- O tym kto za to wszystko zapłaci, podyskutujemy w przyszłości - mówi dyrektor wykonawczy Komitetu Organizacyjnego Toshiro Muto. - Coś, co budowaliśmy przez siedem lat i miało nagle wystartować, po prostu się zatrzymało. Teraz wiele działań, które przeprowadziliśmy w tym czasie, będziemy musieli wykonać ponownie w ciągu sześciu miesięcy.
Na razie - w ramach ograniczania wydatków - MKOl ogłosił, że zmianie nie ulegnie nazwa imprezy. To w dalszym ciągu będą Tokyo 2020 Olympic Games, co jest ukłonem w stronę organizatorów, partnerów i sponsorów. Wszystkie materiały promocyjne oraz marketingowe, sprzęt, a także oficjalne pamiątki mogę spokojnie przezimować w magazynach. Nie będzie też konieczności przerabiania 5 tysięcy medali, które powstały dzięki recyklingowi zużytych sprzętów elektronicznych. To działanie zgodne z hasłem tokijskich igrzysk: „
zero waste” („zero śmieci”).
Przełożenie imprezy odbije się na japońskiej gospodarce. Prognozy są różne. Według ekspertów „Fitch” japoński produkt krajowy brutto w skali roku spadnie o 0,5-0,8 proc. Kraj musi się liczyć ze obniżeniem konsumpcji, zabraknie też oczekiwanych wpływów z turystyki. Wielu firmom, które dokonały znaczących inwestycji w nadziei na olimpijski zysk, zagrozi bankructwo, przed którym uchroni je jedynie pomoc państwa.
Dyskusyjne jest, na ile rozmiar spodziewanej recesji będzie efektem zmiany terminu igrzysk, a na ile epidemii koronawirusa. Oba problemy trudno oddzielić. Rozpoczęcie sportowej imprezy w terminie wcale nie oznaczałoby, że przyjechałyby tłumy gości zza granicy. Kupili oni wprawdzie podobno ponad milion biletów (oficjalne dane nie są znane), ale wiele europejskich krajów jest dziś zamkniętych i nie wiadomo, czy za cztery miesiące sytuacja się zmieni.
Ważne, że sytuację rozumieją sami Japończycy. Według opublikowanego w połowie marca sondażu agencji Kyodo aż 69 proc. ankietowanych nie wierzyło, że igrzyska rozpoczną się w terminie.
Dokładnej daty tokijskiej imprezy jeszcze nie ma. Wiadomo jedynie, że rozpocznie się „nie później niż latem 2021 roku”. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to miesiące wakacyjne - lipiec lub sierpień, już po zakończeniu piłkarskiego Euro 2020. Druga opcja to termin wiosenny. MKOl decyzję w sprawie nowego terminu igrzysk ma ogłosić „najszybciej, jak to możliwe”.