Wszyscy zainteresowani chcieli, by się udało, by Turniej Czterech Skoczni przetrwał, nawet w wersji koronawirusowej, akceptowalnej przez niemieckie i austriackie służby sanitarne: bez publiczności, okrzyków, bawarskiej i tyrolskiej muzyki, braw i fajerwerków.
Oznacza to względną ciszę na skoczniach (choć muzyka czasem się pojawi i spikerzy będą dla zasady pełnić swą rolę) oraz chyba najbardziej dojmujący wieczorny spokój w dniach konkursów na ulicach Oberstdorfu, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen. Znikną podesty i sceny przygotowywane na uroczyste dekoracje zwycięzców, znikną barwne i hałaśliwe korowody kibiców między dziesiątkami stoisk z preclami, bułkami i parówkami, gorącym rosołem, wątrobianymi knedlami, piwem i grzanym winem, nie będzie trąb, flag, balonów i szalików.