O tym, że będzie trudno, wiadomo było od dawna. Do Ergo Areny przyjeżdżali aktualni mistrzowie świata i Europy, w dodatku w bardzo mocnym składzie, z zawodnikami NBA Dennisem Schroederem i Tristanem Da Silvą i takimi, którzy za oceanem grali przez wiele lat – Danielem Theisem i Isaakiem Bongą. Pozostali zawodnicy niemieckiej kadry mieli doświadczenie z Euroligi, występowali w ligach hiszpańskiej i greckiej.
Polacy takich gwiazd nie mają, choć Mateusz Ponitka, Jordan Loyd i Aleksander Balcerowski to gracze szanowani i dobrze znani w Europie. Siłą naszej kadry jest jednak zespołowość i umiejętność wznoszenia się ponad wyżyny swoich możliwości w najważniejszych meczach. Nasi koszykarze nigdy się nie poddają, nawet wtedy, kiedy rywale zbudują sobie wysoką przewagę, i za to coraz mocniej kochają ich kibice. Nic dziwnego, że w niedzielę wypełnili Ergo Arenę po brzegi i od początku głośno dopingowali biało-czerwonych, którzy w przypadku zwycięstwa byliby pewni awansu na mundial.
Polska – Niemcy. Emocje w Ergo Arenie do samego końca
Polacy mieli swój plan na ten mecz. Chcieli utrudnić grę Schroederowi i Maodo Lo, którzy potrafią wejść pod kosz lub stojąc za linią rzutów za trzy punkty, rzucić albo podać do kolegów.
Czytaj więcej
Bez Jeremy'ego Sochana polscy koszykarze zaczynają drugą rundę eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata. W czwartek w Rydze zmierzą się z I...
Na początku meczu wydawało się, że Niemcy wpadli w kłopoty. Schroeder i Loyd za przekomarzanie się przy linii bocznej dostali od sędziów po faulu technicznym, a za chwilę niemiecki rozgrywający złapał kolejne dwa przewinienia i usiadł na ławce. Co z tego, skoro zastąpił go Maodo Lo, który w niedzielę grał lepiej od swojego bardziej znanego kolegi. Podawał i rzucał za trzy punkty z trudnych pozycji i dzięki temu Niemcy pierwszą kwartę wygrali 28:15.
Potem starannie tego prowadzenia pilnowali i grali bardzo mądrze. Szybko wracali pod własny kosz, nie pozwalając Polakom na wyprowadzanie kontrataków, i zdobywali łatwe punkty spod kosza, dobijając swoje niecelne rzuty. Polacy męczyli się w ataku, często gubili piłkę. Widać było, że momentami brakowało im pewności siebie, bo czasami zamiast rzucać, próbowali znaleźć lepiej ustawionego kolegę i popełniali straty.
Jakby tego było mało, w drugiej połowie, kiedy Polakom zaczęło trochę lepiej iść, wymusili kilka strat na rywalach, zmniejszyli przewagę do siedmiu punktów, to kontuzji doznał Aleksander Balcerowski. Chwilę później fatalnie zachowali się sędziowie. Loyd trafił trudny rzut, po którym bardzo wylewnie się cieszył. Jeden z arbitrów uznał to za gesty w jego stronę i dał reprezentantowi Polski drugie przewinienie techniczne. To oznaczało, że Loyd musi zejść do szatni i na nic zdały się protesty ławki rezerwowych. Widać było, że reprezentanci Niemiec bali się najlepszego strzelca biało-czerwonych, bo Malte Delow po tej decyzji arbitrów bił mocno brawo.
Paradoksalnie, po tej sytuacji Polacy zaczęli grać nawet lepiej. Igor Milicić jr. trafił dwa razy za trzy punkty i przewaga rywali zmalała do pięciu punktów. Mało? Chwilę potem sprawy w swoje ręce wziął Andrzej Pluta, trafił i było już tylko 70:72. Trener Niemców Alex Mumbru wziął przerwę na żądanie. Ergo Arena wpadła w euforię, a Polacy jeszcze podnosili temperaturę, bo ich naprawdę trudno złamać. Ponitka zablokował wyższego od siebie Louisa Olinde, a Pluta trafił jeden rzut wolny i był tylko punkt straty.
Czytaj więcej
Jeremy Sochan podpisał z Portland Trail Blazers roczną, niegwarantowaną umowę. Z jednej strony jest to ryzyko, z drugiej – w tym zespole jego umiej...
Ostatnie minuty trzeba było oglądać na stojąco. Schroeder grał swoją najlepszą koszykówkę: trafiał, podawał, wymuszał faule, a po drugiej stronie Ponitka włączył tryb „superbohater”. W dodatku Polakom zaczęło dopisywać szczęście: po niecelnym rzucie Kamila Łączyńskiego piłka wpadła w ręce Michała Sokołowskiego, choć wokół było dwóch wysokich rywali, za chwilę Johannes Thiemann nie trafił dwóch rzutów wolnych, Maodo Lo wybił piłkę na aut, a Schroeder wyleciał za boisko, mogąc zdobyć decydujące punkty dla Niemiec.
Polska – Niemcy. Potrzebna była dogrywka
Po czterech kwartach było 83:83 i o wszystkim miała zadecydować dogrywka. W niej na początku wszystko się Polakom rozsypało. Punkty zdobył Schroeder, Olejniczak sfaulował Thiemanna, trener Igor Milicić dostał przewinienie techniczne, a sędziowie w dyskusyjnej sytuacji gwizdnęli piąte przewinienie Sokołowskiemu. A potem znów biało-czerwoni pokazali, że mają charakter ze stali. Po, jak się wydawało, nokautujących ciosach wstali, otrząsnęli się i sami wyprowadzili kilka mocnych uderzeń. Tracili już siedem punktów, a doprowadzili do remisu 94:94.
Niestety, ostatnie ciosy zadali Niemcy. Schroeder trafił dwa rzuty wolne, a Polacy nie wykorzystali ostatniej akcji. Przegrali 94:96 i jeszcze muszą poczekać ze świętowaniem awansu na mistrzostwa świata.