Michał Michalak: Każdy z nas staje nad urwiskiem

O problemach krajowej koszykówki, ściganiu europejskich standardów, planach na sportowe życie po życiu oraz o tym, dlaczego Marcin Gortat ma na emeryturze łatwiej niż inni – mówi Michał Michalak, reprezentant Polski.

Publikacja: 25.09.2023 03:00

Michał Michalak (z prawej) i Kristian Kullamae z Estonii podczas meczu półfinałowego turnieju prekwa

Michał Michalak (z prawej) i Kristian Kullamae z Estonii podczas meczu półfinałowego turnieju prekwalifikacji IO 2024 koszykarzy w Gliwicach

Foto: Zbigniew Meissner/ PAP

Czy warto w Polsce uprawiać zawód koszykarza?

Tak, choć nie traktuję w pełni mojego profesjonalnego grania w koszykówkę jako zawodu, mimo że uprawiam ten sport od siódmego roku życia. Bycie zawodowym sportowcem to po prostu spełnienie marzeń. Robienie tego, co się kocha, daje ogromną przyjemność.

To więc z pozoru idealny sposób na życie?

Bycie sportowcem na wysokim poziomie – na tle innych profesji – jest wyróżnieniem i przywilejem. Trzeba być jednak gotowym na to, że tutaj najcięższy nawet wysiłek nie gwarantuje, że się coś osiągnie. Inaczej niż w innych zawodach.

Polska Liga Koszykówki znowu gra
Wystartował sezon koszykarskiej Orlen Basket Ligi

Tytułu mistrzowskiego bronią koszykarze Kinga Szczecin, którzy w finale pokonali WKS Śląsk Wrocław. Nie brakuje głosów, że zespół z Pomorza teraz także jest faworytem.

King rozpoczął jesień od zdobycia Superpucharu Polski. Pozostała w zespole większość liderów, choć nie wszyscy, skoro odszedł MVP finałów Bryce Brown. Nowy kontrakt podpisał trener Arkadiusz Miłoszewski.

Złoto jako cel wskazuje Legia Warszawa, którą wzmocnił m.in. reprezentant Polski Marcel Ponitka. Medalowe ambicje mają także Śląsk i Anwil Włocławek.
Nowy jest sponsor tytularny, a także prezes Polskiej Ligi Koszykówki – to Łukasz Koszarek.

Sezon potrwa najpóźniej do 18 czerwca. Transmisje na antenach sportowych Polsatu i w emocje.tv.

Co jest w tym fachu łatwe, a co trudne?

To na pewno zawód przynoszący olbrzymią satysfakcję, ale trzeba mu podporządkować życie nie tylko własne, ale także rodziny. Koszykówka to nie tylko treningi i mecze, a później powrót do domu. To poświęcenie 24 godziny na dobę. Kariera może trwać kilkanaście lat, ale etap, na którym zarabia się dużo, jest znacznie krótszy. Większość zawodów jest drogą, którą idzie się latami krok po kroku. Sportowiec zaś wspina się mozolnie, osiąga szczyt i staje nad urwiskiem. Drugie życie trzeba zaczynać od zera. Już w trakcie kariery musimy myśleć, co będzie po niej. Mnie udało się skończyć studia pierwszego stopnia, a teraz finiszuję z magisterskimi.

Był pan w 2010 roku młodzieżowym wicemistrzem świata. Czy tamten sukces pomógł podjąć decyzję, aby koszykówka stała się zawodem?

Tak, bo zyskałem przekonanie, że w moich rocznikach zaliczam się do najlepszych nie tylko w Polsce, więc warto poważnie zacząć grać. Uznałem to już nie tylko za marzenie, lecz życiowy cel. Wstąpiłem na profesjonalną ścieżkę. Niczego jednak nie zaniedbywałem, bo w szkole średniej byłem jednym z najlepszych uczniów. Myślałem nawet o studiach prawniczych. Ostatecznie wybrałem ekonomię i w trzy lata zrobiłem licencjat, grając w ekstraklasie. Wiedziałem, że ta wiedza przyda mi się w życiu. Cały czas rozwijam swoje życiowe horyzonty.

Występował pan już w kilkunastu klubach, w sześciu krajach Europy, choć nie skończył jeszcze 30 lat…

Grając jako nastolatek w Sopocie, poznałem europejskie parkiety i zyskałem pewność, że koszykarska Europa to miejsce dla mnie. Już w 2017 roku miałem epizod włoski, później spędziłem cały sezon w Hiszpanii. Wróciłem do Polski i po mistrzostwie kraju we Włocławku oraz tytule króla strzelców z Legią trafiłem na dwa lata do Bundesligi. Byłem tam pierwszym punktującym, występowałem w Lidze Mistrzów. Nie do końca udał mi się poprzedni sezon w Turcji, więc trafiłem do Ostrowa.

Która z tych lig jest najbardziej profesjonalna?

Niemiecka. Wszystko mają dopięte i zawodnik nie musi się o nic martwić. Bundesliga nie jest topowa pod względem finansowym, ale organizacyjnie – perfekcyjna. Koszykarze mają umowy o pracę. W Hiszpanii kontrakty są wyższe, ale zdarza się, że ich realizowanie wymaga dłuższego czasu. Wypłaty nie zawsze są terminowe.

Czytaj więcej

Amerykanie po klęsce na mistrzostwach świata znów szykują dream team

Spośród dziewięciu klubów, których barwy reprezentował pan w Polsce, któryś ma jeszcze niezrealizowane faktury?

Moim dłużnikiem pozostaje klub ze Zgorzelca, gdzie grałem sześć lat temu. Kwota nie jest groszowa, ale jednak skromna wobec wielu innych długów tego klubu. Tych pieniędzy chyba już nigdy nie zobaczę. Inni gracze oraz trenerzy są bardziej pokrzywdzeni. Miałem to szczęście, że nigdzie w głęboką dziurę finansową nie wpadłem.

Czy dlatego, że w wielu polskich klubach występują problemy z płynnością finansową, Polacy szukają pracy za granicą?

To problem systemowy. Sporo o tym rozmawiamy. Uważamy, że czas już dorównać do standardów europejskich, choć spora grupa klubów będzie twierdziła, że specyfika finansowania sportu i koszykówki w Polsce nie pozwala na pełną płynność finansową. Zawodnicy są często w trudnej sytuacji. Wystawiają faktury, odprowadzają podatki, a wypłat nie mają. Przykład nie tylko Bundesligi pokazuje, że się da. Traktujmy pracę w sporcie jak każdą inną i płaćmy na czas.

Spotkał się pan z tym, że polskie kluby płaciły obcokrajowcom, a rodzimym koszykarzom już nie?

Takie praktyki się zdarzały i zdarzają. Wiemy, że zarabiamy ponadprzeciętnie, więc nie robimy problemu, gdy ktoś ma wobec nas miesiąc czy dwa zaległości. Jest to jednak niezgodne z prawem i nie można się godzić na wymówki.

Czy polscy koszykarze pomagają sobie w trudnych sytuacjach?

Mamy w środowisku świadomość takich problemów, ale raczej zwycięża zasada: „dobry zwyczaj – nie pożyczaj”.

Dużo zmieniło się w polskiej lidze podczas pana trzyletniej nieobecności?

Trudno to ocenić. Nadal wiele zależy od miasta czy klubu. Liga ma więcej sponsorów, jest lepiej „opakowana”, mamy więcej transmisji telewizyjnych. Zdobycie FIBA Europe Cup przez Anwil Włocławek też było pozytywnym impulsem. Kiedy w końcówce poprzedniego sezonu wróciłem na dwa i pół miesiąca, słyszałem też wiele opinii, że jest lepiej z wypłatami.

Zarabia pan, grając profesjonalnie w koszykówkę, od kilkunastu lat. Udało się coś odłożyć na emeryturę?

Profesjonalnym sportowcem można być 15 lat. Nie jestem graczem NBA, gdzie zarabia się abstrakcyjne kwoty. Koszykarze tej ligi obowiązkowo odkładają na emeryturę, a zarabiają na przyszłość własną oraz dzieci i nawet wnuków. Na szczytach Euroligi też dostaje się po kilka i więcej milionów euro za sezon. Średniej klasy europejskiej to oczywiście nie dotyczy, a nas jest najwięcej. Nie zarobimy w trakcie kariery na resztę życia, więc musimy działać rozsądnie.

Jaki ma pan plan na życie po karierze?

Wiem, że trudno będzie mi w innej roli funkcjonować w koszykówce. W klubach jest po kilkudziesięciu koszykarzy, ale miejsce tylko dla jednego generalnego menedżera. Rozwijam się więc w kwestiach ekonomii, inwestowania, śledzę giełdy. Tworzę własny kapitał wiedzy. Nikomu nie powierzam moich środków. Nie jestem jednak ryzykownym graczem. Inwestuję długoterminowo, bez spekulowania. Raczej więc indywidualne konto emerytalne niż dobra luksusowe.

Marcin Gortat to na tym polu dobry przykład?

Świetnie gospodarował zarobkami. Dzięki wielu decyzjom w trakcie kariery ma dużo frajdy z tego, co obecnie robi, i może angażować się w wiele projektów. Łatwiej mu, bo emeryturę dostaje nie z ZUS, ale z NBA.

Poleca pan młodym ludziom, aby poszli waszym śladem?

Najpierw muszą wygrać na genetycznej loterii, mieć dobre warunki fizyczne i świadomie postawić na sport. Ważna jest też świadomość, że nawet największy wkład pracy może im w sporcie nie dać proporcjonalnych rezultatów. Jest w tej dziedzinie życia wiele elementów ryzyka.

Czy warto w Polsce uprawiać zawód koszykarza?

Tak, choć nie traktuję w pełni mojego profesjonalnego grania w koszykówkę jako zawodu, mimo że uprawiam ten sport od siódmego roku życia. Bycie zawodowym sportowcem to po prostu spełnienie marzeń. Robienie tego, co się kocha, daje ogromną przyjemność.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Koszykówka
Igor Milicić: Jesteśmy zespołem. Jeremy Sochan sam nie wygra
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Koszykówka
Jeremy Sochan: Polskie barwy to największy honor
Koszykówka
Poznaliśmy mistrza NBA. Boston Celtics sięga po 18. tytuł
Koszykówka
Awans po dogrywce. Polscy koszykarze jadą na igrzyska olimpijskie
Koszykówka
Afera bukmacherska w USA. Gwiazdy NBA tańczą z diabłem