za marzeniami.