Starsi kibice często kręcą głowami z niedowierzaniem, niektórzy się złoszczą, jeszcze inni uśmiechają się pod nosem, a potem dyskutują w internecie lub z kolegami. Wiele lat temu, gdy po parkietach najlepszej ligi świata biegali Michael Jordan czy Kobe Bryant, takie zagrania jak LaMelo Balla były nie do pomyślenia. Zawodnik Minnesota Timberwolves najpierw kozłował piłkę, potem podtrzymując ją jedną ręką, zrobił jakieś pięć kroków i uciekł obrońcy Miami Heat, aż w końcu trafił za trzy punkty. Sędziowie punkty zaliczyli, a sam zawodnik tłumaczył, że nie popełnił przewinienia, bo „pozwolił się prowadzić piłce” i tak naprawdę jej nie chwycił.
Czytaj więcej
Amerykanie kochają swój hymn. Grają go przed niemal każdym meczem i niektórzy mogliby pomyśleć, że ten zwyczaj już spowszedniał. Wystarczyło jednak...
Tamten mecz był wyjątkowy, bo w drugą stronę Giannis Antetokounmpo przebiegł niemal całe boisko, nie wykonując ani jednego kozła. Jak to możliwe? Najpierw w biegu chwycił piłkę, potem ją podrzucił, choć wiele osób twierdzi, że musiał poprawić chwyt po ataku LaMelo Balla, a następnie wykonał już dwutakt. Tutaj też sędziowie nie dopatrzyli się naruszenia reguł.
W europejskiej koszykówce takie zagrania by nie przeszły
Przykłady można by mnożyć, bo co chwila widzimy lub słyszymy, że jakiś koszykarz zrobił o kilka kroków za dużo, zanim wykonał efektowny wsad – i to w sytuacji, gdy nie było przy nim obrońcy. Ostatnio tak popisał się Hugo Gonzalez z Boston Celtics (jeszcze w meczu przedsezonowym), a kiedyś hitem była akcja Jamesa Ennisa III (Los Angeles Clippers), gdzie z dwutaktu zrobił się czterotakt, a sędziowie przymknęli na wszystko oko. Młody Caleb Wilson (Chicago Bulls) ograł z kolei weterana Paula George’a (Celtics), ale wcześniej dość swobodnie zmieniał nogę postawną przy piwocie. Obrazki były bardzo efektowne, a sędziowie nie odgwizdali błędu. Czy mogli tego nie widzieć?
– Chyba nie chodzi o pracę arbitrów. Trzeba zrozumieć, że NBA to jest zupełnie inny świat, to przedsiębiorstwo komercyjne. Trudno powiedzieć, czym się kierują ludzie, którzy weryfikują pracę tamtejszych sędziów. Mają swoje zasady. Powtórzę: inny świat. Polski Związek Koszykówki podąża drogą wytyczoną przez FIBA. Obserwujemy to, co dzieje się za oceanem, ale z przymrużeniem oka, bo czasem jest to na pograniczu cyrku, a wszystko podporządkowane jest, moim zdaniem, sprzedaży widowiska – mówi „Rz” Tomasz Kudlicki, dyrektor Wydziału Sędziowskiego w Polskim Związku Koszykówki (PZKosz) oraz w Polskiej Lidze Koszykówki (PLK).
Rzeczywiście, można odnieść wrażenie, że w Europie takie zagrania by nie przeszły, a sędziowie natychmiast odgwizdaliby błędy. Były trener Denver Nuggets Michael Malone mówi, że to Amerykanie wymyślili koszykówkę, ale to w Europie gra się w nią tak, jak trzeba i chociaż jemu chodzi o budowanie akcji i role na boisku, to można to przełożyć i na pracę sędziów. Tylko że to NBA jest cały czas najlepszą i najbogatszą ligą, do której każdy chce się dostać.
Czytaj więcej
Rusza kolejny sezon ligi NBA. Bardzo możliwe, że nie zobaczymy tam żadnego polskiego koszykarza. W ostatniej chwili Portland Trail Blazers zwolnili...
– Fakty są takie, że to NBA zyskuje widownię, a Euroliga, czyli najlepsze rozgrywki na Starym Kontynencie, jest trochę z boku. Amerykanie nie mają ochoty oglądać Euroligi, a Europejczycy mają ochotę śledzić mecze NBA. Zwróćmy uwagę, że Amerykanie chcą nawet wejść do Europy ze swoimi rozgrywkami, bo popyt widać tu, gdzie jest NBA. Dzieciaki będą naśladować zagrania LaMelo Balla – przekonuje w rozmowie z „Rz” dr hab. Tomasz Gackowski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.
Czy sędziowie NBA dostali wytyczne, by było mniej przerw?
Dzisiaj za oceanem dominuje gra w ataku, a mecze, w których obie drużyny zdobywają poniżej 100 punktów, należą do rzadkości. Nie zawsze tak było, kiedyś w NBA obrona była twardsza, a drużyny rzadziej rzucały z dystansu.
– Kiedyś nie było takiego poluzowania zasad, każdy błąd był odgwizdywany. Teraz z jednej strony gra stała się szybsza, więc trudniej wychwycić błędy, a z drugiej – pojawił się problem z przedłużaniem się meczów, więc wydaje mi się, że sędziowie dostali wytyczne, by było mniej przerw, stąd to przymykanie oczu na drastyczne kroki, zwłaszcza jeśli są wykończone w efektowny sposób. Wiele zmieniły też nowe przepisy dotyczące chwytu – że kroki zaczyna się liczyć dopiero od momentu, gdy piłka jest opanowana. Jeden sędzia to odgwiżdże, a drugi potraktuje jako poprawienie chwytu i stąd się bierze akcja Giannisa, który przebiegł całą salę – tłumaczy „Rz” Cezary Trybański, pierwszy Polak w NBA.
Z jednej strony koszykówka jest szybsza, a z drugiej zawodnicy uczą się nowych sztuczek, takich jak LaMelo Balla, co utrudnia pracę arbitrom. Zwracał na to uwagę komisarz i wideoobserwator FIBA, Janusz Calik w podcaście „Nie ma co gdybać”, w którym rozmawia z koszykarzami Michałem Michalakiem i Tomaszem Gielo.
– W poniedziałek mieliśmy spotkanie podsumowujące pierwszy miesiąc rozgrywek. Przesłanie jest bardzo proste: uczestnicy rywalizacji oczekują werdyktów sprawiedliwych i konsekwentnych. Trener zapewne nie będzie miał pretensji, że jakiś wątpliwy krok się prześliznął, jeśli to będzie konsekwentnie w obie strony. Dzięki dobrej pracy sędziów ma wygrać zespół lepszy tego wieczora, a niekoniecznie wyżej notowany – zwraca uwagę Kudlicki.
Wyniki oglądalności NBA się zgadzają, kibice mają o czym dyskutować
Prawda jest jednak taka, że dzisiaj w NBA wszyscy są nastawieni na atak i zdobywanie punktów, bo najwidoczniej to podoba się młodszym kibicom.
– Luka Doncić już w pierwszym sezonie w NBA miał imponujące statystyki, ale sam powiedział, że tam po prostu mniej się broni. To nie był przytyk, ale stwierdzenie faktu, że z tego powodu łatwiej mu się zdobywa punkty. To się sprawdza, bo nawet na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata, gdzie pracują sędziowie FIBA, to, koniec końców, Amerykanie wygrywają. Tam jest takie podejście: nie przesadzajmy z krokami. Jeśli parę błędów popełniliśmy, ale wyszło widowiskowo, to wszystko się zgadza – mówi Gackowski.
Czytaj więcej
Nie powinienem być porównywany do Roberta Lewandowskiego, bo on jest jednym z najlepszych piłkarzy w historii Polski, a może i jednym z najlepszych...
Dzięki temu kibice mają okazję dyskutować, czy dawne gwiazdy poradziłyby sobie w dzisiejszej koszykówce i czy dalej tak dominowałyby na parkietach, pełnych świetnych atletów. Najlepsi i wtedy byli na specjalnych prawach, chociaż w lidze było więcej „złych chłopców” takich jak Dennis Rodman, którzy potrafili uprzykrzyć życie.
– Na pewno kiedyś przymykano oko na zagrania wielkich, zwłaszcza na błąd trzech sekund, który młodym się gwizdało. Shaquille O’Neal mógł grać bardziej agresywnie, ale sama gra była twardsza, trzeba było porządnie oberwać, żeby się przewrócić. Jeśli ktoś padł na parkiet, to potem w szatni słyszał żarty, że jest miękki, ma słabe nogi i musi pracować na siłowni, dlatego każdy starał się utrzymać na nogach. Teraz NBA bardziej nastawia się na widowisko, wysokie wyniki i szybkie akcje – mówi Trybański.
Kibice muszą do tego przywyknąć. Tak długo, jak zgadzają się wyniki oglądalności, nic się nie zmieni, a kroki będą sprawą interpretacji.