Takie sukcesy smakują wyjątkowo – po trochę nerwowym początku rywalizacji w Real Club de Golf Sotogrande nieopodal San Roque, od piątku Polak grał już tylko lepiej, by w finałowych rundach zagrać dwa razy po 66 uderzeń i z łącznym wynikiem 272 (-16) zwyciężyć przed Niemcem Mattim Schmidem 273 (-15) i Anglikiem Richardem Mansellem 274 (-14).
Jak łatwo dostrzec, rywalizacja była zacięta. Ostatniego dnia golfiści grali przy zmiennej pogodzie, z tego powodu niedzielny start przełożono na godziny poranne, ale żadne deszcze i podmuchy nie przeszkodziły Polakowi w dogonieniu i przegonieniu wszystkich rywali. – Szczerze mówiąc, poczułem ulgę. To był trudny turniej, kapryśna pogoda, nie grałem najlepszego golfa pierwszego dnia, więc wygranie turnieju jest w takich okolicznościach czymś wyjątkowym. Jestem w siódmym niebie – rzekł nowy mistrz Andalucía Masters chwilę po sukcesie, po który szedł w rzeczywiście świetnym rytmie: był 55. po pierwszej rundzie, 19. po drugiej, 5. po trzeciej.
Czytaj więcej
Widzieliśmy dziką radość oraz męskie łzy, bo Europa na polu Marco Simone Golf Club po pięciu latach odzyskała Puchar Rydera. krzysztof rawa
Przed finałem w niedzielę miał cztery uderzenia straty do dwóch liderów: Schmida i Duńczyka Jeffa Winthera, przed nim byli także Hiszpan Adrian Otaegui i Koreańczyk Jeong-weon Ko, ale pościg polskiego golfisty wyglądał rewelacyjnie. Wprawdzie początek to dwa bogeye na trzech dołkach, ale potem oglądający rywalizację zobaczyli chwile golfowej magii: eagle na dołku numer 5 (ozdobione trafieniem z odległości 121 jardów), eagle na dołku numer 9, potem wspaniała seria czterech birdies (jedno dzięki celnemu puttowi z odległości niemal 20 metrów) zakończona na 17 dołku.
Adrian Meronk był o włos od powołania na Ryder Cup
Wystarczyło, by pokonać o jedno uderzenie prowadzącego do 16. dołka Schmida, wystarczyło, by odebrać srebrzyste trofeum, 637,5 tys. dolarów premii (brutto) z puli 3,75 mln oraz awansować z czwartego na trzecie miejsce w rankingu DP World Tour, Meronk jest teraz tylko za największymi gwiazdami tego sportu: Irlandczykiem Rorym McIlroyem (nr 2 na świecie) i Hiszpanem Jonem Rahmem (nr 3). Zapewne Adrian wróci w poniedziałek do pierwszej 50 rankingu światowego (OWGR).
Polak był w siódmym niebie również dlatego, że kilka tygodni temu minął się o włos z powołaniem do zwycięskiej drużyny Europy na Ryder Cup, czyli na wielki mecz z USA w Rzymie, choć czuł, że zasłużył na ten prestiżowy start. Tak udany powrót na pola golfowe miał więc pewne znaczenie, choć mówić o tym wiele nie trzeba. – Ryder Cup jest już poza mną. Teraz po prostu skupiłem się na mej grze. Idę do przodu. Jeśli ktoś we mnie wątpił, udowodniłem, że się mylił – rzekł Adrian po turnieju w Andaluzji.
Czytaj więcej
O życiu profesjonalisty po trzydziestce, wytyczaniu polskich ścieżek w golfie światowym i zachęcaniu do wbijania piłek do dołków – mówi nasz najlep...
Po efektownych zwycięstwach w Australian Open, Italian Open i Andalucia Masters w tym sezonie (w 2022 roku wygrał jeszcze Irish Open), te i inne doskonałe wyniki dają mu gwarancję przejścia od nowego roku do jeszcze mocniejszej ligi PGA Tour (możliwość takiego awansu zdobywa pierwsza dziesiątka DP World Tour), ale do zakończenia pracy w obecnym cyklu został Adrianowi jeszcze ważny start w wielkim finale sezonu: DP World Tour Championship (16-19 listopada), na polu Earth ośrodka Jumeirah Golf Estates w Dubaju, gdzie pula nagród wzrośnie do 10 mln dolarów i pojawią się wszyscy najlepsi. Od stycznia zaś: witaj Ameryko!