W Vancouver leje od tygodnia, a w Whistler w wyższych partiach gór pada śnieg. Czyli pogoda taka jak na początku igrzysk, które przyniosły polskim sportowcom sześć medali.
Cztery lata temu na paraolimpiadzie w Turynie gwiazdą była Katarzyna Rogowiec, zdobywczyni dwóch złotych medali. Teraz zapowiadała, że nie spodziewa się tak dobrego występu, gdyż konkurencja jest coraz silniejsza.
Ale już w drugim swoim starcie na tych igrzyskach zawodniczka Startu Nowy Sącz zdobyła pierwszy medal dla Polski. W poniedziałkowym biegu narciarskim na 15 km techniką klasyczną zajęła trzecie miejsce. Przegrała tylko z Rosjanką Anną Burmistrową i Ukrainką Julią Batenkową.
W pierwszym starcie w Whistler też była blisko sukcesu, w biatlonowym sprincie na 3 km zajęła piąte miejsce. Po biegu kwalifikacyjnym była czwarta, po pierwszym strzelaniu medal był już w zasięgu ręki, ale pudło na drugim strzelaniu i runda karna zepchnęły ją z podium. Katarzyna Rogowiec nie ma obu rąk i strzelanie to dla niej dodatkowa trudność.
Niedowidzący Maciej Krężel zjeżdża po slalomowych stokach z pomocą przewodniczki. W pierwszym starcie zajął ósme miejsce na 11, którzy ukończyli tę konkurencję. Za cztery lata w Soczi powinien już walczyć o medale.
Takich jak on jest więcej. Sylwester Flis do startu w biatlonie przygotowywał się zaledwie dziesięć miesięcy, więc nic dziwnego, że miał problemy na strzelnicy. Pudłował raz za razem i zajął ostatnie miejsce. Flis może jednak strzelać tylko z pozycji siedzącej, co nie ułatwia mu zadania.
Monika Maniak-Iwaniszewska, szef polskiej misji paraolimpijskiej, mówi „Rz”, że gdyby nie fatalna pogoda, która pokrzyżowała w dużej mierze szyki alpejczykom, ocena igrzysk byłaby jeszcze wyższa: – Nie ma przepychu, ale wszystko funkcjonuje jak trzeba. Kibice są zachwyceni, dopingują każdego, bez względu na narodowość. A jak wreszcie zaświeci słońce, będzie jeszcze przyjemniej.