Na skoczni Rukatunturi w sobotę w zasadzie rządził sędzia od pomiarów kombinezonów, czyli pan Sepp Gratzer. Zasłużony austriacki kontroler w obu seriach znacząco zmieniał kolejność na tablicy wyników. Z premedytacją, czy nie, dobitnie przypomniał najlepszym skoczkom świata, że są twarde granice naciągania nogawek i rękawów.
Chronologia była następująca: pierwsza seria dała przez chwilę prowadzenie Roberta Johanssona przed Johannem Andre Forfangiem. Norwegowie w swych nowych białych kombinezonach wydawali się pewnymi kandydatami do sukcesów (w serii próbnej też latali daleko), ale gdy po paru chwilach pojawiły się komunikaty, że obaj nie przeszli kontroli Gratzera – to już była spora sensacja.